Posty

Na Orawie, między Babią a Tatrami.

Grafika
Kolorowa jesień za nami. Niestety, ale nigdzie nie udało mi się pojechać w październiku, więc tym większe miałem nadzieję, że na tej wycieczce, jeszcze coś z jesiennych barw obejrzę... W tym roku jak wiadomo rządzi wirus. Jesienią kolejny raz mi pozmieniał plany, przez co w październiku nie udało mi się pojechać w góry w poszukiwaniu barw jesiennych; październik spędziłem na przymusowym pobycie w domu. Więc zaraz po tym, gdy już mogłem wyjść z domu, korzystam z dobrych prognoz na niedzielę i ruszam w góry. Cel - pójść w takie miejsce, gdzie spotkam jak najmniej ludzi. I w ten sposób jadę, tam, gdzie planowałem pojechać w marcu. 

Na Wielką Raczę, ze Zwardonia.

Grafika
Szukając zdjęć z dawnej wycieczki w Bieszczady, w ręce wpadł mi katalog z dawnej wycieczki  na Wielką Raczę. Z roku 2004tego. A że nigdy jej nie opisywałem, to będzie to pierwsza relacja.

Bieszczady...stopem.

Grafika
To było dawno. Początki "kariery" zawodowej.  To było 17ście lat temu. Nie było to tak dawno temu, nie są to odległe czasy, no bo początek obecnego stulecia. A jednak dziś wydaje mi się, że strasznie dawno. Bo...było inaczej, niż dziś. Wiadomo, nie było rodziny, więc więcej czasu. Pieniędzy mało, ale za to więcej...czasu. Tak wiem, powtarzam się. To będzie krótka relacja o tych czasach, a dokładnie o jednej wycieczce z tamtych dawnych lat...

Nad chmurami.

Grafika
Spośród wycieczek w Tatry, tą wspominam dość miło. Koniec listopada 2013roku.  Była to wyjazd nieco miesiąc po ślubie, stąd miłe wspomnienia 😏...a może to te morza chmur, których nigdy potem nie ujrzałem?  W piątek dojeżdżamy na kwatery. Wieczorem idziemy na krótki spacer w ciemnościach w głąb Doliny Kościeliskiej, gdzie zaczynamy napitkami wieczór, który kończymy mocząc się w jacuzzi i popijając drinki.  W sobotę z rana plan na wyjście w góry.  Po wyjściu za drzwi pensjonatu, szok, mróz, szyby w autach pomarznięte (nie pamiętam, ale chyba termometr w aucie pokazywał -7 stopni), więc by nie zamarznąć ubieramy się ciepło i ruszamy, znów w głąb Doliny Kościeliskiej. Jednak, jak i dzień wcześniej, nie idziemy nią daleko, ale szybko odbijamy na szlak czerwony i od razu zaczynamy nabierać wysokości, co powoduje, że po chwili zaczynamy się rozbierać. Ma na to wpływ na pewno wysiłek, wyjście z "cienia w dolinie", oraz...inwersja temperatury. Za sobą zostawiamy mgły, więc gdy wychod

Tatry z Zakopanego. Czyli w góry w klapkach.

Grafika
Kolejny wpis historyczny, wpis znowu z nadmiaru czasu 😊 . Znów z Tatr. Zapraszam w rok...2012.

Tatry wypatrzone z pod Zagłębiowskiego Olimpu.

Grafika
 Pewnej wietrznej niedzieli pojechaliśmy rodzinnie popodziwiać zachód słońca z pod Góry Św. Doroty. Zachód taki sobie, bo nad samym horyzontem wisiały kłęby chmur, ale w domu na jednym ze zdjęć wypatrzyłem...Tatry!

Połoniny...w Tatrach. Ale nie tylko...

Grafika
No to wróciłem w Tatry. Bo gdy ponad dekadę temu wróciłem do chodzenia po górach, dość szybko przerzuciłem się z Beskidów na najwyższe polskie góry. Latem, jesienią, zimą, wiosną. Może nie przeszedłem wszystkich szlaków w polskiej części pasma, ale większość, raz pojechałem w Wysokie na Słowacji z kilkoma osobami z forum, a potem zacząłem poznawać Fatry, oraz nieznane mi rejony Baskidów i Tatry...zacząłem pomijać w swych planach. Ostatnią wycieczkę w Tatry odbyłem cztery lata temu na  Siwy Wierch . Rok wcześniej, od wycieczki na SW, na Bystrej gdy zobaczyłem jak wąskie w tamtym miejscu jest to pasmo, straciłem całkiem do Tatr serce. Mijał rok za rokiem a ja ich nawet w najmniejszych planach nie umieszczałem. W końcu jednak w nie dotarłem. Gdzie? Czytajcie dalej 😊

Urlopowo - skrótowo z czasów pandemi.

Grafika
 W tym roku urlop to było coś tak długo wyczekiwane...jak nigdy. 

Krótki spacer na koniec lata.

Grafika
 Znów poranki są chłodne...to znak, że po lecie, tuż tuż jesień. To dobrze, bo to moja ulubiona pora roku. Choć jeszcze za upałami nie raz zatęsknię. O takich, jak w ostatnie dni wakacji towarzyszyły nam podczas krótkiej wycieczki.

Niski Beskid, ale w Sudetach i polskie Toledo na koniec 😉

Grafika
Za szybą mijają kolejne kilometry, a za mną budzi się dzień, a przede mną przygoda. Tak najczęściej wyglądają moje wycieczki, jednak nie tym razem 😉 Zgadza się tylko kierunek, w którym jadę, jednak wschód już dawno minął...wpływ na to miało na pewno wczorajsze zejście, a raczej zbiegnięcie z Kudłaczy, ucieczka przed strzyżakami, które nas masowo atakowały i bolące mięśnie nóg, oraz kolega, z którym się wybraliśmy na wycieczkę. Nie chciałem go w środku nocy wyrywać ze snu 😉 Gdzie jedziemy?