Posty

Krótki spacer na Długi Groń.

Obraz
Długie weekendy nie są obecnie fajną opcją na wędrówki po górach, ale tylko w wypadku, gdy chcecie zaznać ciszy i samotności. Liczba turystów ostatnimi czasy wzrosła i właśnie w takich terminach jest najbardziej wzmożona, więc nasze plany na takie dni zakładają opcję wypoczynku z pominięciem górskich szlaków...ale gdy taki długi weekend spędzamy na naszej bazie, to wtedy zawsze się rozglądam po grzbietach wokół...by do spacerów po okolicznych lasach i wzniesieniach dorzucić może jeszcze jakieś wzniesienie, szczyt, czy też ścieżkę poza szlakiem...

W końcu wita mnie słońce. W Bieszczadach, na pożegnanie...

Obraz
Poniedziałek - dzień powrotu do domu. W planach odwiedzenie pewnej chatki...ale czy się udało?

O tym jak to niebo prawie się zwaliło na głowę na Połoninie.

Obraz
Rano się budzę chwilę po szóstej, do siódmej jeszcze próbuje usnąć ponownie, ale zaczyna się powoli ruch w bacówce, ktoś schodzi po schodach, podłoga skrzypi, drzwi trzaskają, ot chatka budzi się do życia...dodatkowo po pobudce musiałem zjeść batona, bo cukier po korektach niski, jestem zbyt rozbudzony. A skoro i tak nie usnę, więc w końcu o siódmej schodzę na dół, jednak spotyka mnie niespodzianka - wejście do toalet zablokowane - podłoga jeszcze mokra, w jadalni zamiatają, za chwilę będą myć podłogę, więc ze śniadaniem trzeba poczekać.

Pod Bacówką, czyli dotarcie na nocleg, oraz plany na wejście na Małą Rawkę.

Obraz
Znajduję w Ustrzykach knajpę i zamawiam pierogi plus herbatę. W końcu można coś zjeść na "mieście". Następnie wracam do auta, mijając pod sklepem jednego z bieszczadzkich zakapiorów, rozmawiających z turystami. Akurat przechodząc usłyszałem, "to dajcie na piwo" 😁.

Na Szeroki Wierch a gdzie potem...to się zobaczy... a więc na Tarnicę...

Obraz
 W Ustrzykach Górnych parkuję na błotnistym klepisku, opłacam haracz (20 zeta), przepakowuje się i ruszam na szlak. 

Ku przygodzie - prolog.

Obraz
  W końcu dotarłem w Bieszczady. Po 15tu latach. Choć bardzo, ale to bardzo mi się nie chciało.

Wiosenna wycieczka z dzieciakami. Na maj, na Tuł.

Obraz
Jak co roku, gdy już robi się cieplej, planuję by pojechać w góry, rodzinnie. Dwa lata temu pierwszą wycieczkę, gdzie zabrałem rodzinę, była to Jamna. Dwa miesiące później wędrowaliśmy znów tymi samymi ścieżkami, ale ze znajomymi, co powtórzyliśmy rok temu robiąc grilla na Kiczerze, więc gdy na początku tygodnia żona proponuje by w niedzielę znów pojechać w tym samym składzie, to pozostaje tylko uzgodnić, gdzie.

Wśród falujących traw...2015r.

Obraz
Jakie są najpiękniejsze góry? Gdyby zadać to pytanie na forum, to pewnie zaraz by się, co najmniej gorąca dyskusja wywiązała, a takich gór nie ma... No dobra, nie to, że nie ma. Nie ma, moim zdaniem czegoś takiego jak jedno ogólnie stwierdzone, że coś jest naj. I tak jest z górami. Każdy z nas ma swoje preferencję, każdego z nas co innego zachwyca. Jedni lubią skały, turnie i wysokości i pewnie na pytanie o te najpiękniejsze góry powiedzą Tatry, może jakieś pasmo alpejskie, albo Mała Fatra. Inni będą woleli pojechać w Gorce, Beskid Sądecki czy też w Bieszczady. Jeszcze inni wolą Sudety od Karpat...i tak dalej. 

Na Suchą Górę. W pocie, krwi i mozole...

Obraz
Jeszcze kilka dni wcześniej na myśl o górach...no tak dyplomatycznie to napiszę, nie chciało mi się ich. Już jednak idąc szlakiem Szwajcarii Zagłębiowskiej, coś się zmienia, to może ciepłe słońce muskające twarz. Może rozprostowanie kości. Więc gdy na urlopie dojeżdżam do naszej bazy, jadąc wijącą się między górami drogą, zaczynam zapominać o niechęci do śniegu, zimy, błota...bo tak, na tych najwyższych szczytach, widać jeszcze śnieg. Ba, z rana następnego dnia, sypie chwilę dość intensywnie.

Szlakiem Szwajcarii...

Obraz
Słońce, pociąg, las, ognisko...tak miało być. Ale plany mają to do siebie, że lubią brać w łeb. Bo gdy przychodzi urlop, jest zimno i leje, ja ledwie tydzień wcześniej chodziłem z bólem gardła, więc stwierdzam, że mam to gdzieś. W niedzielę po obiedzie, podczas którego nawet wychodzi słońce, jedziemy pochodzić po Pogoni. Patrząc na prognozy, stwierdzam, że może w poniedziałek się gdzieś przejdę. Rano...leje. Jest pięć stopni brrr, chciałoby się zakląć... Leje do obiadu. Za to popołudniu robi się całkiem fajnie...jak na zimny kwiecień, więc wieczorem wyciągam plecak. Rano zaprowadzam dziecko do przedszkola, zabieram plecak i...podjeżdżam po kiełbasę i bułki. Następny przystanek, to rynek w Sławkowie, gdzie planowo miałem kończyć według planów. Kurtkę zostawiam w aucie, jest chwile po 9, a temperatura to jakieś 15stopni, no i jest lampa, jakże inaczej niż wczoraj, aż się chcę wędrować 😀. Ruszam więc przed siebie! Odwiedzić Szwajcarię...Zagłębiowską. A gdzie to to, i co to to? 😉 To prze