Podsumowanie 2021.

Zbliża się koniec roku. Warto zrobić podsumowanie. A więc...
Jak każdy rok, był...dla mnie bardzo ciekawy. Zaczął się dla mnie dość późno, bo dopiero na sam koniec stycznia. Były dwa miesiące, podczas których siedziałem w domu. Mimo, to, był to bardzo owocny rok, jeśli chodzi o ilość wycieczek, o zmianę podejścia do ich formy, oraz z powodu spełnienia kilku swoich marzeń. Był to też rok wspomnień, które nagle wróciły...co też przyczyniło się do spisania, już chyba wszystkich (no prawie, w każdym razie, wszystkich tych wycieczek, do których wracam co jakiś czas w myślach), wycieczek górskich, których nie miałem spisanych, oraz wrócenie do dwóch opowieści, które mi chodziły po głowie i których zarys był, ale nie miałem wcześniej na nie pomysłu. Były też porażki, ale te niewielkie...
Jednak dziś tylko szybki zarys tegorocznych wycieczek.

Góry.

Styczeń. Wycieczka na Czyrniec, Police, Okrąglice i hale Krupową, do tego w fajnym towarzystwie z forum Góry bez Granic - czyli zaczynam rok od Beskidu Żywieckiego:


W lutym, też na sam koniec, udało pojechać się z moimi dziewczynami odwiedzić Grotę Komonieckiego i wodospad Dusica, czyli Beskid Mały:


W marcu, tak jak i w lutym chorowałem, do tego było zimno - jak cała wiosna tego roku, więc nigdzie się nie wybrałem, wolałem się podleczyć.
W kwietniu, świętowałem okrągłą uroczystość na naszej bazie górskiej - czyli jesteśmy w Beskidzie Żywieckim, więc i na wycieczkę nie kombinowałem i poszedłem na Suchą Górę:

W maju, razem ze znajomymi przeszliśmy się na Małą Czantorię, oraz zjedliśmy pieczone kiełbasy pod Tułem, czyli Beskid Śląski:


Pod koniec miesiąca, z okazji okrągłej daty, jaka mi stuknęła, udało się spełnić pierwsze z kilku moich marzeń. Pojechałem na trzy dni w Bieszczady! Po 15tu latach, w końcu dotarłem w nie! Choć marzenia były na ujrzenie ich w jesiennej szacie, wykorzystałem urlop, jaki musiałem wykorzystać i pojechałem. 

W Bieszczadach byłem trzy dni, śpiąc w Bacówce pod Małą Rawką. Pierwszego dnia wszedłem z Ustrzyk Górnych, przez Szeroki Wierch
W drodze na Tarnicę, na Szerokim Wierchu.

Na Połoninie Caryńskiej.


Widok na Połoninę Wetlińską, z przełęczy Orłowicza, za plecami Smerek, na który po chwili się udałem.

W czerwcu znów siedzieliśmy kilka dni na bazie (Beskid Żywiecki). Skąd udaliśmy się na krótki spacer na Długi Groń:

W połowie miesiąca kolejne spełnione marzenie, oraz potwierdzenie, że takie krótkie wycieczki są jak najbardziej bardzo wartościowe, zabraliśmy córkę na zachód słońca na Halę Jaworową, z której wracaliśmy o świetle czołówek (co niestety ale okazało się, nie do końca takie fajne, jak się córce wydawało) - to oczywiście Beskid Śląski:

A na sam koniec czerwca, pojechałem na Pilsko, drugi co do wysokości szczyt Beskidu Żywieckiego, choć zdobyłem tylko polski szczyt, ale też napiłem się piwa na hali Uszczawnej:

Wakacje, urlop w tym roku spędziliśmy w górach, w Gorcach, w które pojechaliśmy w połowie lipca. Poza zwiedzaniem muzeum Gorczańskiego PN, wysłuchaniem ciekawych opowieści jednej z pań, pracujących w PN i spacerach po okolicy, odwiedziliśmy również Maciejową:

Pojechaliśmy spełnić kolejne marzenie, moje, oraz i córki, której to sporo wcześniej opowiadałem o tych górach, pokazywałem sporo zdjęć - czyli pojechaliśmy w Tatry Zachodnie, wjeżdżając na Kasprowy Wierch kolejką, a potem granią doszliśmy pod Kopę Kondradzką, by przez halę Kondratową zejść do Zakopanego:


Znowu na sam koniec lipca, będąc na bazie (Beskid Żywiecki) przeszedłem się po okolicy, tym razem prawie całą wycieczkę opierając na pozaszlakowych ścieżkach w okolicy Muńcoła:

W sierpniu zabrałem żonę na spacer przez Gibasy, a to Beskid Mały:

Potem w pracy nastał istny armagedon i tak mnie praca zmieliła, że odpuściłem jeden czy dwa wyjazdy, a na kolejny cel, nie dotarłem, zawracając - wycofując się z lasu nad Matyską, co czyni to jedną z najkrótszych moich wycieczek górskich, w Beskidzie Śląskim:

We wrześniu, znów ze znajomymi pojechaliśmy w góry, tym razem korzystając z kolejki na Skrzyczne, przeszliśmy przez Malinowską Skałę, oraz zwiedziliśmy (część ekipy) jaskinię Malinowską - klasyka Beskidu Śląskiego:

Na październik, zaplanowałem spełnienie jednego marzenia, ale wpierw, udało się wyciągnąć Sokoła na Tuł - powrót po pięciu miesiącach, choć w Beskid Śląski po dwóch:

Gdy w maju wracałem, szczęśliwy z Bieszczad, nie spodziewałem się, że uda nam się rodzinnie dojechać w nie jesienią. A jednak się udało! Do tego jadąc na początku października, nie spodziewałem się trafić na epicentrum wybuchu bieszczadzkiej jesieni! A trafiliśmy w nią idealnie. 
No dobra, żeby nie było tak idealnie, córka się przeziębiła, więc dopiero w niedzielę coś więcej wspólnie zwiedziliśmy, bo bieszczadzki worek, oraz zdobyliśmy wieżę na Jeleniowatym.
Jeleniowate - piątek.

Serpentyny Bieszczadzkie pod połoniną Caryńską - sobota.

Na grzbiecie Bukowego Berda, z widokiem na nie, oraz Tarnicę - sobota, samotne wejście.

W worku Bieszczadzkim.


Widok ze zdobytej wspólnie wieży, na Jeleniowatym.

Kolejnym miesiącem bez odwiedzin w górach był listopad. Spędziłem 3 tygodnie w domu chorując. Natomiast w grudniu, pierwszy raz od ponad dziesięciu lat zajrzałem w góry, szukając wodospadu pod Złotą górką:
Beskid Mały.

Podsumowując. 17 wycieczek (22 dni w górach, nie licząc naszej bazy), z czego 9 wspólnie z rodziną, dwa razy pobyt z noclegami, w tym jeden pobyt w bacówce.

5x w Beskidzie Żywieckim,
5x w Beskidzie Śląskim,
3x w Beskidzie Małym,
2x - 7 dni w Bieszczadach,
1x - kilka dni w Gorcach,
1x w Tatrach Zachodnich, czyli
2022 - 17 wyjść w góry - 29 dni spędzone w górach - 1 nocleg w bacówce i 3 pobyty na kwaterze.

