Nie samymi górami człowiek żyje.

Tydzień przed urlopem mam wolny dzień, pada propozycja wycieczki w góry...ale nie mam już ochoty. Odliczam dni do piątku, bo po pracy trochę snu i w środku nocy wyjazd :) Kierunek - północ.

Po przejechaniu nudną do bólu autostradą bursztynową, gdzieś za Grudziądzem zjeżdżamy z niej i od razu robi się ciekawiej, ładniej.
W Kościerzynie robimy postój, już szósta godzina wyjazdu mija.

Następnie mijamy zamek w Bytowie.
No i w końcu docieramy. Ale nie od razu nad morze, a mamy jeszcze jeden przystanek. U znajomych, których ściskamy i spędzamy trochę czasu. Przed obiadem ruszamy jednak dalej, ku naszemu małemu domkowi, w którym spędzimy następne dwa tygodnie.
Ale zanim dojedziemy, mijamy bardzo ładne pejzaże, jednak ze zmęczenie już nie zatrzymujemy się. Pola pofalowane, lasy mniej czy bardziej gęste, wiatraki oraz wszelkie rodzaje nawierzchni na szosie. Ot choćby kocie łby:

W końcu rozładowujemy się i podążamy na obiad. Po nim idziemy na plażę zobacz Bałtyk :)

Jakoś do kolacji wytrzymujemy, by po niej chwilę wszyscy paść ze zmęczenia. Kolejne dni spędzamy na plaży i chodząc na spacery. 
Jest połowa czerwca, pogoda dopisuje, w Jarosławcu ludzi za dużo nie ma, większość kramów z tandetą, restauracji dopiero się otwiera. Jest spokojnie.
Okazuje się, że musimy podjechać do większej miejscowości na zakupy, oczywiście odwiedzamy też spożywcze dyskonty z pod znaku pewnego owada, jednak to nie ten sklep jest naszym celem. Znajduję parking i idziemy szukać tego specjalistycznego punktu. 

Zamek w Darłowie. Budowę zaczęto w 1352 r.

Wracamy do auta, a tu za wycieraczką...mandat. Nie zauważyłem znaku, że to płatny parking (przy drodze był znak D-18 ze strzałką, dopiero po skręcie drugi z informacją o płatnym, tego już za kierownicy nie mogłem zobaczyć, a parkomat zakryła ciężarówka). No cóż to mamy drugą wycieczkę do tego "opłatowanego" miastka. Bo opłata jest o połowę mniejsza gdy się ją zapłaci do 3dni od wystawienia. A Darłowo i jego nadmorska dzielnica Darłówek na każdym parkingu ma parkomat. 
Kolejnego dnia więc zamiast iść na plażę jedziemy znów do Darłowa, jednak opłatę trzeba zapłacić w biurze przy porcie. Tym razem wrzucam monety do parkomatu i idziemy szukać biura z adresu na mandacie.
Przy okazji zwiedzamy port:

Po opłaceniu kupujemy wędzone ryby i idziemy w stronę morza by zjeść drugie śniadanie.
Przechodzimy przez rozsuwany most:
To jedyny taki most na polskim wybrzeżu. Dostępny tylko dla pieszych i rowerzystów.

Tu widok na rozsunięty most.

Widok z mostu na ujście Wieprzy do morza.

Oczywiście gdy zajadamy ryby, przylatują sępy ;) :

Idziemy zobaczyć morze. Mijamy apartamentowiec po drugiej stronie rzeki, obok kapitanatu portu, oraz latarnię morską po naszej stronie i idziemy zobaczyć plażę:

Przed plażą jest sztuczna rafa, za plażą widać wiatraki, obok plaży promenada z dużym placem z ostatnio modną dużą siłownią na powietrzną. Obok nowoczesne hotele...niby ładnie, nie ma śmieci, ale dla nas za "plastikowo" plus ten mandat...ja nie będę wspominał tej miejscowości dobrze.
Promenada nadmorska w pigułce: z lewej paskudna bryła nowego hotelu, na pierwszym planie na idealnej kostce siłownia na powietrzu, a za latarnią morską apartamentowiec...

Kolejny dnie to znów plaża...więc korzystając z chłodniejszego, wietrznego dnia, jedziemy na wschód do Ustki. Wiadomo opłata w parkomacie i idziemy pozwiedzać.
W Porcie Ustka.

