Odwiedziny w przedostatnim paśmie górskim...
...w którym mnie jeszcze nie było.
Od kilka lat powoli odwiedzam kolejne pasma górskie, w których jeszcze nie byłem. Co roku jedno, dwa - na spokojnie. Do niedzieli takich pasm, gdzie moja noga jeszcze nie stanęła były dwa, choć jedno z nich nie zalicza się do pasm górskich, a do przedgórza.
A teraz po tej wycieczce pozostało mi już tylko jedno pasmo górskie więc powoli zaczynam odliczanie...
Co to za góry-nie góry? Masyw Ślęży.
Ślęża ma wysokość 718 metrów n.p.m. i jest najwyższym wzniesieniem Masywu Ślęży, a ten według podziału fizycznogeograficznego zaliczany jest do Przedgórza Sudeckiego. Jej wysokość nie jest może za wysoka, ale nad leżącymi wokół niej równinami wyrasta na jakieś 500metrów, więc to całkiem spora góra. Jeśli jednak spojrzymy na jej wybitność (za Wikipedią: Minimalna deniwelacja względna (w skrócie MDW), inaczej wybitność szczytu – minimalna wysokość potrzebna do zejścia z danego szczytu przed wejściem na inny wyżej położony teren) to przewyższa nawet tatrzańskie szczyty leżące w Polsce! (Link do listy najwybitniejszych polskich szczytów; Ślęża jest 12ta, a pierwszy szczyt tatrzański na tej liście, Kominiarski Wierch, na liście jest dopiero 24ty).
Ruszam w górę, najpierw główną arterią ciągnącą prosto na szczyt, by po chwili odbić w drogę biegnącą po obwodzie góry. Od samego początku mi się tu zaczyna podobać. Są buczyny, kamienie, są mchy a do tego słońce podświetla przepięknie las. Aż się cieplej robi, a na pewno weselej.
Zza grzbietu słońce zaczyna fajnie świecić, Radunia całkiem ładnie podświetlona:
Miejsce znane z widoków, dziś mi pokazuje te bliższe, ponieważ nad Sudetami wiszą grube wały chmur.
Zaglądam do niej - ale i w środku, jak i obok niej leży sporo śmieci, od chusteczek po rozbite szkło...ech. Odbijam szlakiem czerwonym, mijając źródło zwane Jurkami (niem. Jurklquelle - płynie woda), a następnie wkraczam na niebieski szlak, Skalną Perć, który zawiedzie mnie na szczyt.
Schodzę powoli bo nieco ślisko mi się wydaje (na pewno w moich łysych butach trzeba uważać) a na dole widzę kask:
Widać, też kolejne dwie wieże, kościoła, oraz przekaźnikową:
Szybko schodzę, ubieram puchówkę, rękawice i czapkę i docieram pod kościół, gdzie widzę zaproszenie do zwiedzania - bezpłatne chyba, ale wejście na wieżę już jest płatne, ja zziębnięty raczej szukam zacisza co by nieco się ogrzać, więc schodzę na dół, robię zdjęcie posągu niedźwiedzia:
i uciekam do Domu Turysty PTTK, gdzie na drzwiach wita mnie napis, iż nie udzielają noclegów.
Droga na tamie jest zamknięta, ale przejść można, za zbiornikiem skręcam ku górom.
Powoli nabieram wysokości, mijając kolejne domostwa. W końcu docieram pod las, zabudowania pozostawiając za sobą:
Na Przełęczy Słupickiej zarządzam przerwę - w brzuchu mi burczy, a w głowie mam tylko ciepłą zupkę chińską. Ha, okazuję się, że ma ze sobą siedzisko, które notorycznie zapominam zabierać ze sobą - więc woda się gotuję a ja odpoczywam na full wypasie, a po chwili zjadam ciepły wywar rosołopodobny:
Ruszam dalej. Po paru minutach jest mi gorąco, więc zdejmuje puchówkę. Więc po chwili słońce się chowa...a po chwili wychodzi. Jak znika, robi się chłodno, jak wychodzi, nawet znośnie.
