Giszowiec, Nikiszowiec i coś jeszcze...
W ostatnią niedzielę maja pojechaliśmy z żoną na kawę. Było to pewne pożegnanie. Ale szkoda by nie skorzystać z pięknej pogody, więc pojechaliśmy pozwiedzać miejsce nam znane, choć chcieliśmy zobaczyć to czego ostatnim razem nie obejrzeliśmy. Amerykańską kolonię.