Majówkowy Beskid Żywiecki i ciut zagranicy

Majówka święto grilla, postawiamy spędzić w naszej bazie. To znaczy ja jak zwykle z doskoku, ale zawsze jakąś kiełbasę zjem, na góry się popatrzę zanim na drugiego będę musiał wrócić do domu i pracy. Może nawet na jakiś spacer się przejdę/dziemy.

W środę po pracy pakujemy się i jedziemy na noc, by następnego dnia obudzić się już w górskim otoczeniu.
Rano podczas rozwleczonego śniadania pada pytanie gdzie mogę zabrać powiększoną rodzinę - tak by nie było za ciężko, ale coś można było zobaczyć. 
Pada na Smerkówkę.  
Nasz spacer rozpoczynamy od strony przysiółka Koszarki i na początek czeka nas krótkie ale treściwe podejście. Smerkówka to grzbiet ciągnący się od Smerkowa Wielkiego aż do górnych granic Ujsoł, gdzie za Brejówką opada do potoku Glinka, która łączy się ze strumieniem spływającym od Soblówki. Podejście jest tak ciężkie, że nawet psiak wchodzi bokiem 😁. Za to momentalnie robi się widokowo:

W końcu po krótkiej chwili docieramy do grzbietu, tu będzie płasko. Wiedzie nim żółty szlak Krawców W - Przełęcz Przysłop:

Oczywiście żona informuje szwagra z żoną, że moje "już za chwilę", "tylko jeszcze jeden zakręt" to dobra ściema 😂 ale tym razem jednak nie używam tych odpowiedzi 😉. Nie jesteśmy wysoko, ale jest stąd fajny widok na dwie strony. Pierwszy za plecami to widok na Krawców Wierch z Jaworzyną:

Przed nami droga, oraz panorama w stronę Rycerzowej Małej, skąd w lutym z Markiem podziwialiśmy widoki na Beskid Żywiecki, to widok w drugą stronę:

Jest tu ławka choć nie z tych modnych, przerośniętych, choć też całkiem spora. Jest z niej całkiem fajny widok na Muńcuł:

Rzucam szybko okiem aparatu na Jureczkę:

i ruszamy dalej. Mijamy domostwa - gospodarstwa stojące tu od dawna, domki letniskowe, oraz nową zabudowę, w tym jedną całkiem sporą posiadłość. Z pięknym widokiem...
Wchodzimy w mały las. Tu też widać wiosnę:

Las mija szybko, wychodzimy na kolejną polanę gdzie ktoś rozbudowuję domostwo. Droga z leśnej zmienia się w nawierzchnię z tłucznia, który szybko przechodzi w asfalt. Wiosna!


Docieramy do przysiółka Młynarzowa, gdzie szlak żółty schodzi do Soblówki, a my idziemy jeszcze dalej. Choć tak na prawdę to powoli zaczynamy szukać ścieżki, którą to będzie można zejść do drogi nad potok Smerkówka Wielka. Bo nikt nie chcę wracać po swoich śladach - zuchy!
Na łąkach tutaj robi się widokowo - kto podchodził, albo schodził Świtkową, to może popodziwiać ten stok:

Smerków Wielki:

Parę lat temu pociągnąłem dalej i przez Smerków Wielki wróciłem stokówkami na bazę, dziś jednak wracamy - miał być krótki spacer.
Tu postanawiamy spróbować dojść do jakiejś ścieżki. Przez łąki z widoki niczym z kanady:

docieramy do lasu i wschodzimy szukać ścieżki. 

Jest!:

Ledwo widoczna (możliwe, że w mojej głowie), biegnąca dość stromo w stronę dnia doliny. Dość szybko schodzę, tym bardziej, że dostaje polecenie od żony abym jak najszybciej znikał (miało nie być chaszczy)...
Przechodzę przez strumień, jedną stopą wpadając do wody. Uratowani 😂


Teraz tylko dojść do auta i wrócić na bazę. Wszyscy zadowoleni. No poza żoną 😉

Tam koszenie trawy, a potem grill, a potem ja wracam do domu.
W piątek po pracy wracam. Mam graty i plan na wycieczkę w góry, ale cała rodzina ku radości żony stwierdza, że jedziemy na Słowacje na obiad (odpocząć od grilla 😂). 

Jedziemy do miejscowości Orawskie Podzamcze. Mijamy przełęcz Glinka, gdzie stoi pełno aut. W mijanych wsiach stoją słupy moja, jest piękna słoneczna pogoda. Na przełęczy Przysłop na zjeździe wita nas piękny widok na Wielkiego Chocza.
Po chwili zjazdu docieramy do wsi i jedziemy na parking nad rzekę Orawę. Mijamy sporą kolejkę do kasy od zamku - widać, że są tu tłumy. Co drugie auto jest z Polski. Biletów na zamek nie kupujemy, bo nie chcę nam się stać i chodzić w tłumie, do tego jesteśmy z psiakiem, a z nim nie wejdziemy do wnętrz, więc zwiedzanie odkładamy na jakiś spokojniejszy termin.

 Okazuje się, że otwarta jest brama, więc choć zajrzymy do środka. Oj warto tu w końcu podjechać na zwiedzanie. Podoba mi się.



Wracamy. Postanawiamy zrobić krótki spacer. Idziemy wzdłuż zamku, mijamy cmentarz z widokiem w kierunku Przełęczy Przysłop i wracamy do wsi.

We wsi podążamy ku jej centrum. Podziwiamy widok na zamek:


Jak zwykle robi on wrażenie.
Zamek powstał najprawdopodobniej po najeździe tatarskim w 1241 roku. Stoi on 112 metrów nad lustrem Orawy. Składa się z trzech kompleksów - zamek górny, średni i dolny. 
Sama wieś nigdy nie była miastem, ale jest uznawana za jedną z najstarszych na Orawie. 
Robię kilka zdjęć zabudowy wsi, której zabytkowe budynki są w większości zbudowana w stylu klasycystycznym:

budynek prefektury komposesoratu orawskiego - powstały w stylu barokowym, ale z przebudowaną elewacją w stylu klasycystycznym z 1797 roku 

Budynki Muzeum Orawskiego - po prawej renesansowy budynek uznany za najstarszy we wsi z 1647 roku, wraz z stojącym słupem moje na centralnej wysepce obok pomnika Pomnik P.O. Hviezdoslava:

Na końcu placu stoi klasycystyczny kościół św. Jana Nepomucena z 1831 roku:

Dziewczyny idą na straganiki, ja z szwagrem na piwo, niestety jest tylko bezalkoholowy radler, bardzo kiepski ale mokry. Następnie jemy tu obiad. Są pizze (oj słabizna), nugetsy a ja tradycyjnie wcinam Smažený sýr. A potem wracamy na bazę, po drodze robiąc zakupy.
Wieczorem zgodnie z prognozami nawiedza nas burza. A w niedzielę wracamy do domu...majówka się kończy.


Komentarze