Posty

Krótki spacer po Beskidzie Ostrym.

Obraz
W końcu, po miesiącu siedzenia w domu, po chorobie, wróciłem do pracy, by po kilku dniach wykorzystać ostatnie dni urlopu. Pierwszy dzień wykorzystuje na ogarnięcie spraw, które z powodu uziemienia, trzeba było poprzesuwać na zaś, zresztą cały tydzień taki jest - po/przed pracą odrabiam zaległości. W pracy ogarnianie działu, potem dentysta po pracy, wymiana kół w aucie...itd. Na szczęście w piątek postanawiam trochę rozprostować nogi, choć przy okazji załatwiania jednej sprawy. Odprowadzam dziecko do szkoły i ruszam w kierunku gór.

Skąd te góry? Krótka historia; moja.

Obraz
Miał to być krótki spis miejsc, krótkie wspomnienia z wycieczek, które kiedyś dawno odbyłem...a o których nie pisałem wcześniej relacji, często mając mało, lub wcale nie mając zdjęć. Jednak z czasem, odnajdując część zdjęć, krótki spis rozszerzył się o coraz więcej słów, coraz więcej opisu, stąd w sumie będzie to moja odpowiedź, czemu dziś tak lubię góry, czemu ciągle to w nie jeżdżę... Zapraszam: Rok 2000, ruszam w dorosłość 😉

Orawa - czyli Beskid Żywiecki za naszą granicą. 2016.

Obraz
Gdy pierwszy raz ruszyłem na Małą Fatrę, to moją uwagę zwróciły już zaraz za granicą wzgórza i góry otaczające Nowoć (słow. Novoť), słowacką wieś leżącą po drugiej stronie granicy. Wkrótce pojechałem drugi raz i postanowiłem, że jak będę na bazie, to kiedyś tu podjadę i się przespaceruje.

Spacer na Wielką Rycerzową - 2015r.

Obraz
Późną wiosną i latem 2015 roku sporo czasu spędziliśmy na naszej bazie. Rok wcześniej nasza rodzina się powiększyła i właśnie pierwszą wspólną wycieczką całej rodziny, w liczbie trzech osób, był wyjazd majowy do bazy. Od roku, poza jednym wyjazdem, w worek Raczański, nigdzie nie jeździłem, więc oglądając na co dzień okoliczne góry, ciągnęło mnie w nie. Wpierw wybrałem się na Romankę, a później zabrałem żonę na mały spacer.

Krótki spacer na Smerków - 2016.

Obraz
Mijała właśnie kolejna zima w mieście, oczywiście bezśnieżna, więc stwierdziliśmy, że może warto by zobaczyć, czy w górach tej zimy czasem nie ma. Niestety i tam jej nie było, więc stwierdziłem, że może by tak, w takim razie wykorzystać brak śniegu i przejść się po górach, poznając trochę okolicę poza szlakiem.

Cieńków - Czupel. 2017

Obraz
Gdyby mnie ktoś spytał o najpiękniejsze miejsca w Beskidzie Śląskim, to dekadę temu powiedziałbym, że w tym paśmie nie ma takiego miejsca. A dziś? Dziś uważam, że w tym paśmie jest sporo takich miejsc. Z racji, iż jest to pasmo nie aż tak znów wielkie, te miejsca są często znane i oblegane. Tych miejsc, jest całkiem sporo (Jaworowa, Tuł, Błatnia), a nie wszystkie jeszcze odwiedziłem. Dziś za to kilka słów i zdjęć o takim właśnie miejscu...

Podróż po Polsce stopem.

