Pogórze Spisko-Gubałowskie. Najgorsza wycieczka w moim życiu...

Plany na weekend były pierwotnie inne, ale znów dała znać o sobie klątwa wolnego weekendu. 
Co to za klątwa? Ano taka, że dwa dni przed wolnym jest piękna pogoda, która się psuje w wolne...na szczęście znalazłem okno pogodowe na niedzielę, więc szybka zmiana planów, pobudka w środku nocy, kawa na stacji i ruszamy! A na miejscu wita nas wiosenny...śnieg!
Od razu ostrzegam - dziś zdjęć będzie ogromna ilość!
Którego się zupełnie nie spodziewałem, choć po prawdzie prognoza o nim wspominała...jednak myślałem, że to będą opady, które szybko znikną.
Choć jeszcze u nas niebo jest bezchmurne ale im bardziej się zbliżamy do gór, tym chmur przybywa, aż do totalnej szarości. Korbielów przejeżdżam powoli, pomny styczniowego zdarzenia z sarną, ale dziś jedziemy już za dnia i żadnych zwierząt nie napotykamy. No i gdy w końcu dojeżdżamy do celu, widzimy wokół świat pobielony. Na termometrze jeden stopień. Parkujemy i wysiadać się nie chcę...
Prognozy pokazywały, że ok 9tej ma być praktycznie bezchmurne i to one dają nam wiarę. Przecież ostatnio trafialiśmy w te prognozy idealnie. Więc z Markiem ruszamy. Ale pierwsze minuty wędrówki były nacechowane dużą dozą niepewności - znów się uda, czy może powtórzy się lipa pogodowa z Rysianki sprzed roku. Oby nie, bo przyjechaliśmy tu między innymi dla widoków.  Te póki co...póki co to ich nie ma 😁. Nagle nad niedalekim horyzontem pojawia się mały kawałek błękitu. Gdy dochodzimy wyżej, pod szczyt wzniesienia, widzimy, że chyba znów nasz fart nas nie opuszcza:

Pierwszy z celów to widoki, a drugi to chęć poznania jednego z kilku pasm górskich, w których mnie jeszcze nie było (z trzydziestu jakie mam na mojej liście brak mi jeszcze sześciu). Choć po prawdzie, dziś wędrować będziemy pasmem pogórzy...
Magura Witowska, nasz dzisiejszy cel to najwyższy szczyt Pogórza Spisko-Gubałowskiego, lub według nowej regionalizacji Pogórza Przedtatrzańskiego (w granicach naszego kraju). I mimo, że nie należy ona do pasm górskich, to jej wysokość, 1232 m npm, jest sporo wyższa od wielu szczytów, choćby będących w Koronie Gór Polskich, ba ona jest prawie dwukrotnie wyższa od Ślęży. A na liście korony jej nie ma...
Widoków póki co też nie ma, więc wracamy na ścieżkę, którą zamierzamy dotrzeć do szlaku. Po chwili po stronie słowackiej zaczynają się pojawiać pierwsze, dość mroczne widoki:
Babia Góra w chmurach

Namiestów (Námestovo) nad Jeziorem Orawskim
Ostrożnie ruszamy dalej. Ostrożnie, ponieważ pod śniegiem jest tu pełno błota. Gdy dzień wcześniej pisałem chłopakom o trasie wspominałem, że tematem przewodnim będzie błoto i teraz mamy tego potwierdzenie:

Na polach trzeba uważać, bo spod śniegu wystają zmarznięte krokusy, które nam żal deptać:

na gałęziach wiszą zaś lody (bezowe) baziowe:

Ostrożnie klucząc między kałużami przykrytymi śniegiem docieramy do wzgórza, zza którego w końcu wychodzi słońce:

Nad nami znad Słowacji pojawia się błękit, czy raczej wiatr przewiewa chmury na wschód gdzie one się mocno trzymają:

Po Słowackiej stronie szlak dobiega zaraz za krótkim pasem krzaków, a że widać tam błękit więc przebijam się przez krzaczory by zobaczyć co tam widać. Marek jest trochę sceptyczny, ale gdy go wołam rusza za mną. A wołam go bo:

Są tu widoki. I to jakie! Pierwsze zachwyty nas ogarniają!
Z jednej strony wyrastają Tatry, z Osobitą na czele, za nami polskie Kili, czyli Babia Góra i Pilsko, a pomiędzy nimi zaś niższe wzniesienia Skoruszyńskich Wierchów.