Tu ruszam szutrówką, która trawersuje strome zbocza Raduni. Na niej jest rezerwat z zakazem wstępu. Ja z wielką ochotą odpuszczam, raz że wspinać mi się już nigdzie nie chcę, czuję te kilkaset metrów w górę pokonane dziś, a dwa, że zamierzam sprawdzić jedno miejsce, no i trzy - rezerwat. Drogą idzie się bardzo przyjemnie, bo jest płasko, ale z podziwem oglądam jak rodzice z kilkulatkami biegną, aby maluchy się nie nudziły. Mijam odbicie ku pewnemu punktowi, ale po chwili wracam, dzięki temu oglądam po raz kolejny Ślęże, choć ta jest w cieniu chmur. Za to znów po kilku minutach słońce wychodzi:więc dzisiejszą wycieczkę kończę w dobrym nastroju.
Od kilka lat powoli odwiedzam kolejne pasma górskie, w których jeszcze nie byłem. Co roku jedno, dwa - na spokojnie. Do niedzieli takich pasm, gdzie moja noga jeszcze nie stanęła były dwa, choć jedno z nich nie zalicza się do pasm górskich, a do przedgórza.
A teraz po tej wycieczce pozostało mi już tylko jedno pasmo górskie więc powoli zaczynam odliczanie...
Co to za góry-nie góry? Masyw Ślęży.
Ślęża ma wysokość 718 metrów n.p.m. i jest najwyższym wzniesieniem Masywu Ślęży, a ten według podziału fizycznogeograficznego zaliczany jest do Przedgórza Sudeckiego. Jej wysokość nie jest może za wysoka, ale nad leżącymi wokół niej równinami wyrasta na jakieś 500metrów, więc to całkiem spora góra. Jeśli jednak spojrzymy na jej wybitność (za Wikipedią: Minimalna deniwelacja względna (w skrócie MDW), inaczej wybitność szczytu – minimalna wysokość potrzebna do zejścia z danego szczytu przed wejściem na inny wyżej położony teren) to przewyższa nawet tatrzańskie szczyty leżące w Polsce! (Link do listy najwybitniejszych polskich szczytów; Ślęża jest 12ta, a pierwszy szczyt tatrzański na tej liście, Kominiarski Wierch, na liście jest dopiero 24ty).
To całkiem porządna góra! Dlatego też ją dorzuciłem do mojej listy pasm górskich, tak samo jak i Magurę Witowską, szczyt Pogórza Spisko-Gubałowskiego.
Kilkukrotnie pod nią przejeżdżałem, wielokrotnie ją oglądając z różnych pasm górskich. Dwukrotnie mieliśmy rodzinnie ją zaatakować, ale a to choroba stanęła na przeszkodzie, a innym razem pojechaliśmy w inne góry. Dlatego tras na wędrówkę po tym rejonie miałem powymyślanych od groma. Krótsze, dłuższe. Na pewno minusem była odległość, bo to między 2,5 a 3 godziny jazdy, w końcu stwierdziłem, że czas na nią. Warto by powoli zakończyć mój projekt związany z poznawaniem Wszystkich Pasm Górskich w Polsce.
Pobudka o czwartej, śniadanie i ruszam parę chwil później. Jadę sam, ale tankując tradycyjnie dokupuję jeszcze kawę i ruszam. Kawa bardzo mi się przyda ponieważ czeka mnie ok dwie godziny jazdy autostradą, a na tych drogach wieje nudą, no chyba, że trafisz na wysyp wszelakich pseudokierowców. O dziwo przejazd A4ą przebiega spokojnie. Jest ciemno, pierwsze widoki pojawiają się na chwilę przed zjazdem a autobany w okolicach Oławy - to migają światła na wiatrakach. Zjazd z nudnej trasy dobrze mi zrobił, ponieważ zaczynałem okrutnie ziewać i mimo że nawi prowadziła dalej na Wrocław wolę zjechać nieco wcześniej. To właśnie gdzieś na tej trasie do celu zaczyna świtać. Wschód zastaje mnie gdzieś za Karczynem:
Kolejny przystanek robię za Jordanowem Śląski - całkiem fajnie się prezentuje mój dzisiejszy cel (pierwsze zdjęcie w relacji).
