Beskid Żywiecki na królową.

Babia Góra. Królowa Beskidów. Najwyższy szczyt poza Tatrami.
Tak na prawdę, to masyw górski, a najwyższym szczytem jest Diablak, ale jego jako najwyższy szczyt masywu właśnie Babią Górą.
To było moje trzecie wejście na Babią, jak to się utarło mówić (tak też na poczet tej relacji). Pierwszy raz, było to wejście Percią Akademików, a więc od strony północnej z zejściem przez przełęcz Brona, do schroniska, a raczej Betlejemki, w której spaliśmy, gdyż stare schronisko było zburzone i w jego miejsce budowane obecne.

Babia w chmurach, zdjęcie Marcina. Rok 2008.

Wtedy w pierwszy dzień weszliśmy na Małą Babią, gdyż, ta jej większa siostra była spowita w kołdrze chmur. Drugim razem wszedłem prawie dwa razy, tym razem od południa, w warunkach zimowych. Na wschód nie dotarliśmy na samego Diablaka, bo wiatr strasznie wiał, niemniej dzień wcześniej w południe udało się:

Tym razem, moje trzecie wejście było od wschodu, czyli z przełęczy Krowiarki. Przełęcz ta oddziela masyw Babiej Góry od Pasma Policy.
Po dokonaniu opłaty ruszamy w górę. Początek, to wejście po schodach w lesie. Pierwsze widoki są między gałęziami, więc jest trochę nudno.

Dopiero na Sokolicy, możemy przystanąć i zacząć podziwiać:
 Wybrukowana platforma.

Widok na północne zbocza Babiej Góry łącznie z Małą Babią.

Sokolica (1367m npm) to jeden z wierzchołków, zaliczanych do masywu. Jest płaski i zarośnięty, Pasmo Policy ledwo widoczne. 
Las porastający północne stoku masywu. 

Pasmo Policy. 

Po krótkiej przerwie, gdy już nasze oczy ponapawały się widokami, czas ruszyć dalej. Ścieżka wiedzie teraz wśród kosodrzewiny, wygląda to jak w dziczy, a ścieżka musi przebić się przez gęstwinę:


Im wyżej jednak, tym rzadsza staje się roślinność. Dochodzimy do kolejnego wierzchołka, Kępa, która ma wysokość 1521m npm. Mimo, że cała jest porośnięta kosodrzewiną, to widać z niej bardzo fajnie Sokolicę z platformą:
 Platforma na Sokolicy z widocznym urwiskiem skalnym.

W szerszej perspektywie, w tle Polica.

Znów po chwili podziwiania, ruszamy. Już powinno być blisko, bo przecież tylko dwieście metrów nam zostało. No tak, ale to w górę, jeszcze trzeba to pokonać. A to nasza droga:

Przed kolejnym szczytem, Gówniakiem powoli zanika kosodrzewina, a pojawia się rumowisko skalne. Szczyt ten zwany również Wołowymi Skałkami ma wysokość 1617m npm.
 Szczyt Gówniaka, we mgle podobno często mylony z Diablakiem.

Szlak za nami. Widać ustępującą kosodrzewinę.

Jesteśmy coraz bliżej celu. W końcu jest. Najwyższy punkt masywu, Diablak, Babia Góra -1725m npm.
Ostatnie metry... 

Szczyt z charakterystycznym murkiem kamiennym. 

My na szczycie :) 

Tu znowu chwila odpoczynku. Tatry prawie niewidoczne. Wieje jak...to na Babiej. Więc schodzimy, w stronę Przełęczy Brona. Oto nasza droga:

Ledwo widoczne Tatry i Jezioro Orawskie.

W dół idzie się dość przyjemnie, wiatr też słabszy, no i idąc rozgrzewamy się. Mijam miejsce, gdzie pod kamieniem można się schronić, następnie mijamy Kościółki, czyli kolejny wierzchołek, a raczej dwa niewielkie garby.

Oglądamy też Perć Akademicką, czyli żółty szlak z kilkoma łańcuchami i klamrami:

Szlak w tamtym czasie był zamknięty z powodu wypadku samolotu, który rozbił się obok szlaku...
Potem wchodzimy między kosodrzewinę i w końcu osiągamy przełęcz, to ta plama za drzewami:

Widok z przełęczy na północ.

Po pierwszym wejściu na tę przełęcz, powiedziałem sobie, że nie chciałbym tędy wchodzić kolejny raz. Idzie się monotonnie, wśród lasu po kamiennych schodach. Zejście trwa o wiele szybciej i w końcu docieramy do schroniska. Tu jakieś jedzenie i powrót Górnym Płajem, a więc drogą zbudowaną przez służbę leśną Habsburgów żywieckich. Droga ta jest praktycznie płaska, więc idzie się dość przyjemnie.


Po drodze mijamy wiele źródeł, kilka (9) potoków. Oraz dwa stawy. 

To większy, Mokry Staw, widoczny z drogi:

oraz z nad lustra wody:

W porach suszy wysycha, średnio ma głębokość ok 2-2,5 metra, ale w okres ulew potrafił się przelewać, więc głębokość wtedy była ok 5m.
Od niego już niedaleko mamy do Krowiarek. I do auta, którym wracamy do domu.

Prawie 14km długości z niecałymi 900m przewyższeń. Od tamtej wycieczki nie byłem na Królowej Beskidów. I na razie mnie nie ciągnie, wolę ją teraz oglądać z okolic :)

Komentarze