Od samego początku wędrówki oglądaliśmy latające wokół kruki. Ich krakanie słychać było z dala, tu zaś widzimy jak siadają one gdzieś wyżej na polach, by po chwili wznosić się w niebo głośno kracząc. Powoli ruszam w tamtym kierunku ciekaw, co tam może być i w trakcie tego podejścia udaje mi się jednego z nich upolować:

Nic nie znajduje, no poza nimi. Widokami:

Oprócz doskonale widocznej Osobitej, z chmur zaczynają przebijać się inne białe szczyty. Widoki są niczym z jakiś wyższych gór:


Piękny to spektakl i chwilę tu spędzamy na podziwianiu widoków. Ciężko się ruszyć, ale w końcu trzeba to zrobić, wchodzimy w las.
Dochodzimy do prześwitu po polskiej stronie, więc teraz przechodzimy na nią, bo pod chmurami, na granicy ziemi i nieba widać pobielone stoki. Póki co ledwo widoczne, ale liczymy, że chmury rozwieje wiatr.
Dalej nas czeka walka z błotem, znad którego paruję śnieg w słońcu. Jest pięknie!

Za nami również się otwierają widoki, Marek je podziwia, a ja prę do przodu, do góry, licząc, że jak dojdę na szczyt to widoki będą dużo fajniejsze. Pierwsze widoki są całkiem, całkiem. Zatrzymujemy się tu na małe co nieco, więc liczymy, że spektakl będzie trwał. 
Tu za lasem jest ciepło, nie czuć wiatru. Rozwieszamy kurtki na kijkach i wygrzewamy się w słońcu.

Zakładam teleobiektyw i przyglądam się widokom w węższym zakresie. Bo dzieje się sporo!
Za chmur wyłania się piramida Starorobociańskiego Wierchu, z prawej widać Trzydniowiański Wierch:

Czerwone Wierchy schowane jeszcze w chmurach:

Zbliżenie na Kobylarzową Turnię:

Na Giewoncie ledwo widać krzyż, za to widać pod nim lawinisko:

Chmury prawie zeszły z grani między Kończystym a Starorobociańskim:

Gdy chmury zasłaniają nam słońce, od razu robi się zimno, ja puszczam jeszcze drona i po chwili się zbieramy w dalszą drogę, mijając co chwila większe i mniejsze skupiska krokusów:

My zmierzamy teraz ku widocznym szałasom na Skoruszówce:

Pod polaną otwiera się przepiękna panorama na Tatry widoczne nad Kościeliskiem i Zakopanem, nad którym góruje Giewont, a za nim pokazują się szczyty Tatr Wysokich:

Znów następuje zmiana obiektywu i robię zdjęcia w większym zbliżeniu.
To tu chyba pada zdanie, Marek klnie. Wiktor, to najgorszy szlak! Normalnie nie da się iść, takie widoki są!
No to oglądamy! Wpierw szczyty Tatr Bielskich.
Murań pod Hawraniem wystające za Palenicy Kościeliskiej:

Czas na Tatry Wysokie.
Tu widać ścianę Wielkiej Koszystej z Waksudzkim Wierchem, przed którymi widać grzbiet wspinający się na Żółtą Turnię, nad którymi szczerzą się niczym zęby piły Mała i Wielka Buczynowa Turnia z na samym prawym skraju zdjęcie Granatami Skrajnym i Pośrednim - to Orla Perć. 
Niżej, między choinkami widać zaś Sarnią Skałę:

Następnie patrząc od lewej oglądamy Granaty; Skrajny, Pośredni i Zadni oraz grań Orlej nad Kozią Dolinką aż do Koziego Wierchu, pod którym widać Kościelec,

Teraz czas na Tatry Zachodnie.
Tu zbliżenie na Giewont, Kondracką Przełęcz, zza której widać szczyt Goryczkowej Czuby:

Czerwone Wierchy się pięknie prezentują. Od lewej - Kopa Kondracka widoczna nad ścianą Wielkiej Turni, Małołączniak, Krzesanica pod samą chmurą, nie widać jedynie Ciemniaka zasłoniętego chmurą:

Grań nad Litworową Doliną z opadającym ku północy Kozim Grzbietem:

Za Kazalnicą Tomanowy Wierch:

Klniemy 😂 na ten szlak ale stwierdzamy, że nikt za nas trasy nie zrobi, więc ruszamy. Mijamy szałasy na polanie i poprzez błoto na niej wkraczamy w las.