I jest to mój rekordowy rok, w porównaniu do lat poprzednich: 
Porównywanie rozpoczynam od roku 2008, w którym postanowiłem zacząć wędrować z plecakiem, wcześniej nie było to tak dla mnie istotne. Rozpoczynam tą listę ze znajomością 8 pasm (Beskid Śląski, Żywiecki, Pieniny, Bieszczady, Tatry Wysokie i Zachodnie, oraz Karkonosze). 
2008 - 3 wyc. - 7 dni w g. - 2x w schr. - 1x kwatera, 
2009 - 9 wyc. - 16 dni w g. - 2x w schr. - 2x kwatera, 2 nowe pasma (B.Sądecki i Gorce)
2010 - 9 wyc. - 17 dni w g. - 5x w schr. - 2x kwatera, 
2011 - 3 wyc. - 10 dni w g. - 1x w schr. - 2x kwatera,
2012 - 3 wyc. - 6 dni w g. - 1x w schr. - 1x kwatera,
2013 - 6 wyc. - 9 dni w g. - 1x w schr. - 1x kwatera, 1 nowe pasmo (B. Mały) 
2014 - 4 wyc - 4 dni w g. 
2015 - 5 wyc - 5 dni w g. 2 nowe pasma słowackie (M. i W. Fatry)
2016 - 8 wyc - 8 dni w g. 1 nowe pasmo (B. Wyspowy)
2017 - 10 wyc. - 14 dni w g. - 1x w schr. - 1x wiata, 3 nowe pasma (1 B. Śl-Morawski, 2x Sudety)
2018 - 9 wyc. - 13 dni w g. - 1x chatka, 1x w schr, 1x kwatera, 2 nowe pasma (B. Makowski i Niski),
2019 - 13 wyc - 15 dni w g. - 2x bacówka, 1x chata, 1x kwatera, 5 nowych pasm, w tym 4 pasma Sudeckie (G. Złote, G. Stołowe, G. Orlickie i Bystrzyckie), pierwsza wizyta w Alpach, oraz pierwszy raz Pogórze (Rożnowskie).

Jura i inne wycieczki.

W tym roku często też jeździliśmy po "okolicy". Tak na prawdę, to one, krótkie spacery, rozpoczęły nasz rok. 
Styczeń, zaczęliśmy od spaceru po osiedlu, zmrożonym:

kilka dni później pojechaliśmy z córą zabrać babcię na mały spacer po okolicach Białki:

by następnego dnia odwiedzić Pustynię Błędowską:

A mroźną, śnieżną zimę odwiedziliśmy na Maczkach:

W lutym odwiedziliśmy drewniane kościoły w Paczółtowicach, oraz Racławicach, weszliśmy też na skałę Powroźnikową:

Zwiedziliśmy skały Zegarowe obok zamku w Smoleniu:

W kwietniu łaziliśmy po okolicach skał Popielowej i Sulmów:

Zwiedzaliśmy Pogoń w Sosnowcu:

Samemu zaś, zamiast przejść w dwa dni po Jurze, przeszedłem się w okolicy Okradzionowa:


W majówkę pojechaliśmy do Pilicy, z której to wygonił nas deszcz:

W połowie miesiąca odwiedziliśmy punkt widokowy na Górze Siewierskiej:

W czerwcu zrobiliśmy sobie wagary, co niektórzy od pracy, inni od nauki i odwiedziliśmy Chorzowskie Zoo (a wieczorem pojechaliśmy na Halę Jaworową):

W lipcu zwiedziliśmy Oświęcim:

Rabkę Zdrój:

Skansen w Chabówce, oraz kilka stacji przejechaliśmy zabytkowym pociągiem:

W Sandomierzu zjedliśmy lody:

W Nałęczowie, niby ormiański kebab:

Lublińska starówka nas zachwyciła:

Tu gdzieś zgubiłem telefon, a potem żonę, która myślała, że córka się zgubiła:

W Kazimierzu Dolnym weszliśmy na Górę Trzech Krzyży, Zamek i wieżę:

W październiku, po Bieszczadach się wychorowałem, by na sam koniec miesiąca zachwycić się kolorami jesieni w lasach Murckowskich:

który odwiedziłem za kilku dni, w deszczowy listopadowy dzień, który się potem okazał jedynym, spędzonym poza domem:

 Na sam koniec października (znów sam koniec), wybrać się w okolice Zamku Pilcza (w Smoleniu), ze znajomymi:


Fotografia.

