Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2018

Mała Fatra. Czerwiec 2015.

Obraz
Kolejna porcja wspomnień. Swoje wycieczki górskie planuję obecnie, szukając miejsc średnio popularnych, bądź miejsca popularne w niepopularnych porach dnia, czy roku. Kiedyś jednak planem, był przeważnie najwyższy szczyt nowo odwiedzanego pasma. Wcześniej były to miejsca z dużą wysokością (Tatry), bądź "kultowe" (Bieszczady). Całkiem niedawno dałem się namówić na poznanie miejsc, o których swego czasu nie pomyślałbym nawet, a co dopiero ich planowanie. Tak dziś szukam miejsc mniej znanych. Tymczasem Małą Fatrę, zanim usłyszałem o niej (no dobra, coś tam słyszałem, coś tam czytałem relację, ale jak to mówią, jednym uchem wpadło, drugim...), tak na prawdę odwiedziłem z okien autobusu.

Nie samymi górami człowiek żyje.

Obraz
Tydzień przed urlopem mam wolny dzień, pada propozycja wycieczki w góry...ale nie mam już ochoty. Odliczam dni do piątku, bo po pracy trochę snu i w środku nocy wyjazd :) Kierunek - północ.

Powrót do domu na jedynce.

Obraz
Chwilę po powrocie z wycieczki po rezerwacie, wsiadamy do auta i ruszamy do domu. Ale droga nie wiedzie prosto do domu. Postanawiamy jeszcze poznać łemkowszczyzne choć tą blisko drogi. Pierwszy przystanek robimy przy dawnej cerkwi greckokatolickiej pod wezwaniem św. Jana Złotoustego, którą mijaliśmy zaraz na początku naszej wyprawy.

Dolina Ciechania.

Obraz
Tym razem nie było pobudki wcześnie z rana. Pracownik parku miał się zjawić o 10tej. Więc wyspaliśmy się, zjedliśmy śniadanie, by spakować się i czekać niecierpliwie pod Hajstrą. Bo dziś mieliśmy odwiedzić dolinę Ciechania, dawną łemkowską wioskę. Dolina Ciechania.

Na Baranie.

Obraz
Pamiętacie pierwsze Wasze wycieczki w góry? Może nie te zupełnie pierwsze, ale te kiedy już załapaliście bakcyla, a jeszcze mało co znaliście? Ekscytacja przed wyjazdem, niecierpliwe odliczanie dni do wyjazdu? Ja już dawno takich odczuć nie miałem. To nie znaczy, że byłem już we wszystkich pasmach górskich naszego kraju, ale najczęściej jeżdżę w rejony znane, choćby z widzenia. Więc raczej nie budzą te wycieczki tak wielkich emocji jak kiedyś. Jednak są takie miejsca, które bardzo chciałem poznać. Rok temu były to Góry Izerskie, a w tym roku Beskid Niski. Rok wstecz spanie w wiatach, plan szlaków, trasa wymyślana, a teraz do końca nie wiedziałem gdzie pojedziemy z żoną. Dopiero w piątek, dzień przed wyjazdem dzwonię z pytanie o dostępność noclegu. Jest pokój, rezerwacja klepnięta. Zaczyna się udzielać mi nastrój radości. Poznam kolejne ciekawe miejsca! Tym razem nie miało być wielokilometrowej trasy. Miało być sielankowo. Dolinkowo. A jak było? Najpierw nudną autostradą mkniemy na w...

Jak prawie na Rysy weszliśmy w 2010 roku.

Obraz
Na prośbę teraz, letnie, prawie letnie wspomnienia. Wracam z pracy, na niebie sam błękit, mam ochotę na piwo. Piszę sms'a do Marcina, czy nie wyjdzie na jedno. Odpisuje mi, że myśli czy by z rana w Tatry nie pojechać, więc mimo chęci...liczę ilość miedziaków w portfelu, wypłata za kilka dni, w lodówce świeci i owszem światło, ale nic poza tym nie ma. Ot czasy, prawie, że jeszcze studenckie, mieszkałem wtedy w akademiku, więc trzeba się dostosować ;) Dzwonię, na ile te myśli są zaawansowane, po telefonie zaglądam po drodze do sklepu i umawiamy się na rano...jedziemy. Na piwo...jeszcze się pójdzie ;)

Coroczna (swego czasu) wycieczka na Rysiance. 2011r (zdjęcia edycja 2020).

Obraz
Wcześniej spisałem spacer, wycieczkę jednodniową, którą przeszliśmy przez widokowe hale, od Pawlusiej przez Rysiankę, aż do Boraczej. Te kilka razy, które wędrowałem, przeważnie zaczynałem w tej kolejności. I tylko dwa razy zrobiłem to na odwrót ;) .Oczywiście mówię tu o trasie z Żabnicy, nie licząc wejść od innych stron.