Latarnia Morska.


Plaża w Ustce.

Okolice portu wyglądają podobnie jak w Darłowie. Wieje jak chorea, więc proponuje zwiedzić Muzeum Minerałów. 
Mieści się ono w schronie przeciwlotniczym, a wchodzi się w sklepie z minerałami, gdzie też się kupuje bilety:





O ile okolice portu nas nie zachwyciły to już dzielnica willowa ze starymi kamienicami już tak:


Kolejnego dnia znów odwiedzamy znajomych, znowu wieje, więc gdy córka chce zostać na działce, każdy z nas z miłą chęcią przystaje na tą propozycję. Jest grill, jest piwko, jest lenistwo...

No dobra małe szaleństwa też są. Pierwsze to idziemy pooglądać okolicę, kolega chcę pokazać mi pasiekę. Nie zdążam zrobić jej zdjęcia, gdy musimy uprawiać bieg na czas, bo nas pszczoły atakują. Mnie pod kolanem usiekły, kolegę na łopatcę a do tego ten odgłos we włosach...dawno tak szybko nie biegałem :)

Drugie małe szaleństwo...to takie:

Kolejny dzień lekko pochmurny, postanawiamy poświęcić na zwiedzenie zoo w Dolinie Charlotty.
Chwali się, że są postacie z bajek, są wyspy ze zwierzakami, które można zwiedzać również z łodzi.
Jakie wrażenia? Drogo. Początek słaby, kozy, owce, nutria w otoczeniu niby bajkowych postaci.
Córka z daleka zagląda do pokoju z postacią baby Jagi i Jasia.
Trochę strasznie to wygląda, a gdy jeszcze odwiedzicie to w tak ponury dzień...

Są żubry, śmierdzący dzik ;), różne ptactwo, surikatki, ale najlepsze co mogło być to plac zabaw :)
Plus taki, że obok placu jest kawiarnia i o dziwo nie płatne toalety.
Wyspy są najciekawsze. Można obejrzeć różne małpy oraz lemury:
;)



Są strusie, nandu, emu, są: zebra, antylopa gnu, lamy. Ta część jest ciekawa, choć długa, córa w połowie chce zawracać, czy też nagle zachciała płynąć łódką, oczywiście wcześniej tego nie chciała.
Mnie cieszy złapanie w kadrze zimorodka niebieskiego:
Oczywiście zdjęcie powiększone i przycięte.

Oczywiście buzia się uśmiecha, bo na koniec jest jazda na barana :)

Po zjedzeniu obiadu w barze mlecznym w Słupsku, wracając postanawiamy odwiedzić wieś, w którym znajduje się Muzeum Kultury Ludowej Pomorza w Swołowie.
Jest poniedziałek, więc muzeum jako takie nie jest otwarte, ale można za to za darmo zwiedzić Zagrodę Albrechta:





Przedstawia ona przykład typowej zagrody czworobocznej zamożnego chłopa występujące na pomorzu w XIX i XX wieku. Więcej można przeczytać na stronie Muzeum.

Po zwiedzeniu idziemy się przejść po wsi. To właśnie jadąc na urlop przez nią przejeżdżamy po kocich łbach:


Wieczorem jeszcze udaje mi się w końcu zmobilizować na wyjście na plaże na zachód słońca:


Sam Jarosławiec to dość spokojna miejscowość. Poza sezonem liczy ok 400stu mieszańców.
Choć w ostatnie parę dni to też ćwiczenia na poligonie wojskowym, które się objawiają w tąpnięciach wybuchów.
Drogi prowadzące do Jarosławca są średniej jakości, co zachęca do spokojnej jazdy, dzięki której można podziwiać ładne okolice.
Płytowa droga biegnąca na zachód.

Kilka zdjęć z Jarosławca:


 
 
 
  
   

Jedną z atrakcji w Jarosławcu jest latarnia morska, mająca wysokość wieży 33,3 i zasięg 22 mile morskie tj 42km:

Wieża posiada 122 schody:

Widok z niej to oczywiście na Jarosławiec, ale sama wieś leży na klifach dochodzących do 45m wysokości, więc widok jest spory. ( zdjęcia z latarni morskiej.)


dziękuje :)

Komentarze