Na sam koniec pozostaje mi przejechać kilka wiosek z fajowymi nazwami jak Księginice Małe (ponieważ są objazdy), wjechać na Przełęcz Sulistrowicką i... tu jest całkiem ładnie, a nawet nieco górsko. Coraz piękniej też świeci słońce - humor rośnie. Mijam zalew Sulistrowicki w dole, gdzie widziałem na mapie kemping, a przy drodze parking (płatny nawet jak nikogo nie ma - przelewem bądź blikiem - 20zł/dzień) gdzie według jednego z planów, tu miałem zaczynać, następnie mijam parkingu pod kościołem, gdzie też planowałem start. Tu widzę ludzi rozstawiających stragany, oraz ciekawą bramę, którą stwierdzam, że pewnie zobaczę później i jadę dalej, aż dojeżdżam do Przełęczy Tąpadły. Parking wschodni - płatny, parking od strony Ślęży, na kilka aut już pełen, choć jeszcze przy wąskiej drodze są dwa, trzy miejsca. Parkuję - doczytuję czy aby na pewno można tu parkować za darmo (tak) i zbieram się.
Kolejny przystanek robię za Jordanowem Śląski - całkiem fajnie się prezentuje mój dzisiejszy cel (pierwsze zdjęcie w relacji).
Na sam koniec pozostaje mi przejechać kilka wiosek z fajowymi nazwami jak Księginice Małe (ponieważ są objazdy), wjechać na Przełęcz Sulistrowicką i... tu jest całkiem ładnie, a nawet nieco górsko. Coraz piękniej też świeci słońce - humor rośnie. Mijam zalew Sulistrowicki w dole, gdzie widziałem na mapie kemping, a przy drodze parking (płatny nawet jak nikogo nie ma - przelewem bądź blikiem - 20zł/dzień) gdzie według jednego z planów, tu miałem zaczynać, następnie mijam parkingu pod kościołem, gdzie też planowałem start. Tu widzę ludzi rozstawiających stragany, oraz ciekawą bramę, którą stwierdzam, że pewnie zobaczę później i jadę dalej, aż dojeżdżam do Przełęczy Tąpadły. Parking wschodni - płatny, parking od strony Ślęży, na kilka aut już pełen, choć jeszcze przy wąskiej drodze są dwa, trzy miejsca. Parkuję - doczytuję czy aby na pewno można tu parkować za darmo (tak) i zbieram się.
Wpierw mijam otwartą bramę, przy której stoi tablica witająca w Ślężańskim Parku Krajobrazowym, oraz tablice informacyjne, z której doczytuję o legendzie skąd się wzięła tu taka góra, o bitwie diabłów z aniołami, rzucającymi w siebie głazami i to właśnie pozostałość po tej bitwie stworzyła Ślężę.
Doczytuję też informację o tym, że mimo wyglądu przypominającego wygasły wulkan, tego tu nigdy nie było. A geologiczna budowla góry to granity i gabra. Aż w domu muszę doczytać co to za skała ta gabra - to zasadowa skała osadowa. Ale jako, że nigdy geologii za bardzo nie lubiłem, pozostawiam ten temat na własne doczytanie jak kogoś interesuje.
Ruszam w górę, najpierw główną arterią ciągnącą prosto na szczyt, by po chwili odbić w drogę biegnącą po obwodzie góry. Od samego początku mi się tu zaczyna podobać. Są buczyny, kamienie, są mchy a do tego słońce podświetla przepięknie las. Aż się cieplej robi, a na pewno weselej.
