Czarnogóra - Ulcnij oraz okolice
Po trzech pobytach w Chorwacji, w tym roku naszym celem na urlop wakacyjny jest Czarnogóra.
Do której mieliśmy pojechać rok temu, (w 2024tym).
Czarnogóra leży na półwyspie Bałkańskim, nad Adriatykiem i jest to jedna z dawnych republik Jugosławii. Powstała 3 czerwca 2006 roku w wyniku z rozpadu Serbii i Czarnogóry. Graniczy z Chorwacją, Bośnią i Hercegowiną, Serbią, Kosowem i Albanią.
Jest to kraj górzysty - ok 60% powierzchni kraju to góry. Nie jest to obszarowo duży kraj; jego powierzchnia jest mniejsza od województwa małopolskiego. Nie jest to też liczny kraj - liczy on nieco ponad 633 tysiące ludzi - Kraków ma więcej mieszkańców. Główną religią jest prawosławie.
Najbardziej znane miejscowości leżą wzdłuż morza Adriatyckiego. Kotor, Bar, Budva, to miejscowości które najczęściej przychodzą na myśl turystom. Północna część jest mocno górzysta, natomiast na południu przy granicy z Albanią, nad ujściem rzeki Bojana znajduje się nieco płaskiego terenu i to właśnie ten rejon wybraliśmy na naszą bazę urlopową. Nasze kwatery mamy we wsi Donji Štoj (Доњи Штој), leżącej na wschód od miasta Ulcinj.
W planach mieliśmy zrobić dwie, trzy wycieczki objazdowe. Jednak pod koniec pierwszego dnia plażowania, temperatura jest nieco wyższa niż miała być. Prognozy przed wyjazdem pokazywały temperatury rzędu 28-32 stopni, a dziś jest 37 i na kolejne dni prognozy mówią o takich samych temperaturach z tendencją wzrastającą. I to właśnie w połączeniu z korkami na drogach (podczas przyjazdu pierwszego wieczoru, droga w kierunku miasta to był jeden wielki korek, 10 km od wyjazdu z tunelu Sozina aż do ronda w Barze jechaliśmy ok godziny); to wszystko wszystkich nas zniechęca do ruszania się gdziekolwiek. Więc czas na odpoczynek.
Pierwsze dwa dni spędzamy na plaży. Na plaży, przez którą wybraliśmy ten rejon na odpoczynek. Ta plaża to Velika Plaža, czyli Wielka Plaża.
Wielka Plaża jest na prawdę...długa. Ma ok 12 km długości - jest jedną z najdłuższych plaż w Europie. Ma czarny piasek i w sumie nieco przypomina bałtyckie plaże. No poza kolorem piasku i cieplejszą wodą morza. Można tu do morza wejść bez butów, choć nie popływamy w maskach - woda jest zmącona.
Plaża porozdzielana jest kolejnymi barami, koło których są płatne leżaki i baldachimy. Do każdego z nich dojazd jest szutrową drogą - parkingi są bezpłatne, niektóre mają miejsca zadaszone (w upale bardzo pomagają, do auta da się wsiąść bez długiego wietrzenia). Są przebieralnie, toalety oraz prysznice - bezpłatne (pierwszy plus w stosunku do Chorwacji; w Senj w 2024 prysznic kosztował 0,5 euro). Minusem są płatne leżaki, które w Czarnogórze są elementem charakterystycznym dla plaż, ale między poszczególnymi barami są przestrzenie, pasy plaży gdzie można rozłożyć koc i plażować bez opłat.
Pierwszy szok - tu są tłumy ludzi. Wiedziałem, że ludzi tu jest sporo, ale jednak liczba plażowiczów mnie zaskoczyła - wyjazd późnym popołudniem/wieczorem to znów jeden wielki korek. Choć drugiego dnia znaleźliśmy miejsce luźniejsze.
Kolejnym minusem są śmieci. Piasek jest pełen petów, śmieci, a w wodzie też pływały reklamówki. Niby kosze są, ale mentalność ludzi robi swoje. Pod koniec urlopu na plaży widzimy zbiegowisko tuż obok nas - coś się stało jakiejś osobie. Po chwili ratownicy (każdy bar/plaża ma swoich) zabierają, chyba kobietę na leżaku. Kilka osób, chyba od tej osoby w pośpiechu się pakuje. Zabierają rzeczy, pustą lodówkę a zostawiają puste puszki...
