Drugi z trzech dni w Górach Orlickich - ku Bystrzyckim Górom
Wstaje drugi dzień - ten najbardziej ambitny. W planach mam pod 30km wędrówki i tylko mam zgryz dotyczący gdzie dziś nocować. Ale tym to się później będę martwił. Plany są dwa, a nawet trzy, choć ta trzecia wersja spowoduje również dłuższą wędrówkę jutro do auta. Wolałbym jednak mieć podobną odległość do tej z piątku. Gorzej, że wcześniejsze prognozy (te sprzed wyjazdu) mocno przyśpieszyły i burze z niedzieli przeszły na sobotnie popołudnie.
Na razie jednak stoję na wieży o czekam na wschód słońca. Niebo różowieje ale...nie po tej stronie co miało (w mojej głowie). Jest chłodno a ja wlazłem w samej koszulce i brak polara mi nieco doskwiera, ale nie chce mi się po niego schodzić. Bo choć słońca póki co nie widać, to może w każdej chwili w końcu wychylić. W dolinach widać mgiełki. Myślę, że sam wschód pewnie nie będzie jakiś szałowy, ale te mgły mogą uratować moje niewyspanie 😉i po chwili jest - wstało!
Znika w końcu a ja stwierdzam, że chyba siedzieć tu dłużej nie warto, tym bardziej, że jest mi już dość chłodno. Schodzę.
Zagrzebuję się w śpiworze i usypiam.
Ok 7mej budzi mnie syk maszynki i głosy. Nowi turyści dotarli pod wieżę i robią sobie posiłek. To też wstaje i biorę się za szykowanie śniadania.
Patrząc na rozgardiasz jaki zrobiłem, zastanawiam się ile potrwa pakowanie tego bajzlu. Jednak poszło szybciej niż myślałem i finalnie przed ósmą zbieram się w drogę.
Wieża, oraz jakieś ruiny - może to podmurówka dawnego schroniska ? zbudowanego w latach 1882-83 jako gospoda, którą następnie rozbudowano by już w 1884 roku przyjmowała gości na noclegi w dwóch izbach mieszkalnych. (Doczytując później dowiaduje się, że przed II Wojną Światową w okolicy było jeszcze kilka schronisk - tu odsyłam do postu na Wikipedii). Po wojnie wszystkie budynki niszczały i ostatecznie dziś nie ma po nich śladu.
Przechodzę obok pomnika, stojącego na szczycie i schodzę na ścieżkę po stronie czeskiej. Stoi tu wiata i zaglądam do niej, ale nie chce przeszkadzać dwójce turystów, więc ruszam na grzbiet gdzie już wcześniej byłem.
Szlak biegnie po szutrowej drodze. Idzie się spokojnie. Zbaczam tylko zobaczyć co widać w prześwitach, oraz ku Prameniště Bělé. Widoki są ograniczone, a ścieżka wiedzie na podmokły teren, więc nie tracę tu czasu tylko ruszam dalej. Droga wiedzie prosto jak strzelił. Mijając jeden z zaznaczonych na mapie strumieni, w którym coś cieknie, nabieram wody do bukłaka. Z moich zapasów pozostało już mniej niż litr, więc do przegotowania się ewentualnie nada. Nieco się też opłukuje.
Docieram do obszaru ochronnego Bukačka. Mijam ogrodzenie, za które zaglądam ale nie dostrzegam co ono ma chronić, ale wygląda porządnie. Czuję tu też coraz bardziej intensywny zapach czosnku! To pachną całe łany czosnku niedźwiedziego - od razu robię się głodny!
Szlak biegnie po szutrowej drodze. Idzie się spokojnie. Zbaczam tylko zobaczyć co widać w prześwitach, oraz ku Prameniště Bělé. Widoki są ograniczone, a ścieżka wiedzie na podmokły teren, więc nie tracę tu czasu tylko ruszam dalej. Droga wiedzie prosto jak strzelił. Mijając jeden z zaznaczonych na mapie strumieni, w którym coś cieknie, nabieram wody do bukłaka. Z moich zapasów pozostało już mniej niż litr, więc do przegotowania się ewentualnie nada. Nieco się też opłukuje.
Docieram do obszaru ochronnego Bukačka. Mijam ogrodzenie, za które zaglądam ale nie dostrzegam co ono ma chronić, ale wygląda porządnie. Czuję tu też coraz bardziej intensywny zapach czosnku! To pachną całe łany czosnku niedźwiedziego - od razu robię się głodny!