Do tego jest tu pusto, wszyscy szli prosto na szczyt. No po chwili mnie mija biegaczka, oraz turysta, ale jest tu cicho i tylko ptaki wokół śpiewają. Mijam odbicie niebieskiego szlaku, zwanego Skalną Percią - ja idę dalej. Mam nadzieję, że wybrany szlak będzie ciekawszy niż ten, który też się fajnie zapowiada!
a po chwili na drzewie widzę kropę, co oznacza rozpoczęcie szlaku, którym zamierzam teraz podchodzić, to ścieżka edukacyjna, która wiedzie przez środek Skalnej. Już od początku zaczyna się ciekawie, wspinaczką po stopniach, wpierw z korzeni, a następnie skalnych.
z lewej początek szlaku, z prawej skalne schody
Skalna, dawniej zwana Góry Skalne, to teren obejmujący zachodnie stoki Ślęży. W miejscu tym występuje spore nagromadzenie blokowisk skalnych, stromych zboczy, oraz skalnych wierzchołków.
Pięknie tu!!! 😍
Po chwili sapania docieram do punktu widokowego, na mapach zwanym Skalne Capki:
Miejsce znane z widoków, dziś mi pokazuje te bliższe, ponieważ nad Sudetami wiszą grube wały chmur.
Na zdjęciu wyżej, widać kawałek płaskorzeźby Madonny, który dostrzegam dopiero pisząc relację... Szkoda, że widoki nieco krótsze bo ponoć można stąd i Śnieżkę ujrzeć, ale i tak jest ładnie:
Szczytna, za którą widać chmury przykrywające Góry Sowie i Wałbrzyskie, niżej na zbliżeniu Wzgórza Kiełczyńskie
znów z prawej Chełmiec
Ruszam dalej, mijając odbicie szlaku docieram do Kazalnicy, skały wysokiej na 3 metry i długiej na 4:
nie wracam tylko idąc przed siebie docieram do Polany z Dębami, gdzie stoi wiata.Znów idę wśród kamulców różnej wielkości. Pojawiają się też rumowiska skalne, oraz większe i mniejsze skałki.
Tu jest po prostu nie sa mo wi cie ! ! !
a następnie miejsce oznaczone jako 'były punkt widokowy', co teraz trochę żałuje, bo owszem widoków już tam nie ma, ale pozostała metalowa barierka, ale po krótkiej chwili docieram do kolejnej grupy skał, również zwanymi Olbrzymkami. Jest tu punk widokowy na szczyt Ślęży:Niby blisko, ale jeszcze kawałek jest, więc po chwili ruszam, robi mi się nieco chłodno, zaczęło tu wiać zimnym wiatrem. Ale zejście z tej grupy skałek jest ciekawe:ktoś, coś o nim wie?
i wkraczam w ciemny las, idąc po nieco podmokłej ścieżce, która szybko zmienia swój charakter na, znów bardziej kamienisty:
i widać już wieżę. Już? Tak szybko? Ano 😀 Witamy na szczycie Ślęży!
Wieża jest...dziwna. Betonowa, brzydka i z wąskimi otworami w podestach. Schody to metalowa drabina, a co piętro to otwór coraz mniejszy. By wejść na drugi muszę zdjąć plecak i próbuję go włożyć przed sobą, tu dziękuje pani, która go bierze ode mnie (dziękuje raz jeszcze 😀) a na samą górę go nawet nie próbuje zabrać a i tak ledwo się wciskam, aparat trzymając obok siebie.
Do tego wieje zimno. Lodowato tu brrr. Za to coś widać. Lasery nad Radunią:
Do tego wieje zimno. Lodowato tu brrr. Za to coś widać. Lasery nad Radunią:
Pod 9tym laserem z lewej byłem, to przełęcz Sulistrowicka 😁 :
Widać, też kolejne dwie wieże, kościoła, oraz przekaźnikową:
prawdopodobne pochodzenie z lat 400-200 p.n.e., w tym miejscu od 1903 roku
Aż dziwne, że nie używają nazwy "schronisko" jak inne podobne obiekty (na Wysokim Kamieniu, czy na Oźnej). Kupuję piwo (zgrzytając zębami na cenę - 20zł) i chwilę schnę.
Po kilku minutach wychodzę a tu świat stał się zupełnie inny - świeci słońce!