Z innych różnic, na plaży jest sporo kobiet kąpiących się w burkach.
Trzeciego dnia jedziemy z rana do Ulcinj do supermarketu. Popołudniu droga jest zakorkowana, dlatego szykujemy się na poranek - tak nienormalnie wczesną porę 😉. O 7 z rana korków nie ma, jedziemy ok 10 minut (wieczorem nawigacja mówi o ok godzinie). To nas zachęca by może spróbować gdzieś jednak pojechać.
Uwaga - nie będzie po kolei.
Ulcnij (Улцињ, alb. Ulqin, czyt. Ulcyń) to miasto leżące na południu Czarnogóry. Jedna z najstarszych osad na wybrzeżu Adriatyku, założona w V wieku p.n.e. Zamieszkana przez niecałe 11 tys. mieszkańców, w większości Albańczyków. W mieście znajduje się 25 meczetów, średniowieczna twierdza oraz Mała Plaża.
Miasto zbudowane jest na końcu wzniesień, główne ulice wiodą dolinami, a wzdłuż nich na zboczach bielą się domostwa większe i mniejsze:
Po odwiedzinach nad Jeziorem Szkoderskim, dwa dni później postanawiamy z rana odwiedzić pobliskie miasto. Warto coś zwiedzić, oraz kupić pamiątki 😎 i może poplażować na pięknej Małej Plaży? Już nieco przyzwyczajeni do stylu jazdy albańsko-czarnogórskiego przejeżdżamy przez zatłoczone ulice i zjeżdżamy w stronę plaży.
Wchodzimy na teren Crkva Svetog Nikole, czyli prawosławnego kościoła zbudowanego w 1890 roku na rozkaz księcia Nikoli Petrovicia, dwa lata po wyzwoleniu miasta z panowania tureckiego. Znajduje się on w otoczeniu gaju oliwnego:
Przy wejściu na teren kościoła jest informacja z zakazem wchodzenia w strojach kąpielowy:
Niestety ale chyba jest zamknięty. Obchodzę go ale jest tylko wejście do sklepu z pamiątkami?
Oglądamy więc kościół z zewnątrz, tablice poświęcone żołnierzom, którzy zginęli zdobywając miasto, oraz obraz świętego patrona kościoła, świętego Mikołaja:
Oglądamy więc kościół z zewnątrz, tablice poświęcone żołnierzom, którzy zginęli zdobywając miasto, oraz obraz świętego patrona kościoła, świętego Mikołaja:
Poniżej znajduje się cmentarz prawosławny:
Z racji upału uciekamy w stronę zamku.
Wejście płatne kilka euro, powyżej 5 osób można kupić bilety grupowe i my tak robimy. Zwiedzamy pozostałości twierdzy pirackiej. Zaczynamy od placu, gdzie niegdyś mieścił się targ niewolnikami (Tregu i Peshkatarëve) - w celach stoją dziś eksponaty kul armatnich, oraz wszelakie pozostałości architektoniczne z dawnych czasów, a według legend trzymano w nich niewolników...
Z racji upału uciekamy w stronę zamku.
Wejście płatne kilka euro, powyżej 5 osób można kupić bilety grupowe i my tak robimy. Zwiedzamy pozostałości twierdzy pirackiej. Zaczynamy od placu, gdzie niegdyś mieścił się targ niewolnikami (Tregu i Peshkatarëve) - w celach stoją dziś eksponaty kul armatnich, oraz wszelakie pozostałości architektoniczne z dawnych czasów, a według legend trzymano w nich niewolników...
Morze ma tu przepiękny kolor:

Robimy zdjęcia pamiątkowe i podziwiamy okolice.
Samo miasto równie pięknie się prezentuje, nieco orientalnie, widać w dole wieżę meczetu:
- Wieżę Balshaj:
- Kościół-Meczet (Kishë-Xhamia) z XIV wieku, również są w nim wystawione różne eksponaty:
I jeszcze muzeum Etnograficzne.
