Najstarsze góry w Polsce...Góry Świętokrzyskie

Plany są po to, aby je zmieniać. Tym zdaniem powinienem czasami zaczynać moje relację, bo zmian kierunku wyjazdów do planów zdarza mi się często. Dziś właśnie tak jest. Jeszcze w czwartek szykowałem się na zupełnie inny kierunek, niż tam gdzie w sobotę zdążamy. Ale wieczorem żona podsyła mi informację o pewnym wydarzeniu...i zmiana planów następuje od razu. 
Jedziemy do Kielc. A że leżą one w Górach Świętokrzyskich, więc w te, również przy okazji zajrzymy.

Do Kielc dojeżdżamy gładką S7ką, więc by się wyrównało, po zjeździe z ekspresówki wpadamy na garby, koleiny i dziury na dziurze. W końcu dojeżdżamy do rozpoczynającej się w środku miasta kolejnej drodze ekspresowej S74, by od razu z niej zjechać.
Wycieczkę zaczynamy dość nietypowo, bo od odwiedzin w galerii handlowej. Dużej...Po tej wizycie ruszamy ku górskiemu celowi., wracając na tą krótką eSkę. Potem mijamy Bieliny, wieś gdzie dzieją się przygody czwórki dzieciaków  z pewnej książki, którą czytała córka - córka oczywiście chcę mieć zdjęcie z tablicą miejscowości (które robimy na powrocie). Po pół godzinie dojeżdżamy na parking, leżący dość wysoko w Hucie Szklanej, bo pod samym wejściem do Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Do szczytu jest według tabliczki 45 minut marszu - ruszamy. Drogą asfaltową. Wokół nas budzi się wiosna; widać już, że pogoniła zimę.
Po drodze spotykamy buszującą w liściach ziębę:

Po ok dwudziestu minutach wyłania się przed nami wieża - jesteśmy na szczycie! Pamiętałem, że podczas pierwszej mojej wizyty ze znajomymi lata temu, droga ta nam równie szybko zleciała. Nim się obejrzeliśmy już byliśmy na górze. Fajne te góry 😉

Czas na pierwszą atrakcje - odwiedzimy gołoborze. Wejście na nie trzeba opłacić, jak i bilet do parku narodowego i teraz możemy iść obejrzeć tę ciekawostkę. Wpierw mijamy kamienny wał kulturowy, który otaczać miał sacrum na szczycie od profanum. Niedokończony, ma długość ok 1,5 km, z wysokością sięgającą do 2 m. Datowany na VIII-XI wiek. Przechodzimy nad nim po platformie i schodzimy nad gołoborze: 

Gołoborze to nazwa regionalna, związana z Górami Świętokrzyskimi, choć skalne rumosza występują i są tak samo nazywane w innych górach (Karkonosze czy Bieszczady Zachodnie, oraz np w Górach Kamiennych). To jednak te góry są znane z tej atrakcji, a na Łysej Górze występuje najwięcej gołoborzy, w Górach Świętokrzyskich, a to nad którym właśnie jesteśmy, jest największe:

Rumowisko ma prawie 4ha powierzchni, choć z platformy nie wygląda ono na aż tak rozległe, to dopiero widać to na mapach:
screen z mapy.com
Podczas mojej pierwszej wizyty byłem tym miejscem nieco rozczarowany i dziś takie same odczucia ma też żona. Ja zaś dziś mam radochę, że mogę je raz jeszcze ujrzeć no i zrobić zdjęcia (wtedy nie miałem aparatu). 
Robimy sobie zdjęcie, z żoną:

A potem podziwiamy widoki, oraz czytamy tablice, które zawierają sporo informacji o tym miejscu.


Rzucam okiem aparatu na płaskie tereny na północ, ponoć przy dobrej pogodzie można stąd ujrzeć Warszawę, nie dziś:

Po tej krótkiej chwili ruszamy dalej, w kierunku klasztoru, ulokowanemu ok 400metrów od szczytu. Mijamy wieżę telewizyjną, która sprawia wrażenie jakby się przechylała:

I szybko docieramy do klasztoru:

W okolicy szczytu zbierała się okoliczna ludność czcząc pogańskie bóstwa, więc pewnie dlatego Bolesław Chrobry, ściągnął tu w 1006 roku mnichów spod Monte Cassino (choć w miejsce pierwszych mnichów którzy zginęli tu śmiercią męczeńską - info z tablicy pod klasztorem), rozkazał przerwanie budowy tego wału kamiennego. I taką historię powielił Jan Długosz. Współcześnie przyjmuje się, że budowa rozpoczęła się na początku XII wieku i fundatorem był Bolesław Krzywousty. Od XV zaczęto nazywać go Świętym Krzyżem, gdy Władysław Łokietek podarował relikwie Drzewa Krzyża Świętego - zresztą też od tego zaczęto nazywać te Góry, Górami Świętokrzyskimi.
Jesteśmy pod Kościołem zbudowanym w latach 1781–1789, w miejscu dwóch wcześniejszych kościołów, z odbudowaną wieżą:

Klasztor był kilkukrotnie napadany i niszczony. W latach 1852-65 istniał tu dom poprawczy dla księży zdrożnych. Rosyjskie władze potem ustanowiły tu więzienie, które podtrzymały władze odrodzonej Polski po I WŚ. Od 1936 roku wrócili tu zakonnicy przejmując cześć budynków. W czasie II WŚ Niemcy utworzyli tu więzienie dla radzieckich żołnierzy, których ok 7-8 tys tu umarło pochowanych w zbiorowej mogile.
Trwa msza więc przechadzamy się korytarzami, zwiedzamy wystawę, kupujemy magnesy. 

Następnie ja wspinam się na wieżę (płatne wejście 10zł). Strasznie wieje, do tego ten wiatr jest lodowaty, więc szybko obchodzę wieżę wokół robiąc zdjęcia. Warto tu było wejść, ponieważ można podziwiać panoramę tego pasma górskiego, składającego się z kilkunastu (jak mówi Wikipedia) pasm. Ja doliczyłem się ich ponad dwadzieścia.
Po wyjściu z wieży jest widok na Pasmo Jeleniowskie: 

W drugą stronę widać lasy porastające pasmo Łysogóry, na którym jesteśmy, z wieżą telewizyjną:

Oraz pasmo Klonowskie nieco bardziej na północ:

Na południu ledwo widać w południowym słońcu kolejne pasma, pierwsze Pasmo Bielińskie:

Widok w kierunku południowo-zachodnim i kolejne góry wyłaniające się nad jeszcze burym lasem Łysogór:

Rzut oka na budowle klasztoru:

i uciekam na dół zziębnięty. Ruszam do moich dziewczyn, które kręcą się koło wschodniej bramy. 
wyżej wschodnia brama z dzwonnicą, niżej kościół:

Siadamy na ławkach w słońcu i przekąszamy co nieco wygrzewając się w słońcu. Po chwili z żoną idziemy jeszcze kawałek się przejść. Najpierw oglądamy kopiec Księcia Adama Czartoryskiego, a następnie ruszyć odwiedzić cmentarz leżący nieopodal.
Omal nie rozdeptujemy drozda, który siedzi na ścieżce, a potem nie uciekła, a po prostu odskoczył w poszycie leśne:

by po chwili dotrzeć do cmentarz, gdzie są pochowani żołnierze radzieccy, którzy zmarli w czasie II WŚ w obozie zagłady utworzonym przez Niemców w klasztorze.

Spacerujemy w ciszy chwilę między płytami z czerwonymi gwiazdami...

 Przy wejściu na cmentarz znajdują się jeszcze dwa krzyże, jeden z nich zrobił na mnie wrażenie, wyrastający z kwiatków:

Wracamy. Wpierw na łąkę pod klasztorem:


A potem wracamy do auta. Zaglądamy jeszcze do krypty, w której niby leży zmumifikowane ciało księcia Jeremiego Wiśniowieckiego (tego znanego z Potopu), jednak w badaniach z 1980 roku wykluczono tą możliwość:

Wracając do auta z radością obserwujemy wiosnę, która coraz mocniej się przepycha:

Po kilku minutach docieramy na parking i wracamy. Wpierw jednak zdjęcia z pól na góry w Paśmie Łysogór:

A tam dziś byliśmy:

Po drodze jeszcze zdjęcie pod tablicą Bielin, coś tam jemy, znów wracamy do galerii, do tego samego punktu, a potem już do domu jedziemy.

Jakie mamy odczucia co do tego, trzeciego pasma górskiego w naszym kraju?
Odwiedziliśmy jedno z bardziej popularnych miejsc, więc nie dziwi nas ilość turystów. Fajnie było wrócić nad gołoborze, oraz wdrapać się na wieżę, aby obejrzeć nieco widoków. Samo dojście na szczyt drogą asfaltową, sprawia wrażenie jednak jakbyśmy szli w jakimś parku, choć po ilości leżących w lesie drzew widać, że to Park Narodowy. 
Dojeżdżając przed południem z Kielc przez wsie, liczna i dość zwarta zabudowa wsi nie dawała odczuć klimatu górskiego. Ten zacząłem czuć dosłownie na kilka chwil przed dojazdem na parking, mimo iż nie są tu wielkie wysokości. Cóż, niższe góry, leżące bliżej centrum kraju wokół wyżyn mają dają inne, ale całkiem ciekawe wrażenie.
Toteż mnie jeszcze kilka miejsc w tych górach ciekawi i liczę, że jeszcze tu wrócę. 

Komentarze