Ludzi z każdą chwilą przybywa, więc ja ruszam w dół. Po chwili odbijam na czerwony szlak, gdzie mijam źródło, w którym niestety nie ma wody:
Schodząc mija mnie tu sporo rozebranych osób - nic dziwnego podchodząc człowiek się grzeje, a część z nich to biegacze. Ale mam z tego ubaw i nie, z kogo innego a z siebie - bo ja zmarznięty idę ubrany po zimowemu, w puchówce, w czapce, w rękawiczkach... Idę więc i rżę z siebie - wysyłam też swoje zdjęcie z opisem sytuacji żonie. Po chwili dostaję odpowiedź - " 😂😂 ale się uśmiałyśmy z Ciebie 😁 ", na co moje rżenie tylko się pogłębia:
W dobrym humorze schodzę coraz niżej. Ten humor poprawia ciepło, które mnie ogarnia, oraz również słońce, które tu wpada między drzewami i dodaje uroku okolicy:
W dobrym nastroju docieram do wsi. Na jej skraju, choć jeszcze w lesie, tak z 50 metrów od jego krańca, zaczepia mnie grzybiarz, pytając jak dojdzie do wsi. Tłumaczę mu i się rozchodzimy. Muszę przejść kawałek wzdłuż drogi, którą rano jechałem, by po chwili skręcić ku zalewowi (i tu zaglądam na parking zobaczyć cenę).
Po kilku minutach wychodzę a tu świat stał się zupełnie inny - świeci słońce!
Ludzi z każdą chwilą przybywa, więc ja ruszam w dół. Po chwili odbijam na czerwony szlak, gdzie mijam źródło, w którym niestety nie ma wody:
Schodząc mija mnie tu sporo rozebranych osób - nic dziwnego podchodząc człowiek się grzeje, a część z nich to biegacze. Ale mam z tego ubaw i nie, z kogo innego a z siebie - bo ja zmarznięty idę ubrany po zimowemu, w puchówce, w czapce, w rękawiczkach... Idę więc i rżę z siebie - wysyłam też swoje zdjęcie z opisem sytuacji żonie. Po chwili dostaję odpowiedź - " 😂😂 ale się uśmiałyśmy z Ciebie 😁 ", na co moje rżenie tylko się pogłębia:
W dobrym humorze schodzę coraz niżej. Ten humor poprawia ciepło, które mnie ogarnia, oraz również słońce, które tu wpada między drzewami i dodaje uroku okolicy:
W dobrym nastroju docieram do wsi. Na jej skraju, choć jeszcze w lesie, tak z 50 metrów od jego krańca, zaczepia mnie grzybiarz, pytając jak dojdzie do wsi. Tłumaczę mu i się rozchodzimy. Muszę przejść kawałek wzdłuż drogi, którą rano jechałem, by po chwili skręcić ku zalewowi (i tu zaglądam na parking zobaczyć cenę).
Droga na tamie jest zamknięta, ale przejść można, za zbiornikiem skręcam ku górom.
uwaga!
Na Przełęczy Słupickiej zarządzam przerwę - w brzuchu mi burczy, a w głowie mam tylko ciepłą zupkę chińską. Ha, okazuję się, że ma ze sobą siedzisko, które notorycznie zapominam zabierać ze sobą - więc woda się gotuję a ja odpoczywam na full wypasie, a po chwili zjadam ciepły wywar rosołopodobny:
Mija mnie kilku rowerzystów, grzybiarzy, oraz pani z dwoma psiakami, z którą zamieniam parę słów. Gdy zaczynam się pakować, pani po chwili wraca, mówiąc że psiny zdecydowały o odwrocie - czyżby wyczuły to co zaraz nadejdzie? Bo właśnie wtedy zaczyna padać. Noż kurka - czyżby to klątwa kuchenki? Myśląc o tym myślę nad dalszą trasą, pierwotnie miałem ruszyć ku Raduni, ale teraz to chyba trza jak najszybciej dotrzeć do auta, ruszam bo deszcz przybiera na sile, więc zatrzymuję się pod drzewem by za bardzo nie zmoknąć.