Jak ktoś jest wysoki, albo ma długie ręce (jak ja 😉) to dostrzeże nad murami Małą Plażę w zatoczce:
Są tam tłumy. Czyli na pewno tam nie idziemy.
- Kościół-Meczet (Kishë-Xhamia) z XIV wieku, również są w nim wystawione różne eksponaty:
Jak ktoś jest wysoki, albo ma długie ręce (jak ja 😉) to dostrzeże nad murami Małą Plażę w zatoczce:
Są tam tłumy. Czyli na pewno tam nie idziemy.
obok zaś, w Muzeum Etnograficznym lokalne stroje, dwie strzelby, sieci i inne rzeczy używane przez okolicznych mieszkańców:
Eksponaty w kościele-meczecie to ceramika, monety i częściowa rekonstrukcja cyborium, oraz kawałek schodów:
Czas na coś nieco bardziej współczesnego. Pamiątki i lody. Z nimi przechadzamy się po uliczkach, słuchając śpiew muezzina nawołującego wiernych do modlitwy.
Mija nas mały traktor jadący w tych wąskich uliczkach, a wodę można pobrać z takiego ciekawego kraniku:
tu kupujemy pamiątki, a potem idziemy na obiad.
Kilka dni później, wracając z plaży Valdanos podrzucam dziewczyny do miasta na zakupy, a ja jadę umyć auto z kurzu. Wracając po nie mam kilka minut luzu, więc podjeżdżam w górę miast robiąc kilka zdjęć (wyżej już są dwa). Fotografuje widoki oraz dwa meczety:
widok na wschód, widoczne góry leżą w Albanii, pod nimi widać płaski teren między Ulcnij a ujściem rzeki Bojana

Xhamia e Lamit - Meczet Lama
Rondo łączące ulicę główne ulice Ulcnij, oraz Xhamia e Kryepazarit - Meczet Kryepazari:

Oraz ruch uliczny:
Jezioro Szkoderskie
Kilka dni przed urlopem na jednej z grup fejsbukowych przeczytałem wpis o pewnym miejscu. Na końcu świata...to znaczy na końcu Czarnogóry 😉 - pokazuję wszystkim zdjęcia i opis - jedziemy. Wyjazd jest w dniu zrobienia zakupów. Do celu mamy ok 47 km, co na warunki czarnogórskie oznacza ok godziny jazdy.
Omijają nas dziś korki, trasa wiedzie przez wioski co wraz z ciągłymi zakrętami powoduje, takie wolne tempo. Również nawierzchnia nie pomaga. We wsi Vladimir skręcamy w stronę gór.
Droga zaczyna się wspinać do góry. Dojeżdżamy do przełęczy Stegvaši leżącej na wysokości 480m - droga robi tu zawija przez skalną bramę:
Parkujemy na poboczu by podziwiać widoki, które nas od chwili już atakują zza szyb samochodów. Wysiadamy i podziwiamy otoczenie Jeziora Szkoderskiego:
z lewej Czarnogóra a po drugiej stronie jeziora to już Albania - widać Góry Przklęte
Wracam za i robię zdjęcia w kierunku południowym, w kierunku Adriatyku.
Poniżej z prawej widać skrawek drogi, którą tu podjechaliśmy - a Ulcnij jest za tym łukowatym wzgórzem, z lewej:
Z lewej widać grzbiet, szczyt z wieżami to Maja Taraboshit (593m), nad drzewem widać mały kopczyk - Maja Kalasë Bërdicës (166m). Za nim widać poszarpaną grań - z najwyższym szczytem Maja e Velës (1169m) w punkcie centralnym, za którym majaczą ledwo widoczne kolejne pasma górskie. Pięknie!
Robimy zdjęcie grupowe, nieco widoków i poimy psiaka jaki do nas wychodzi zza betonowej ławki:
Jedziemy, jedziemy, mijając na szczęście tylko jedno auto by w końcu dojechać nad jezioro. Pierwsze zdziwienie - to nie jest pomost, a...jakaś przystań?