W lesie błota dalej pełno, ale dzięki przyprószonym śniegiem drzewom, oraz słońcu, które przez nie błyska wygląda to pięknie. Tu mamy możliwość iść dalej wzdłuż granicy, albo odbić za szlakiem i tak też robimy, dzięki czemu po chwili, pokonawszy błoto wychodzimy na wyrąb, skąd pięknie się prezentują beskidzkie giganty. Jeszcze kilka kroków i docieramy na polanę, z niej pozostaje już nam teraz podejść na szczyt Magury Witowskiej. Polana łaciata:

Znów widzimy przebijające się przez śnieg krokusy:

oraz kilka saren. Oczywiście zanim zmienię obiektyw sarny uciekają...
Po naszej prawicy rozciąga się Cicha Dolina rozdzielająca pogórze od Tatr, a na końcu doliny widać szczyty Małej Fatry, oraz Siwy Wierch. Będziemy szli skrajem polany podziwiając stoki Osobitej, ta ściana robi wrażenie! Równie duże wrażenie robią zakryte przez chmury białe szczyty, tu Spalona wygląda za grzbietu grzbietu (widać polanę Kasne):

Przed wejściem w las rosnący na szczycie rzut oka co za nami:

i wchodzimy w ten las, który wygląda jakby tornado przez niego przeszło, czy raczej halny. Drzew jest sporo powywracanych, połamanych. Potem króciutki las:

który szybko zostawiamy za sobą, by wyjść na ogołocony szczyt Magury Witowskiej:

a tu nam kolejny raz, już nie wiem który szczęki opadają na glebę:

Znów będzie seria zdjęć.
Osobita z lewej, wspomniana Dolina Cicha ze Skoruszyną z prawej, a zamyka horyzont w tle Mała Fatra:

Domczyna czyli grzbiet biegnący od Grzesia do Osobitej a za nią Brestowa schowana pod chmurami:

Patrząc od lewej - Wołowiec, za nim Ostry Rochacz, potem Rochacz Płaczliwy, pod nim Rakońc, a pod Rakoniem Grześ:

Trzy Kopy, Hruba Kopa i Banówka zasłonięte chmurami, z prawej Przełęcz Banikowska, którą schodziłem z Pachoła kilka lat temu:

Tu zbliżenie grzbiet opadający od Przedniej Kopy - Zielony Wierch Rohacki:

Bystra, najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, widać ścieżkę na Siwą Przełecz:

Starorobociański Wierch, to najwyższy szczyt Tatr Zachodnich w granicach Polski:

Czerowne Wierchy, widać opadającą grań, którą wchodziliśmy w podróży poślubnej z żoną pod koniec listopada 2013 roku:

Tu zbliżenie na Kazalnice pod Ciemniakiem (u góry prawa część zdjęcia):

Dolina Litworowa pod Małołączniakiem:

Ściana Wielkiej Turni z Czerwonym Grzbietem wspinającym się ku Małołączniakowi, za którego wystaje Kopa Kondracka:

Długi Giewont, Giewont Właściwy za nim Kozi Wierch, po prawej widać Kasprowy Wierch, a za nim Mały Kozi Wierch i z prawej Świnica. 

Jest ciepło, pięknie, cisza. Siedzimy podziwiamy, chłoniemy widoki, opalamy się. Kanapki, napoje. Czas leci. Ale nam się nigdzie nie śpieszy. Już wiemy, że robimy dziś plan minimum, więc nic nas nie goni. Odpalam drona. 

Podczas przelotów przychodzą pierwsi turyści, podjeżdżają crossowcy. Więc kończę z lataniem by nie przeszkadzać innym (oczywiście nie chodzi mi o panów zmotoryzowanych).
Robimy sobie zdjęcie:

I po dłuższej chwili się zbieramy. Schodzimy w stronę Witowa. Po chwili znów klniemy, bo widoki są takie, że znów nie da się przejść obojętnie:

Wchodzimy w las i zbliżamy się ku Witowskiemu Przysłopowi. Cały czas między drzewami Tatrzańskie widoki nam rozpraszają, a trzeba uważać, by nie wpaść w kałuże, które są tu wielkie. No ale jak nie spoglądać na takie widoki:

Wychodzimy z lasu i znów...widokowa polana. Siadamy na ściętym drzewie i jeszcze chłoniemy:

Widok na Pogórze Spisko-Gubałowskie, za którym widać od Beskidu Wyspowego, Gorce:

Po chwili docieramy do płyt betonowych, co przyjmujemy z radością, nie będzie zjeżdżania po błocie, buty i spodnie może nie ubłocimy już do końca, bo myślimy już o jakimś obiedzie. Dość szybko schodzimy do drogi biegnącej z Zakopanego, mijamy polankę z całkiem fajną ilością krokusów po czym wchodzimy na kotleta. Zasłużonego.
Najedzeni ruszamy drogą do auta. Za nami widoki:

po bokach polanka między domami pełna krokusów:


oglądamy kościów w Witowie wzniesiony w latach 1910-12:

oraz dzwonnicę w Witowie:

i w końcu docieramy do auta. Śniegu brak na wzgórzach, na które rano się wdrapywaliśmy:

Ruszamy do domu.
Cały czas za nami, najpierw w lusterkach, potem w bocznych oknach oglądamy oddalające się Tatry. Ostatnie widoki mamy z pól przed Bobrovem, choć ja robię ostatnie zdjęcia z okolicy stacji benzynowej pod Lipnicą Wielką:

Tym akcentem kończymy ten piękny dzień.
Zaczęliśmy zimowo, kończymy wiosennie. Mega zadowoleni.
Ja, bo jeszcze pięć białych plam przede mną. 

Nasza trasa, 18km, z nieco poniżej 500 metrów przewyższeń. Z masą widoków w głowie, z równie dużą ilością zdjęć, choć jeśli komuś mało, to tu jest więcej. Kolejna w tym roku, w której pogoda się trafiła idealnie, warunki były super, towarzystwo jak zwykle na wysokim poziomie. Aż się nie mogę doczekać kolejnych wycieczek!
No bo może będzie jeszcze gorsza niż, ta, Najgorsza Wycieczka? 😉

Komentarze

  1. Takie najgorsze wycieczki to rozumiem :)). Z "zawiścią" patrzę na widoki, trafiliście w dyszkie. Faktycznie, prawdę piszą, że... "błoto" wciąga :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie uważnie zrobisz krok to i po pachy ;)
      Ja zaś często czytam z tą "zawiścią" Twoje kilkudniowe wędrówki więc jesteśmy kwita ;)

      Usuń
  2. Miewałem już "gorsze" warunki ;) Byliśmy niedaleko siebie, ja tego dnia szedłem na Butorowy Wierch, podobne widoki miałem, tylko krokusów chyba więcej. Kiedyś szedłem jesienią na Adamczykową i Potaczkową, dramat - całą wycieczka to jeden punkt widokowy! Aha, nie miałem tego dnia żadnych dylematów pogodowych, było tak, jak miało być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy blisko, to fakt ;) a że miewałeś "gorsze" warunki to pewne, bo dla mnie jesteś specjalistą od dobrej pogody, razem z Witkiem.
      Pamiętam tamtą relację, rzeczywiście od rana poezja.

      Usuń
  3. Dobrze, ze sie pogoda poprawiła bo taką trasę isc we mgle by bylo smutno.

    A te mijane bacówki miały jakiś potencjał biwakowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przy mgle byłoby rozczarowanie ;)
      Niestety zamykane i najprawdopodobniej w ciągłym użyciu, ale w okolicy jest sporo jeszcze podobnych bacówek. Patrząc na mapę oczywiście, bo więcej nie widziałem, ani wcześniej mnie nie było w tym rejonie.

      Usuń
  4. Wycieczka rzeczywiście z tych najgorszych, ile zdjęć potem jest do ogarnięcia ;)
    Wiosna jest chyba najlepszym czasem na wędrówki w okolicach Tatr, z widokami na nie. Myślę, że ładniej wyglądają z daleka niż z bliska, gdy są ośnieżone, a na dole zieleń.

    Ładny dywan krokusów spotkałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęć było od groma. Co widać w relacji ;)
      Sebastian miał lepsze dywany krokusów - tam gdzie planowaliśmy wstępnie iść.
      Chciałbym jeszcze w maju ujrzeć białe kolosy na tle zielonych łąk, nawet mam miejsce, gdzie będąc parę lat temu widziałem mgłę, więc trzeba wrócić. Choć może w tym roku to być kwiecień, bo wiosna zaczyna atakować porządnie. A co do Tatra, a raczej ich ładnego wyglądu, to od lat uważam, że one ładniej wyglądają gdy się je podziwia z odległości, niż będąc w nich, co nie oznacza, że widoki w Tatrach są kiepskie :)

      Usuń

Prześlij komentarz