Odpalam radar pogodowy i widzę, że za pół godziny chmur ma już nie być. Super, tylko wczorajsze prognozy mówiły o deszczu 2,3 godziny później. Gdy ja sobie grzebię w telefonie mijają mnie inni turyści zmierzający ku Przełęczy Tąpadła. A z lasu wychodzi kolejny grzybiarz i gdy mnie mija, znów pyta o drogę...to ten sam facet 😂 co chwil parę temu.
Znów mu pokazuję, jak ma iść, mówiąc, że za kilkanaście minut powinno przestać padać - pokazuję mu błękit nad lasem, który już widać. Gdy odchodzi deszcz powoli słabnie, a po chwili przestaje całkowicie padać, więc ruszam. Po chwili mijam ścieżkę, która biegnie w górę...po namyślę ruszam nią, skoro przestało padać, wrócę do pierwotnie wybranego niebieskiego szlaku.
Na Świerczynie buty mam całe mokre. Ale za to słońce na dobre wyszło!Ruszam dalej. Po paru minutach jest mi gorąco, więc zdejmuje puchówkę. Więc po chwili słońce się chowa...a po chwili wychodzi. Jak znika, robi się chłodno, jak wychodzi, nawet znośnie.
Po krótkiej chwili włażę na grzbiet, którym docieram pod Radunię.
Na drodze widzę auta zaparkowane przed wzniesieniem i zakrętem, a na parkingu kociokwik. Obok aut, w tym mojego miejsca za dużo nie było, ale oczywiście po drugiej stronie pod krzakami kolejne auta zostały zaparkowane i teraz miejsca jest na styk. Ruszam pozostawiając za sobą ten tłum.
Tym razem na Przełęczy Sulistrowickiej odbijam w prawo i wyjeżdżając z lasu zatrzymuję się by złapać ostatnie widoki:
na Wzgórza Niemczańsko-Strzelińskie.
Później jeszcze chwilowa euforia, że nawigacja pokierowała mnie fajną drogą:
ale okazuje się, że trwa przebudowa wiaduktu i droga jest zamknięta, więc zawrót i dalej lecę już w kierunku Strzelina, w którym muszę kupić kawę (strasznie mnie męczy spanie). Kawa pomaga więc wracam do domu, w miarę spokojnie, ruch jest nieco większy więc i paru debili - poganiaczy się trafiło, ale poza tymi trzema, czterema przypadkami droga minęła względnie przyjemnie.
ale okazuje się, że trwa przebudowa wiaduktu i droga jest zamknięta, więc zawrót i dalej lecę już w kierunku Strzelina, w którym muszę kupić kawę (strasznie mnie męczy spanie). Kawa pomaga więc wracam do domu, w miarę spokojnie, ruch jest nieco większy więc i paru debili - poganiaczy się trafiło, ale poza tymi trzema, czterema przypadkami droga minęła względnie przyjemnie.
Wróciłem zadowolony. Bardzo mi się spodobał Masyw Ślęży. Te kamienie, bloki skalne, las pachnący takim górskim lasem, jaki pamiętam z dzieciństwa. Ładnie.
Zapewne na moją ocenę wpływa też stosunkowo nieliczna liczba turystów, którą spotkałem, w porównaniu do cieplejszych pór roku, czy nawet dziś gdybym później dotarł na szczyt pewnie bym miał nieco inne zdanie, ale mnie się udało - średnia pogoda zapewnia nieco oddechu na szlakach.
Mapa trasy. Wyszło jakieś 17km i 575 metrów podejść. Kuuupa zdjęć - bo prawię 200 ich zostawiłem po obróbce. Jeśli ktoś jeszcze nie szedł tym szlakiem, szczególnie zielonym i niebieskim - to z całego serducha polecam!


































































Komentarze
Prześlij komentarz