Ładnie tu, tylko gdzie to zejście do wody, które oglądałem (to drugie zdziwienie)? Szukam go wchodząc w krzaczory i kalecząc nogi o kolczaste krzaki i suche trawy i jest:
Rozbijamy się na...kamieniach. I wskakujemy do cieplutkiej wody by się ochłodzić.
Pluskamy się, kąpiemy, pływamy na materacach, oraz w maskach obserwując podwodne życie.
Ja dostrzegam tylko ryby, na kamieniach płoszę sporego kraba, a J. widzi węża w wodzie. Jest przyjemnie...
Później mija nas auto, którego kierowca ma...z 14 lat. Reszta pasażerów jest jeszcze młodsza!
Ludzi jest tu mało - gdy przyjechaliśmy było w wodzie kilka osób pływających na materacach, kolejni odpływają na deskach sup, w ciągu dnia dwukrotnie płynie tu cicho popyrkując łódź rybacka, oraz zagląda inna łódź z turystami. Porównując do morza...pustka!
Widok na drugi, albański brzeg:
Na wysepkę obsadzoną przez kormorany i...pelikana:
Za załomem oglądam pobliską, albańską wieś - Zogaj:
W zatoce znajduje się kilka wysepek. Na jedną z nich płynę z Markiem. Mamy do niej w linii prostej ok 300 metrów. W połowie drogi chce zawrócić, bo boję się, że płynąc pierwszy raz od dawna mogą mi mięśnie nie wytrzymać i złapię skurcze (a te mnie łapią), ale nie chce kolegi zostawić samego. Gdy mamy już wysepkę na wyciągnięcie ręki, zimna woda powoduje u mnie strach. Mówię Markowi - wracam. Na szczęście po chwili nerwy opanowuję (dzięki Markowi) i dopływamy na nią płosząc ptactwo. Mewy odlatując z wrzaskiem, zostawiając ją dla nas. Znajdujemy tu odchody, szczątki krabów i truchło mewy - ot to cała wyspa - kilka kamieni. Po chwili wracamy już bez problemów.
Za załomem oglądam pobliską, albańską wieś - Zogaj:
W zatoce znajduje się kilka wysepek. Na jedną z nich płynę z Markiem. Mamy do niej w linii prostej ok 300 metrów. W połowie drogi chce zawrócić, bo boję się, że płynąc pierwszy raz od dawna mogą mi mięśnie nie wytrzymać i złapię skurcze (a te mnie łapią), ale nie chce kolegi zostawić samego. Gdy mamy już wysepkę na wyciągnięcie ręki, zimna woda powoduje u mnie strach. Mówię Markowi - wracam. Na szczęście po chwili nerwy opanowuję (dzięki Markowi) i dopływamy na nią płosząc ptactwo. Mewy odlatując z wrzaskiem, zostawiając ją dla nas. Znajdujemy tu odchody, szczątki krabów i truchło mewy - ot to cała wyspa - kilka kamieni. Po chwili wracamy już bez problemów.
Czas nam wolno i leniwie mija. Raz się kąpiąc, innym razem zajadając pizzę z pekary, próbuję też burka z mięsem (całkiem dobry). Obserwuje okolicę, ciągnie mój wzrok ku pięknie się prezentującym górom na północy - piękne te czarnogórskie wieloplany:
Cały dzień mieliśmy słońce za chmurami, a po 15tej wychodzi ono za nich i w ciągu chwil paru nas gotuje; robi się straszny skwar. Mamy dość, więc się zbieramy. Ale nie do domu, a do Konobi, która znajduję się tuż obok. I to właśnie opinia o niej, o jedzeniu jakie tu serwują była motorem, jaki nas tu przyciągnął.
Wchodzimy i wita nas pan pytając na ile osób stolik. Rozkłada nam na tarasie i przynosi menu. Siadamy wykończeni i zamawiamy jedzenie. Część z nas zamawia lemoniadę z granatu - zimna, cierpka...ależ była pyszna (aż mi ślinka cieknie na jej wspomnienie). I jak ugasiła pragnienie!
