Żona dzień wcześniej zostaje poproszona o wzięcie urlopu, ja mam wolne, więc córce robimy wagary w przedszkolu 😉 i upalny dzień rozpoczynamy w zoo, a kończymy oglądając zachód słońca w górach.
Pewnej wietrznej niedzieli pojechaliśmy rodzinnie popodziwiać zachód słońca z pod Góry Św. Doroty. Zachód taki sobie, bo nad samym horyzontem wisiały kłęby chmur, ale w domu na jednym ze zdjęć wypatrzyłem...Tatry!
Spacerów ciąg dalszy. Rodzinie spodobały się zdjęcia z buczyny, więc po obiedzie decyzja, jedziemy. Czym się będzie różnić? Zakładam dziś tele-obiektyw i trochę spłaszczę perspektywę. No i jesteśmy wcześniej, więc jest inne światło, zresztą słońce dziś takie zamglone...