Niżej docieram do podmokłych łąk. Są ogrodzone, oraz wiszą informacje o zakazie wejścia, również po polsku - pięknie tu!
Teraz czeka mnie lekkie podejście - piękną drogą i docieram do okolic szczytu Šerlicha, czyli tu gdzie spacerowaliśmy z moimi dziewczynami.
Kupuje piwo, wodę, myję zęby i nabieram wody z kranu. No i ruszam dalej.
Poniżej schroniska widzę mój cel - to Wielka Desztna (Velká Deštná), ten szczyt z prawej, w głębi:
Przełęcz Šerlich, z autobusami dojeżdżającymi tu z dołu, niektóre mają przyczepy na rowery, zostawiam za sobą. Od tej chwili skończy się spokój i cisza.
Skończy się również cień, a zacznie asfalt. Droga wiedzie wśród drzew, ale droga jest na tyle szeroka, że cienia nie uświadczysz. Widoków też nie. Coś tam pojawia się dopiero w pobliżu szczytu, ale nie chcę mi się przekładać obiektywu ani wyciągać aparatu. Idę sprawnie, bufet w Utulni pod Wielką Desztną mijam zerkając na cenę piw (pilzner 50 koron) i zostawiam za sobą tłum ludzi. Po chwili docieram do wieży:
Wieży, która stoi na szczycie. Jestem na najwyższym szczycie pasma - 1116 m.
Poniżej schroniska widzę mój cel - to Wielka Desztna (Velká Deštná), ten szczyt z prawej, w głębi:
Przełęcz Šerlich, z autobusami dojeżdżającymi tu z dołu, niektóre mają przyczepy na rowery, zostawiam za sobą. Od tej chwili skończy się spokój i cisza.
Wieży, która stoi na szczycie. Jestem na najwyższym szczycie pasma - 1116 m.
Od 2019 roku stoi tu charakterystyczna wieża - jakby zrobiona z zapałek, a przynajmniej z daleka tak wygląda.
Zostawiam plecak i ruszam na górę. Wieża ma podesty i schody zrobione z kratownic, a na ostatni poziom wchodzi się po spiralnych schodach. Ludzi tu całkiem sporo.
Oto jakie widoki mamy z góry.
W kierunku północnym - na Orlicę:
Na zachód na osadę Deštné v Orlických horách leżącą pod Špičákami, skąd właśnie dojeżdża droga na przełęcz.
Na zachód na osadę Deštné v Orlických horách leżącą pod Špičákami, skąd właśnie dojeżdża droga na przełęcz.
Oraz widok ku południowemu wschodowi gdzie dalej ciągną się, już w całości w Czechach Góry Orlickie:
To jest coś co lubię. Przestrzeń, góry na horyzoncie i lasy!
Schodzę i siadam w cieniu odpoczywając. Próbowałem coś podrzemać, ale latające muchy nie pozwalają mi usnąć, więc po kilkudziesięciu minutach odpoczynku ruszam w dalszą drogę. Niestety w sam najgorszy upał. Dalej czerwonym szlakiem. Odpuszczam szukanie stojącego tuż obok rozdroża jednego z bunkrów - przez Góry Orlickie przebiega linia czeskich umocnień z lat trzydziestych. Ja ruszam dalszą drogą asfaltową, w dół. Miałem nadzieję, że tu będzie więcej cienia ale ten jest w kratkę:
Schodzę i siadam w cieniu odpoczywając. Próbowałem coś podrzemać, ale latające muchy nie pozwalają mi usnąć, więc po kilkudziesięciu minutach odpoczynku ruszam w dalszą drogę. Niestety w sam najgorszy upał. Dalej czerwonym szlakiem. Odpuszczam szukanie stojącego tuż obok rozdroża jednego z bunkrów - przez Góry Orlickie przebiega linia czeskich umocnień z lat trzydziestych. Ja ruszam dalszą drogą asfaltową, w dół. Miałem nadzieję, że tu będzie więcej cienia ale ten jest w kratkę:
i schodzę na parking na przełęczy (?) pod Homole, skąd odbijam w stronę wsi Orlické Záhoří. Początek zejścia dość ostry daje mi popalić i tu zaczynam czuć zmęczenie, plecak robi się bardzo ciężki. Marzę o wodzie, o kąpieli. Liczę, że może uda się opłukać w strumieniu, który płynie obok ścieżki.
