Balaton

W Dąbrowie jest Brodway i Manhatan, a w Sosnowcu jest nieco bardziej Europejsko bo mamy tu Balaton. Też jezioro, choć dużo mniejsze niż to węgierskie...
I właśnie w styczniu pojechaliśmy na spacer po jego okolicach. 

Zanim jednak wpis się pojawił, zdążyliśmy odwiedzić ten zbiornik w maju.
Balaton to sztuczny zbiornik, który powstał w miejscu wyrobiska gliny pod kopalnie Kazimierz-Juliusz, a dokładnie pod cegielnie działającą na rzecz kopalni. W latach 70tych XX zbudowano tu ośrodek rekreacyjny, w którym jeszcze na początku wieku byłem na imprezie firmowej, a dziś to rudera...
Auto zostawiamy przy głównej drodze, by te kilkaset metrów podejść do stojącej od lat rudery. Wiosną jest tu dużo ładniej - nie ma brudnego lodośniegu i jest w końcu zielono. 
Przy parkingu gdzie zaparkowaliśmy dawniej biegły tory kolejki wąskotorowej, która łączyła Kopalnię Kazimierz-Juliusz z szybem Maczki. Był tu niestrzeżony przejazd i zdarzyło mi się kiedyś stać na nim by przepuścić lokomotywę. Dziś po zamknięciu kopalni nie ma też już śladu po torach, oraz kolejce. Uchowała się jedynie lokomotywa, która stoi w dąbrowskiej Fabryce Pełnej Życia:

Więcej o tej kolejce przeczytacie - na forum Strażnicy Czasu, a my ruszamy na spacer. Droga wiedzie nasypem między jakimiś zalewiskami:

Pływają kaczki, słychać śpiew ptactwa. Ładnie!

Docieramy pod budynek restauracji. W 2020tym roku wybuchł pożar, w wyniku którego spalił się dach i część restauracji i od tego czasu miejsce to niszczeje. Wiosną widać, że nic się nie dzieje.


Obok są nowe pomosty, ławkoleżaki, widać że teren wokół zbiornika jest nawet zadbany. A na pustych zimą leżakach, siedzą rowerzyści i odpoczywają.


Wchodzimy na pomosty i słuchamy jak jakiś ptak z trzcin nawołuje cały czas.

Następnie ruszamy na spacer wokół Balatonu, w którym jest zakaz kąpieli.

Za to jest tu sporo wędkarzy, którzy zimą łowili z lodu:
 

Najważniejsze - jest zielono!


Od tej strony również za alejką jest kolejne rozlewisko pełne trzcin i...śpiewającego ptactwa:


Rzut oka na wyspę w wersji zimowej i wiosennej:


Szukam w trzcinach ptaszora, który metr od nas drze się głośno, nawet go dostrzegam, ale że mam dziś mały aparat nie próbuje nawet zrobić zdjęcia. 
Docieramy do budynku restauracji i powoli rozpoczynamy powrót do auta.


Komentarze