Ferrari czyli Italia 2026

Po roku czasu, w maju znów miałem wyjazd służbowy do kraju pięknej motoryzacji, wybornych win, pysznego jedzenia oraz ciekawej i bogatej architektury. Czyli do Włoch. 
Udało się również pospacerować po Modenie i Bolonii i o tym będzie kilka słów.
Z deszczowej Polski przenosimy się do Włoch, gdzie wita nas słońce. I ciepło 😀 - fajowo!
Następnego dnia po obowiązkach mamy nieco popołudnia wolnego, więc postanawiamy podjechać do Modeny, do której rok temu zajrzeliśmy ale przez upały zamiast zwiedzać, chłodziłem się zimnymi napojami w cieniu. W tym roku wylot był w maju, więc było nieco chłodniej, ale dużo cieplej niż w kraju. No to ruszamy zwiedzać okolice starego miasta a jest co tu zwiedzać.
Miasto swe początki miało w starożytności, o czym świadczą odnajdywane artefakty w okolicy. W II wieku przed naszą erą mieszkańcy poparli Hannibala w trakcie wojny Kartaginy z Rzymem. W  późniejszych latach niszczone podczas różnych wojen, opuszczone przed powodziami, odrodziło się pod koniec IX wieku, gdy została ustanowiona stolicą biskupów. 
Minibus wyrzuca nas pod kościołem Chiesa Parrocchiale di Sant'Agostino i to od niego zaczniemy nasze zwiedzanie. Z zewnątrz szary budynek olśniewa po wejściu. 

Cisza, przyjemny chłód. Niesamowite wrażenie robią bogato zdobione wnętrza, ogromne kolumny, pięknie zdobiony sufit. 

Następnie ruszamy uliczkami ku Piazza Grande, czyli Wielkiemu Placu.  

Mijamy kolejne uliczki, rozdzielające kamienice w kolorze terakoty. Mijamy placyk, na którego skraju stoi kolejny kościół i w końcu po chwili spokojnego spaceru docieramy pod Katedrę w Modenie, mieszczącą się przy Piazza Grande:

Katedrę wybudowano na miejscu, w którym stał kościół zbudowany w V wieku. Kolejną budowlę z IX wieku rozebrano, gdyż groziła zawaleniem. Kamień węgielny pod budowlę położono 9 czerwca 1099 roku, a budowa trwała do 20lat XIV wieku. 
Wstępujemy w jej wnętrza. 


Wita nas cisza, o której wspominają tabliczki. Znów wysokie kolumny z dużą przestrzenią robią wrażenie. Ale też pogłębia je jakaś surowość wnętrza, którą podkreśla mrok, wraz z promieniami słonecznymi, które oświetlają część wnętrza:


Po krótkiej chwili wychodzimy i ruszamy na dalszy spacer. Rzut oka na kolejny kościół:

i obchodzimy wokół katedrę.

Zanim usiądziemy na aperola spacerujemy uliczkami oglądając kolorowe arkady.


Kolejnego dnia jedziemy do Maranello gdzie znajduje się Muzeum Ferrari. 

Zwiedzamy je, podziwiając auta z różnego okresu. Były nowe modele, były bolidy z formuły; był nawet SUV (brzydkiiiiii), ale najbardziej wrażenia robiły modele z poprzedniego wieku. 

piękny ferrari 275 GTB



ferrari 288 gto evoluzione


bolidy F1

i inne nowsze auta



ferrari 500 trc 




166 berlinetta vignale


pierwsze auto -ferrari 125 sport
ferrari 375 plus


Różne detale, wnętrza zachwycały:



Czy się podobało? Niech ta mina sama za siebie odpowie:

Po zwiedzaniu muzeum jedziemy do kolejnego, muzeum octu balsamicznego (ACETAIA LEONARDI FORMIGINE) gdzie można wysłuchać historii, zakupić wszelakie łakocie, alkohole czy różna makarony. 
Po obiedzie ruszamy do Bolonii, na którą mamy 4 godziny wolnego czasu, ponieważ wylot mamy przed 23. Wysiadamy pod dworcem kolejowym i ruszamy na spacer.

Bolonia również ma sporą historię. Założona w VI wieku przed naszą erą. Czas na spacer. 
Przechodzimy przez drogę i obok bramy Galliera (pôrta d Galîra) wkraczamy w uliczki.