Widać mój cel:
Gdy schodzę robi się okropny zaduch. Po chwili już wiem co to oznacza, bo słyszę też grzmoty. Burza miała być w okolicy godziny 18 a nie bliżej południa (jest ok 13). No ale prognozy swoje, a przyroda - burza swoje. Strumień płynie całkiem wartko, ale raz, że jest zarośnięty więc wolę w to zielsko nie włazić (kleszcze) a dwa teraz to chcę jak najszybciej zejść w dół, aby zdążyć przed burzą. Może uda się schować na przystanku, może będzie jakaś knajpa?
Gdy schodzę robi się okropny zaduch. Po chwili już wiem co to oznacza, bo słyszę też grzmoty. Burza miała być w okolicy godziny 18 a nie bliżej południa (jest ok 13). No ale prognozy swoje, a przyroda - burza swoje. Strumień płynie całkiem wartko, ale raz, że jest zarośnięty więc wolę w to zielsko nie włazić (kleszcze) a dwa teraz to chcę jak najszybciej zejść w dół, aby zdążyć przed burzą. Może uda się schować na przystanku, może będzie jakaś knajpa?
Gdy wychodzę z lasu mocno zmęczony to widzę piękne łąki:
oraz burzę nad Górami Bystrzyckimi:
Więc zwieram szyki, tym bardziej, że minąłem tabliczkę - Restauracja 500m. Miałem plan by może w okolicy Orlicy zjeść danie liofilizowane, ale zimnego picia to nie odmówię!
Więc zwieram szyki, tym bardziej, że minąłem tabliczkę - Restauracja 500m. Miałem plan by może w okolicy Orlicy zjeść danie liofilizowane, ale zimnego picia to nie odmówię!
Za mną niebo jest ładne, do tego widoki są przepiękne:
Do restauracji jednak ledwo dochodzę. Jestem dosłownie wypluty. Teraz trapi mnie zmartwienie - czy będzie można płacić złotówkami? Albo kartą? Można. To wjeżdża piwo. A potem wyprażany ser. Tego to nawet dwie porcje, taki głodny się okazałem. Ser dobry!
Do restauracji jednak ledwo dochodzę. Jestem dosłownie wypluty. Teraz trapi mnie zmartwienie - czy będzie można płacić złotówkami? Albo kartą? Można. To wjeżdża piwo. A potem wyprażany ser. Tego to nawet dwie porcje, taki głodny się okazałem. Ser dobry!
Odpoczywam patrząc jak goście hotelowi (restauracja jest na dole hotelu) kąpią się w basenie, na tle gór. Super to wygląda...o jak bym tam wskoczył!
Odetchnąwszy, najedzony i napojony ruszam po jakimś czasie dalej. Mijam kościół z wyremontowanym frontem, oraz pomnik poświęcony żołnierzom I WŚ:
Kościół zbudowany w latach 1754-63.
Obok cmentarz, a pomnik poległych w I WŚ ma dość ciekawą wygląd, naboi:
Docieram do mostu granicznego - w końcu będę mógł się opłukać z potu!
Po kąpieli ruszam dalej już po Polskiej stronie. Pierwotnie miałem rozpocząć podejście żółtym szlakiem ku przełęczy Spalonej, by odbić na GSS w stronę Duszników, ale stwierdzam w między czasie, że nie mam sił podchodzić pod górę, więc drogą dotrę do upatrzonego parkingu, gdzie odpocznę i przenocuje. Ruszam drogą, jakby było mi dziś mało asfaltu...
Mijam kościół w Mostowicach, z 1780roku, obok którego stoi pomnik poległych w I WŚ:
Potem przechodzę obo zamkniętego Hotelu Korona i...mam spadek cukru. Wracam więc by usiąść na marmurowych schodach i w cieniu się dosładzam, oraz odpoczywam. Kilka razy odpływam. Głowa mi kilka razy opada, co mnie budzi.
Po jakimś czasie ruszam dalej. Powoli człapię przed siebie. W końcu docieram do rozdroża gdzie zajmuję przystanek. Zrzucam plecak. Jestem wykończony. Te 2km, oraz wcześniejszy spadek cukru mi totalnie wyssały siły. Siadam na ławce, po chwili się kładę i odpoczywam. Dawno tak źle się nie czułem. Piszę żonie, pierwszy raz w swojej historii, że mam dość. Mam kryzys.
W między czasie nad górami niebo ciemnieje i znowu zaczyna grzmieć. Leżę i myślę co robić.