Obraz
Stop. Czyli forma podróżowania, zwana łapaniem okazji. Szkoda, że tak późno poznałem, tą formę podróżowania. Dopiero gdy miałem już dwudziestkę na karku...ale na wszystko przychodzi czas, więc wcześniej pewnie nie byłoby i z kim jeździć. Pierwszą podróż odbyłem do kolegi, za Radomsko. Od razu musiałem jechać samemu, reszta ekipy jechała w parach. Dojechałem zachwycony tą formą podróży... Więc zacząłem coraz częściej ją wykorzystywać. Wycieczka w góry? Idę wyciągać kciuka. Wycieczka do Krakowa, tak samo i to jedyny kierunek, na którym mi się bardzo ciężko łapało okazję, stąd podczas opisywanej podróży w Bieszczady, odcinek Olkusz - Kraków wykorzystywałem jeżdżące Busy, koszt parę złotych pozwalał zaoszczędzić czas, jaki człowiek musiałby stracić na próbę złapania okazji. Ale wyjazd w Bieszczady to jedna z ciekawszych wypraw, przygód, jakie przeżyłem, do tego za grosze. Choć długi to odcinek, to nie był jednak, mój najdłuższy wyjazd z wykorzystaniem stopa. Była to podróż na północ kraju.

Lipowska - Romanka - Złatna. 2015

Obraz
Gdy w tym roku planowałem wyjazd w Bieszczady, coś czułem, że trzeba to zrobić wczesną jesienią, dziś się cieszę, że to się udało przewidzieć, bo właśnie znowu jestem uziemiony, plusem. Mając trochę przymusowego wolnego, gdy już się lepiej czuje, przypominam sobie że ostatnio mnie pytano o jeden szlak, którego przejście jeszcze na blogu nie spisałem. Szlak ze Złatnej na Lipowską, niebieski.

Zalewisko w lesie Murckowskim.

Obraz
We wtorek padało. Został mi wypisany ostatni dzień urlopu, więc mówię, trudno posiedzę w domu, odpocznę. Jednak w ostatnim momencie wychodząc z dzieckiem do szkoły, łapę za aparat. W drodze do Murcek, nie daje rady wyjechać na trasę nr 86, bo jest korek gigant, więc od razu zjeżdżam i przez Borki, Szopienice, Nikisz i Giszowiec dojeżdżam do celu.

W dolinie Wodącej.

Obraz
Po wizycie w katowickich lasach, która pokazała, że na nizinach jeszcze jesień się dobrze trzyma, przy prognozach mówiących o najcieplejszym końcu października od lat, zaczynamy powoli myśleć, gdzie by w niedzielę pojechać, co by nie siedzieć w domu. Góry, raczej odpadają, więc pozostaje Jura Krakowsko - Częstochowska!

Lasy Murckowskie.

Obraz
Tytułem wstępu - to będzie bardziej fotorelacja, więc zdjęć będzie, ostrzegam, dużo Szczerze, to już w tym roku mi się góry obrzydły...co nie oznacza, że nie pojadę już w nie. Ale chodziło mi po głowie od jakiegoś czasu, połazić po lasach rosnących wokół mnie. Zaczynam od lasów Murckowskich.

W bieszczadzkim worku.

Obraz
Rano w niedzielę znów na niebie gości błękit . Córa czuje się dużo lepiej, więc proponuję przejechać się, na sam skraj worka bieszczadzkiego, odwiedzić torfowisko i dojechać jak najdalej się da autem.

Żubry, cerkwie, serpentyny i na koniec ekstra dodatek - Bieszczady objazdowo.

Obraz
Gdy docieram z wieży do moich dziewczyn, okazuję się, że młoda smarka. Jak jest zimno, ja zawsze smarkam w górach. Ale wieczorem dołącza kichanie, a to oznacza u nas przeziębienie. Więc połonin...nie będzie...plany można podrzeć...

Wymarzone, słodko-kwaśnie...

Obraz
Marzenia i plany, co mają z sobą wspólnego? Czy robicie pod koniec roku, plany górskie na nowy, następny rok? Ja tak, choć nie jest to lista, której się kurczowo trzymam w późniejszych wyjazdach. A co do planów mają marzenia? 

Tuł i Ostra w poszukiwaniu jesiennych kolorów.

Obraz
Zbyt szybko mnie w tym roku dopadła jesienna depresja, albo zmęczenie zawodowe...nieważne, ale na myśl o wyjeździe gdziekolwiek, do tego po pobudce w środku nocy, to mi się wszystkiego odechciewa. Wtedy zgaduję się z Sokołem, wstępnie umawiamy się na niedzielę. Jeszcze w piątek mam kryzys i chodzi mi po głowie aby się wyspać, jednak ostatecznie budzik w niedzielę budzi mnie o czwartej.