Miasto rowerów:

Plac Augusta VIII:

Ogród Montagnola, jeden z najstarszych parków mnie nie zachwycił. Ruszamy dalej:

Dochodzimy do jednego z kanałów, gdzie czeka kolejka do okienka przy Finestrella di Via Piella, więc wpierw podziwiamy widok z drugiej strony uliczki:

by jak się zluzuje, spojrzeć, jak to piszą na ikoniczny widok przez to okienko:


Ładnie. Więc idziemy na widoczny w oddali most, gdzie na kratach wiszą kłódki:
i nasza grupa 😊

Następnie mijamy Bazylikę San Martino i docieramy pod pałac Palazzo Re Enzo

stojący przy ulicy Via Rizzoli:

Za nim przy centralnym placu (Piazza Maggiore) stoi Pałac Accursio (Palazzo d'Accursio), który obecnie pełni rolę ratusza (dawniej również mieścił główne urzędy administracyjne miasta):

 oraz Bazylika św. Petroniusza:

Budowę rozpoczęto w 1390 roku i do dziś nie została ukończona. Jest to siódmy co do wielkości kościół w Europie, czwartą we Włoszech (wliczając bazylikę św. Piotra w Watykanie) i przez jej rozmiary budowlę przerwaną w 1479 roku wobec sprzeciwu papieża, by nie zagroziła rozmiarom kościoła w Watykanie. Oj robi wrażenie i wielkością i właśnie remontowanej. 
Przechodzimy obok niej, by zasiąść na kawie na Placu Galvani (Piazza Luigi Galvani).
W trakcie przerwy widzimy jak drogą, którą przyszliśmy tutaj blokuj policja. Zaciekawieni obserwujemy o co chodzi. Okazuje się, że trafiliśmy na procesję Matki Bożej z San Luca, kiedy to ikona wędruje w procesji. 



Gdy po chwili procesja nas mija, powoli się zbieramy. Czas na zakupy pamiątek, oraz aby coś zjeść przed wylotem. Zaglądamy jednak na podwórze w arkadach:

Jest to dziedziniec Biblioteki Miejskiej Archiginnasio, w której są zgromadzone zbiory - cytat z Wikipedii:
Jest to największa biblioteka w regionie Emilia-Romania , licząca około 850 000 tomów i broszur, 2500 inkunabułów, 15 000 wydań z XVI wieku, 8500 rękopisów, a także listy, zbiory autografów, druków i rysunków oraz 250 archiwów. Biblioteka posiada również dział liczący 7500 czasopism.



Następnie kierujemy się ku wieżom, które wcześniej widzieliśmy Asinella i Garisenda.

Wieża Asinella wysoka na 97,2 m, to jedna z wielu wież mieszkalnych jakie były budowane XII-XIII wieku, jako budowle obronne. Mogło ich wtedy stać od 80 do 180. Wieże budowane były w okresie ciągłych wojen. Z racji ciasnoty ciężko było w nich mieszkać, więc pełniły one rolę skarbców, oraz zapasów na krótkie oblężenie. Z czasem zaczęły pełnić funkcję reprezentacyjną, jako świadectwo rodów.
Dziś pozostało ok 20stu wież.

Powoli szukamy jakiegoś miejsca na posiłek. Rzucam pomysłem aby może zjeść jakąś pizzę. Szukamy więc lokalu, oglądając wysokie, dwu piętrowe arkady:
 

W jednej z uliczek znajdujemy małą pizzerię. Każdy coś sobie zamawia. Ja domawiając picie dostaję krótką naukę włoskiego - że fanta to ona, a więc nie mogę mówić uno tylko una 😁


Najedzeni ruszamy pod dworzec, skąd docieramy na lotnisko.
A tam czekamy na opóźniony samolot, w którym następnie słyszmy prośby pilota by sprawnie zajmować miejsca, ponieważ musimy szybko być gotowi na odlot - bo jak nie to trzeba będzie czekać do rana. Na szczęście po ponad półgodzinnym oczekiwaniu odlatujemy i w środku nocy lądujemy w Balicach. Teraz tylko do domu...

Dziękuje świetnej ekipie, która towarzyszyła mi w tym wylocie - byliście rewelacyjni! 
To teraz czas na Hiszpanię 😁

Komentarze

Prześlij komentarz