Robię kilka zdjęć a podczas obróbki zdejmuję nieco zamglenia i dodając kontrastu by nieco więcej dostrzec:
Maja Bishkazit, 1866 m npm
i sąsiednia góra - Maja Kurrilës 1848m npm
Na obiad trochę czekamy (z godzinę). Zwiastuje to pyszne jedzenie i takie ono jest. W końcu wjeżdżają różne dania, jakie zamawiamy - mięsa (dwa rodzaje steków - przepyszne ponoć), ryby - dorady (pyszna) i wilka morskiego no i sałatki. Ryby dostajemy z frytkami i ryżem. Oj warto było czekać...pychota!
Jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę odwiedzić tą konobę to serdecznie polecam - we wsi Ckla link.
Szkoda, że nie możemy posiedzieć wieczorem przy lampce (dzbanie) wina... Cisza i spokój.
Sama wieś według Wikipedii liczyła w 2011 roku 86 mieszkańców.
Później mija nas auto, którego kierowca ma...z 14 lat. Reszta pasażerów jest jeszcze młodsza!
Mijamy małe osady
Droga wiedzie przez Ulcnij. Mijamy coraz rozleglejsze domostwa, które ustępują miejsca gajom oliwnym. Dojeżdżamy do bramy, nieczynną - pozostałość po socjalistycznym ośrodku wypoczynkowym? Tak to wygląda. Za nią rozpościera się panorama na zatokę - screen z google maps:
Przy plaży jest spory plac, który na mapach wydawał się parkingiem - okazuję się, że na okręgu owszem stoją auta, ale środek to zarośnięta łąka.
Na środku polnej drogi, nieco blokując przejazd stoi Maybach na albańskich blachach. Porsche, Mercedesy czy nówki BMW to codzienność ale Maybach to już nieco rzadszy widok, więc warto aby wszyscy zwrócili na niego uwagę 😉...
Są tu pozostałości po dawnym zagospodarowaniu tego terenu. Zardzewiały pomost, na który się nie da wejść, barak, pod którego dachem ludzie leżą:
Ale są też działające prysznice, a wzdłuż plaży ciągnie się betonowy chodnik obok, którego jest murek który porastają wysokie drzewa i wśród nich leżą ludzie na kocach:
Ale są też działające prysznice, a wzdłuż plaży ciągnie się betonowy chodnik obok, którego jest murek który porastają wysokie drzewa i wśród nich leżą ludzie na kocach:
Najważniejsze, że będzie można popływać w maskach i poobserwować życie podwodne. Są tu też jeżowce, więc albo wchodzimy w płetwach, albo w butach.
Zatoka z dwóch stron zamknięta jest urwiskami, co dodaje niezwykle uroku temu miejscu.Poza moczeniem się, ruszam na małe zwiedzanie.
Pięknie? Tak gdyby nie wszech obecne...
śmieci
W trawach ledwo widać pozostałości po basenie, oraz inne betonowe konstrukcje. W lasku obok straszą zapadające się kioski, jest też tam toaleta.
Jest tu bar, pomost z (chyba ratownikiem), oraz leżaki i baldachimy do wynajęcia:
Ale te są super! Można leżeć na siatce, która wisi nad wodą! Ekstra...
A jaki prysznic tu mają! o:
Dziewczyny wracają, a ja włażę po schodach zobaczyć zabudowania, które od razu moją uwagę przyciągnęły:
Dziewczyny wracają, a ja włażę po schodach zobaczyć zabudowania, które od razu moją uwagę przyciągnęły:
Obiekty dziś się powoli zaczynają rozpadać. Teren zaczyna zarastać i niszczeć. Wchodzę na fajny, widokowy taras, obok którego widać pozostałości po barze:
Zaglądam do budynków, w których śpiewa ptactwo. Przechodzę wielką halę i zaglądam do dawnych kuchni:Zaglądam na nieco zarośnięty wyższy taras - tu pewnie jedzono, a może tańczono przy zachodzącym słońcu?
Po czym czas wracać. Jeszcze pożegnalna kolacja i do domu.
Jeszcze jednak będzie wpis z wakacji. Czeka nas wycieczka do Albanii i odwiedzenie jednego z wspomnianych na początku miast.
Komentarze
Prześlij komentarz