Miał to być rok, w którym miałem poświęcić więcej uwagi kadrom. Było sporo tematów, ale głównie to kwiaty, zwierzęta, zachody/wschody słońca (wschodu nie było jednak żadnego), oraz postanowiłem wysłać swoje prace na konkurs. 
Od zdjęć badyli:

szukania bąbli:

przez dziką zwierzynę, jak średnie zdjęcie jelenia, lepsze (niewiele) warchlaka, kilku wielkich drapieżnych ptaków, po wróble:




Były dalekie obserwacje:
Tatry z osiedlowego balkonu:

Tatry z Smutnej Góry:

Stoj, najwyższy szczyt Połoniny Borżawskiej i Pikuj - ten z lewej w kółku:

Zachody słońca:





Brakło mi trochę więcej sesji ze zdjęciami z dłuższym czasem naświetlania, tu jedno z nielicznych:

Wysłałem, też moje prace do konkursu "Magia Beskidów - Źródła, Potoki, Rzeki i Jeziora", to one:



Pod uwagę brałem jeszcze zdjęcie z wodospadu w Złatnej:

oraz niestety, nie zdążyłem, na czas podejść, by zrobić zdjęcia wodospadu Pod Złotą Górką (jedno z odpuszczonych wyjść w sierpniu, miało być właśnie pod ten wodospad):

Generalnie, nie do końca z nich jestem zadowolony, ale było to podejście nr 1 do konkursu. 


Mimo kilku nie zrealizowanych celów, był to bardzo udany rok. Rekordowa ilość (oczywiście jak na amatora turystę) wyjść w góry (17), powrót w Bieszczady (dwukrotny, w tym z rodziną!), trzy wycieczki ze znajomymi, kilkanaście rodzinnych wycieczek, 5 wycieczek po Jurze... to na prawdę udany rok. 
Najbardziej oczywiście cieszą mnie wszelakie wycieczki z żoną i córą, czyli ta na Halę Jaworową, Bieszczady, oraz Tatry, oraz ze znajomymi. 

Tak na prawdę, to tylko szkoda mi, że w tym roku nie udało się pojechać poznać nowego pasma, co w głównej mierze łączy się z odwiedzeniem Sudetów, bo to właśnie w nich mam jeszcze spore białe plamy na mojej górskiej mapie 😉. No i trochę tego braku biwaku w górach, do którego zbieram się jak sójka...

Pozostaje mi tylko liczyć, że przyszły rok, będzie przynajmniej podobny do 2021go. Choć trzeba przyznać, że urlop w górach, zamiast nad morzem, dodał dwie wycieczki górskie. A gdzie na wakacje 2022? Się zobaczy...

Komentarze

  1. Ależ cudze dzieci szybko rosną! Jaka duża już ta Wasza córka :)
    Dużo ładnych zdjęć!
    I całkiem dobry bilans :)
    Pozdrawiam Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj rosną, rosną, a czas zasuwa do przodu jak szalony...
      Brakło mi trochę wody, morza, piasku...ale oczywiście to był bardzo ciekawy rok, ze sporą ilością aktywności...
      Dziękujemy i również pozdrawiamy :) !

      Usuń
  2. Piękny rok! Niech 2022 przyniesie Wam jeszcze więcej wspaniałych wspomnień i spełnionych górskich marzeń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje/my ;)
      Wzajemnie! Może nawet uda się od Ciebie kierunek zagraniczny podpatrzeć ;)

      Usuń
  3. Musisz się jeszcze poprawić w ilości noclegów w górach, bo jednak możliwość obudzenia się w schronisku/chatce to jest najpiękniejsza rzecz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wpisywałem, że to właśnie mój cel, ale on jest już od lat, a że obecnie głównie w jednodniowych wycieczkach gustuje, no to w tym przypadku trudno o nocleg ;) ale faktycznie, od jakiegoś czasu chodzi mi nocleg "wysoko". A jak z realizacją będzie, to zobaczymy, bo właśnie na jutro miałem plany, a znowu choroba je pokrzyżowała...

      Usuń
  4. Trzymam kciuki za udany debiut biwakowy, bo pamiętam, że przy ostatniej próbie w tym roku coś stanęło na przeszkodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Oby wiosna była cieplejsza, bo wolę jednak zacząć jak będzie cieplej ;)

      Usuń

Prześlij komentarz