Po godzinie wstaje - robię kilka zdjęć - bo jest tu bardzo ładnie, niczym w Bieszczadach:
i odpalam prognozę pogody. Na dziś, na noc i niedzielę zapowiadane się burze. To rozwala mi plan spania w lesie w hamaku. Czy na parkingu znajdę miejsce? A jutro iść w burzy, w lesie?
i odpalam prognozę pogody. Na dziś, na noc i niedzielę zapowiadane się burze. To rozwala mi plan spania w lesie w hamaku. Czy na parkingu znajdę miejsce? A jutro iść w burzy, w lesie?
Zostawiam mój przystanek i ruszam, o dziwo całkiem wypoczęty.
Ale nieco przyłamany. Że znów plany nie zrealizuje, że dziś tak mało przeszedłem (myślałem, że mam zrobione 15km - w rzeczywistości wyszło ok 23). Postanawiam choć podejść do Lasówki, którą chciałem zobaczyć.
Ale nieco przyłamany. Że znów plany nie zrealizuje, że dziś tak mało przeszedłem (myślałem, że mam zrobione 15km - w rzeczywistości wyszło ok 23). Postanawiam choć podejść do Lasówki, którą chciałem zobaczyć.
Po drodze robię zdjęcie, już z Lasówki na Góry Orlickie:
Nie jest to dokładnie to co chciałem zatrzymać w kadrze, ale jestem zadowolony. Jest tu na prawdę ładnie.
Podejmuje decyzję - łapę stopa do Duszników i wracam do domu. Pierwsze auto mnie mija, ale kolejne jadące po kilku minutach się zatrzymuje. Chłopak robi Koronę Gór Polskich, wraca z Jagodnej do Duszników-Zdrój mnie zabiera.
Podejmuje decyzję - łapę stopa do Duszników i wracam do domu. Pierwsze auto mnie mija, ale kolejne jadące po kilku minutach się zatrzymuje. Chłopak robi Koronę Gór Polskich, wraca z Jagodnej do Duszników-Zdrój mnie zabiera.
Zostaje podrzucony pod samo auto, spędzając na fajnej rozmowie o górach te kilkanaście minut.
Dzięki wielkie! Żegnamy się i wsiadam do auta. Ruszam. Nad miastem jest dosłownie granatowo i kilka minut po starcie, za Szczytną łapie mnie deszcz. Do Kłodzka wjeżdżam już w konkretnej ulewie. A wjazd na Przełęcz Kłodzką to jak z horroru. Przede mną walą błyskawice, na drodze leży sporo gałęzi, a czasami droga zamienia się w strumień. W Złotym Stoku zaczyna padać grad, a deszcz tak mocno pada, że zastanawiam się czy tego nie przeczekać bo widoczność spada do minimum. Jednak przed Paczkowem deszcz ustaje, więc zatrzymuję się na stacji by kupić kawę (ziewam okrutnie, więc aby dojechać do domu muszę się napić). Gdy wracam do auta widzę jak za mną podąża zlewa, dosłownie ściana wody leci z nieba:
Wsiadam i ruszam. Myśli po przejechaniu tej drogi w tą ulewę mam takie, że podjąłem słuszną decyzję. Nie wyobrażam sobie być podczas tego armagedonu w lesie.
Następnego dnia po przebudzeniu widząc za oknem błękit żałuje trochę, ale zaduch w południe utwierdza mnie w przekonaniu, że nie ma czego żałować. Później czytam na stronie GOPRu Karkonoskiego, że w Górach Izerskich kobietę piorun poraził - tuż obok schroniska Orle.
Do domu przywiozłem też kleszcza, się dziad pod kolanem schował...
Gdy w sobotę wieczorem sprawdzam trasę - widzę, że wyszło całkiem ładne 23km - o 5 mniej, ale jak na upał z ciężkim plecakiem to i tak dobrze. planowanych.
Trzeciego postu więc nie będzie. Przepraszam za tytuł 😉
Co sądzę po tym wyjeździe o Orlickich Górach? Małe, ale całkiem fajne góry. Mnie urzekły świerkowe lasy, które oczywiście nie są naturalnym drzewostanem, ale to takie lasy pamiętam z pierwszych wycieczek w dzieciństwie. Widoki są, głównie z wież i te są naprawdę fajne, trochę widoków jest w okolicach schroniska Masarykowa Ch. Część polska dużo (dla mnie) fajniejsza niż czeska. No cóż tego w czeskich górach nie lubię - dróg zamiast ścieżek. Ciekawi mnie jeszcze północny rejon, więc kiedyś może jeszcze tu wrócę. Na pewno muszę wrócić w Bystrzyckie.






































.jpeg)
Komentarze
Prześlij komentarz