sobota, 16 maja 2020

Góra Bordowicza - DG kawałek szlakiem Metalurgów.

Od kilku lat chodzi mi po głowie przejście szlaku Metalurgów, który biegnie z Maczek (Sosnowiec) do Gołonoga (Dąbrowa Górnicza). Dziś przejdę nim kilka kilometrów, w obrębie Dąbrowy Górniczej.
Pierwszy odcinek, z Maczek przeszedłem kilka lat temu ( Maczki - Cieśle w Sosnowcu ), a o szlaku dowiedziałem się wchodząc na Wzgórze Gołonowskie, gdy przy ścieżce zobaczyłem czarny szlak.

Szlak zaczyna się obok stacji kolejowej Gołonóg w Dąbrowie Górniczej i początkowo wiedzie przez osiedle, pod Wzgórze Gołonowskie, na którym znajduje się kościół św. Antoniego, który może być pierwszą atrakcją, gdyż...ma sporo lat. Pierwszy, drewniany kościół powstał w 1675 roku, w 1753 roku zbudowano murowaną wieżę, wiek później dobudowano nawy boczne, po rozbudowie prezbiterium. Inną atrakcją mogą być przykryte schody, którymi można wejść pod kościół.
Zarówno osiedle jak wzgórze znam dobrze i bywałem tu wielokrotnie, więc może to jeden z powodów, że przejście szlaku, przegrywa z górami...
Kryte schody, podobno niecała setka...
Kościół św Antoniego.

Szlak obecnie omija wzgórze, kiedyś biegł przez cmentarz, kolejną atrakcją na pewno będzie widok, jaki się rozciąga ze wschodniej części wzgórza, oraz liczne kochbunkry, gdyż wiodła tu linia B2.

Szlak następnie schodzi polami do ulicy Laski i właśnie to na niej dziś zaczynam swój spacer, praktycznie od miejsca, w którym pierwszy raz wchodziłem na wzgórze.
Przy ulicy znajduje się sporo firm, nowych domów, ale są też jeszcze stare domy, w różnym stanie zaniedbania...




Z racji bliskości dawnej Huty Katowice, teren ten też ma części architektury przemysłowej ;) choć z elementami bardziej swojskimi.
Za torami, szlak skręca w wąską ścieżkę biegnącą obok torowiska (brak informacji). Mijam nieużytki, bagna i dochodzę do dawnej koloni Jamki, obecnie jednej z dąbrowskich dzielnic. 


 Ruiny dawnego wiaduktu kolei nadwiślańskiej.

Mijam sielsko wyglądające domostwa, które bardziej mi się kojarzą ze wsią niż z miastem, choć to w Dąbrowie nic nowego, wszak w jej skład wchodzi wiele wsi, a Jamki to przysiółek, który obecnie leży w środku lasu. Dochodzę do skraju las, mijam staw, sady, rozkręcane auta i wkraczam do zielonego lasu...



W stawie pływają spore ryby. Brzuchem do góry jednak. Rozkręcone auta kojarzą się też dziwnie, więc nic dziwnego, że z lasem też mam jedno skojarzenie...z pewnym filmikiem chłopaków z urbexu, którzy pojechali do Japonii zwiedzić las...samobójców. 



Odrzucam głupie skojarzenia, tym bardziej, że po przejściu małego strumyka, ścieżka zaczyna coraz bardziej być zarośnięta, a ja bardziej się obawiam by nie złapać kleszcza... Wokół pełno różnych dołów, lejów, które w pierwszej chwili kojarzą mi się z linią B2 i okopami, jednak wyjaśnienie jest inne. Nazwa przysiółka pochodzi zapewne od jam, z których pobierano glinę do pobliskich cegielni. 



Dość szybko osiągam swój dzisiejszy główny cel. Wapiennik. Na ostatnich metrach przydała by się jakaś maczeta, tak krzaki zarastają ścieżkę. Sam wapiennik też mnie bardzo mocno zaskakuje...jest wielki i potężny!


Został zbudowany w 1931 r, przez Władysława Bordowicza i służył do wypalania kamienia wapiennego. Szukając wiedzy o nim znalazłem świetne stare zdjęcia na forum strażników czasu, więc widziałem jego zdjęcia, ale na żywo mnie zaskoczył swoim ogromem. Swoją drogą polecam wyżej wspomniane forum! Zwróćcie uwagę, że dawniej, to wzgórze było pokryte łąkami, las porastający je obecnie to min efekt sadzenia lasów z lat 70tych.
Przechodzę pod jednym z kominów, robi wrażenie. 

Próba zrobienia zdjęć kończy się poprzez chaszcze zdjęciami zniekształconymi...ale przynajmniej mam powód, by tu wrócić!

Ruszam dalej. Kolejna atrakcja jest kawałek dalej. To jaskinia Dąbrowska, zwaną Mysią. 


Jaskinia ma kilka 12 metrów długości i 6,5 metra głębokości. A sprawia wrażenie niepozorne. Jest zamieszkana przez min nietoperza. No cóż, otwór jest wąski, więc nawet nie próbowałem zajrzeć, miałem wręcz wrażenie, że jest zasypana. 
Kolejną atrakcją, choć marną, to szczyt góry Bordowicza. Nie jest to jakieś bardzo widowiskowe miejsce ;). Teraz pozostało mi powoli wrócić. Tylko nie ma sensu, robić to po własnych śladach, więc schodzę do Strzemieszyc, po drodze robiąc przerwę na herbatę.
 Co by nie mówić, ścieżka jest malownicza!

 Szczyt ;)

 Herbata. Świetna sprawa :)

Między łykami gorącego napoju wypróbowuje też nowy nabytek, stare mechaniczne szkło M135/f3,5:




Wychodzę z lasu i kieruję się teraz ku drodze Mysliwskiej. Mijam cmentarz, i łaciatą ;) drogą zmierzam ku celu. Na cmentarzu mam widzę z daleka figury, z której jedna mi przypomina...taką zza ocena, jakby jeszcze pokazywał, bo to Anioł, środkowego palca...
Jakoś mnie ta łaciata droga ujęła...może to przez te kolory kwiatów na zielonych drzewach? 


Dość szybko osiągam ulicę Laski i spacer kończę. Szkoda, że brak był słońca...
Teraz czas na przejście całego szlaku.

Dla równowagi, tak zaczyna się szlak w Maczkach:


A nie koniec.
Podjeżdżam na stację benzynową wracając do domu. Stojąc w kolejce, spoglądam na spodnie a tam sobie lezie dziad, kleszcz. Udało się wysiąść, dostał pstryczka i poszedł won. W domu szybka kąpiel...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza