Generalnie nie lubię jeździć w miejsca bardzo znane i polecane, szczególnie w sezonie, ale z drugiej strony jak się jest blisko to czemu nie odwiedzić takiej atrakcji? W Czarnogórze jednym z takich miejsc jest Kotor.
Gdy tylko zobaczyłem tą kontrolkę, to myśli się stały od razu czarne. Przed zjazdem z autostrady ma być stacja benzynowa więc postanawiam na nią zjechać, zresztą i tak musieliśmy zatankować. Po tankowaniu otwieram maskę i przegląd silnika. Przy okazji sprawdzam olej - jest więc dzwonie do mechanika. Zostaję uspokojony, że jeśli silnik nie szarpię (nie szarpię), ani nie traci mocy (nie traci) to jechać. Bez paniki. No to jedziemy. Bez paniki.
Spokojny urlop nam w tym roku nie pisany. To od razu warto zaznaczyć. Bo gdy w końcu przychodzi ten dzień, kiedy po pracy chcesz wrócić do domu tylko po to by spakować bagaże do auta i ruszyć na wyczekane i wymarzone wolne a tu nagle dostajesz wiadomością w łeb...że jednak nie, nie pojedziemy! - to pozostaje się tylko załamać!!! Czy takie widoki: w tym roku to nie dla nas? No dobra, jak widać, jednak mimo, że wszystkie plany wzięły w łeb, to jednak gdzieś pojechaliśmy...
Przed nami, za Kanałem Pelješacki, jest wyspa, więc pewnego dnia postanawiamy się na nią wybrać. Jest tam kilka miejscowości, my wybieramy zwiedzić dziś miasto na które co dzień patrzymy - Korčule, zwaną małym Dubrownikiem.
Pelješac, drugi po Istrii półwysep chorwacki. Długi na 66km, górzysty kawał lądu, przez całą jego długość ciągną się Wężowe Wzgórza, z najwyższym szczytem Górą Świętego Eliasza ( Sveti Ilija 961 m npm), na którego od momentu rezerwacji kwatery na wakacje, mam wielką ochotę. To mój główny cel, poza plażą.
Są. Wymarzone. Wyczekane. Wakacje, urlop, wypoczynek...a nie...były... Bo dziś już to historia, jednak gdy się obudziłem pierwszego dnia urlopu, czuje radość...oraz lekki strach.
Część druga-Chorwacja. Choć tak na prawdę to tylko część miasta, bo poza Rovinj nie wyściubiliśmy nosa, ani się po nim jakoś za wiele nie włóczyliśmy. W końcu to wakacje z dzieckiem, więc była plaża i późno popołudniowe spacery... Tak właśnie zapamiętam to miasto, przynajmniej dwa razy dziennie obok przechodziliśmy ;)
Część Pierwsza. Dojazd. Przyszły upały, przyszło lato to i w końcu nadszedł długo oczekiwany urlop. A plany były zacne. Miało być duuuużo nowego. Miała być i woda i góry. Ale zaczęliśmy zwyczajnie...obiadem w Węgierskiej Górce, pod czujnym okiem niedźwiedzia, na którego zaś oko miała córa ;)