Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2018

Nowe, dla mnie.

Obraz
W roku 2017 poznałem kilka nowych dla mnie pasm. Pierwszym takim pasmem, to Beskid Śląsko-Morawski. Zbocza Travny.

Zachody i wschody Ochodzita, kurs fotografii P. Uchorczaka.

Obraz
Ochodzita. Zachód słońca:

Koskowa Góra.

Obraz
Druga tegoroczna moja wycieczka w góry, to był pierwszy raz w Beskidzie Makowskim. Pasmo mało znane, nie ma w nim schronisk (tych z pod znaków PTTK), są cztery dwa prywatne, oraz dwie bacówki. Dlatego tego dnia bierzemy nasze maszynki, bo tego dnia nie odwiedzimy żadnego z wspomnianych obiektów. Wielokrotnie przejeżdżając mijałem owe góry jadąc w Tatry, Gorce. Tak jak okolice zbiornika Świnna, tak też w Pcimiu zawsze się na te góry oglądałem, ciekawiły mnie, jednak nigdy nie pomyślałem by w nie się zagłębić. Aż w końcu docieramy. Zostawiamy auto pod Kościołem w Skomielnej Czarnej. Wschód niestety mijamy za Wadowicami, no cóż jakoś nam się nie chciało wcześnie wstawać. A szkoda, bo o ile na wschodzie przejrzystość powietrza jest super, to już po wyjściu z auta na niebie są chmury... Mijamy kościół i oglądamy kaplicę dworską. Ładna, drewniana z końca XVIII w.

Zachód słońca w lany poniedziałek.

Obraz
Nie tylko samymi górami człowiek żyje. Lubię zachody, wschody pooglądać, choćby z osiedla. Dziękuje.

Hala Jaworowa we mgle (04.02.18).

Obraz
Styczeń roku 2018 minął szybko. Albo się dłużył? Na pewno pogoda była kiepska, mnie i rodzinę choroby dopadły. Minął więc i szybko o nim trzeba zapomnieć. Nastał luty. Wyczekiwania okna pogodowego w czasie niepogody. Niestety ale w dzień wyjazdu na nic więcej niż małe okno, okienko pogodowe nie można było liczyć. Czy spełnią się nasze oczekiwania? Parkujemy auta w Brennej na parkingu, szybkie zakupy w dyskoncie i ruszamy. Może uda nam się powtórzyć kółko jakie kiedyś z końcem wakacji przeszliśmy? Początek to kilka centymetrów śniegu, ale wchodząc do lasu zaczyna sypać...

Beskid Mały na zakończenie roku 2017, 30 grudnia.

Obraz
Koniec roku, a początek bloga... Dawniej często jeździłem obok pustego jeszcze zbiornika, w Świnnej Porębie, w wyższe góry. Zastanawiałem się jak będzie most wyglądał, gdy pod nim w końcu pojawi się woda. Aż w końcu zbiornik napełnił się wodą, pogoda w końcu po długim czasie miała dopisać, więc innej możliwości nie mogło być, jak decyzja, jedziemy. Dojeżdżamy chwilę przed świtem, w mroźny poranek zabieramy plecaki i ruszamy. Widok na miejsce startu, jak i ulubiony most :)