W końcu się te france pokazały

Nowy rok się rozpoczął, więc czas na jakieś plany. Te jak zwykle kreślę nieco luźnie, od sztywnych planów jest praca, a góry mają być przyjemnością. W tym roku głównym planem jest po prostu korzystać z pogody. Dlatego na pierwszą wycieczkę w góry jadę dopiero na początku lutego - pierwszego lutego w niedzielę.  

Tradycyjnie z Markiem, więc jest tradycyjna kawa na stacji, by po chwili nietradycyjnie wjechać na płatny wyrób autostrado-podobnym, choć droga ta w niedzielny poranek jest przyjemnie pusta, więc na zwężkach nie ma korków. Pomykamy A-czwórką bo zależy nam by jak najszybciej dostać się pod szlak - wspólnie z Markiem ostatni raz byliśmy prawie rok temu na Rycerzowej i jesteśmy po prostu stęsknieni gór. 
Dziś realizujemy pierwszy z moich celów na bieżący rok - zabrać chłopaków poza "Nasze Beskidy" i dziś jedziemy w Gorce. (NB - czyli Beskid Śląski, Mały i Żywiecki).
Prognozy zapowiadały słońce i błękit z rana, stąd też pęd, by dotrzeć na najlepszą pogodę - może będą fajne widoki chwilę po wschodzie słońca? No i fajnie byłoby przejść się widokowym szlakiem, dlatego dwa dni przed wyjazdem podpytuje Sebastiana o najbardziej widokowy szlak na Turbacz - zdecydowanie poleca zielony, z Kowańca. Sebastian rekomenduję też odwiedzenie Hali Długiej, bądź Czoła Turbacza.
Dzięki nowej Zakopiance docieramy do celu kilka minut po dwugodzinnej podróży - zdecydowanie Gorce dołączają do "gór bliskich" czyli takich, w które dojedziemy w granicy dwóch godzin.
Na wysokości Lubonia Małego świat wokół się zmienia - drzewa są oklejone na biało - robi się ładnie, więc tym bardziej żałujemy, że widoki zasłania mgła/chmury. 
Gdy wysiadamy z auta rześkie górskie powietrze nas ścina - termometr w aucie pokazuje minus 11 stopni, ale odczuwalna chyba jest bliżej minus 20stki, więc nie ma co marudzić - czas ruszyć. Dawno nie czułem takiego mrozu...
Po wejściu w las, stwierdzamy, że czas założyć raczki. Tyle razy je nosiliśmy w plecaku i w końcu się przydadzą. Bo ścieżka jest oblodzona. Całkiem stromym podejściem się rozgrzewamy, bo nawet krótki postój na założenie raczków od razu dość mocno wychładza. W lesie idziemy w półmroku - słońce jeszcze nie wyszło, a jeśli nawet, to grube, szare chmury nad nami i tak je skrywa. Dopiero po wyjściu na pierwszą polanę widzimy pomarańczowe prześwity - czyli jednak słońce wstało!

Zjadamy po kanapce i ruszamy dalej. Krótka przerwa i znowu chłodno nam się zrobiło.
Ale wokół robi się coraz piękniej - zima w pełni! więc maszerujemy raźnie. Tym bardziej, że widzimy, iż słońce podświetla chmury i te przybierają różne kolory.

Wychodząc na kolejną polanę widzimy błękit na niebie, więc szybko się odwracam i...rozczarowanie. Widoków nie ma. To znaczy są, na biało szare mleko.

Ale i tak jest pięknie. Drzewa, przewody oblepione na biało, gdy tymczasem w mieście jest szaro i ponuro, po śniegu nie ma żadnego śladu. Docieramy do rozdroża pod Bukowiną Waksmundzką i tu mamy krótki prześwit widokowy. Widać skrawek Długiej Hali pod Turbaczem, gdy okoliczne góry giną pod warstwą waty:

Mijamy domostwo i możemy podziwiać smugi chmur przecinające zbocza po drugiej stronie doliny:

Cudo!
Chwila i znów wszystko chmury zasłoniły, do schroniska na Turbaczu pozostało nieco poniżej godziny, więc ruszamy:

Tylko, że po chwili między drzewami znowu widzimy, że te pasemka białego welonu robią kolejny spektakl więc znów go podziwiamy:



Mieliśmy nadzieję, że już będziemy iść bardziej po płaskim, ale niestety znowu trzeba się powspinać. Śmiejąc się z tego, klniemy na góry. Cóż wychodzi kilku miesięczna przerwa od gór...
Docieramy do polany Długie Młaki, gdzie dołącza żółty szlak, a my po chwili schodzimy ze szlaku i podchodzimy na szczyt Turbacza. Mgła, kikuty drzew i ostre podejście. Fajnie!

Na szczycie dalej otacza nas mgła, więc kilka zdjęć i ruszamy ku schronisku...

do którego mamy kilka minut:

O ile nad nami znów jest błękit, to widoków dalej brak - wszystko zakrywają chmury. Nieco zmęczeni, ruszamy do schroniska. Jest przed dziesiątą, więc stwierdzamy, że chwile przeczekamy te chmury, bo prognozy przecież mówiły, że ok południa ma być samo słońce!
Wszystkie stoły są zajęte, poza jednym - przy oknie, który zajmujemy. Oglądamy menu i stwierdzamy, że jednak jest za wcześnie na coś do jedzenia. Ale na piwo w górach zawsze pora jest dobra, więc popijamy je czekając na przejaśnienia. Dla mnie to pierwszy alkohol w 2026 roku.  

W sali jest ciepło, więc schniemy. Po godzinie zaczynamy głodnieć, więc zamawiamy po filecie z kurczaka. Wcinając jedzenie komentujemy ceny, choć niby już od dawna wiadomo, że niskie ceny to przeszłość. Dwie dychy za piwo, pięć za obiad...
Dochodzi południe, więc stwierdzamy, że warto się ruszyć. Skoro widoków nie ma, to się jeszcze kawałek przejdziemy na Halę Długą.
Schodzimy na dół, by nie ubierać się w pełnej sali. Wychodząc z ławki zabieramy najpierw swoje rzeczy, plecaki, bluzy i kurtki i zamierzam potem zabrać puste talerze, a paniusia, która się do nas dosiadła, "zwraca" nam uwagę, że po sobie trzeba sprzątać. Kuźwa nie zdążyłem położyć plecaka obok ławki pod słup a ta się już piekli. Odpowiadamy, że spokojnie - zawsze po sobie sprzątamy. Co za babsko!

Ubieram się pierwszy i wychodzę przed schronisko i...

i po zrobieniu zdjęcia lecę po Marka - wołam go - jazda na dwór! (nie na pole - tu pola nie ma żadnego 😛 ).

Są! W końcu są!


Widoki! 
Tu blokuje mi się obiektyw. Chwilę się z nim mocuje i w nim coś strzela...no i przestaje działać zoom...zakładam dłuższy teleobiektyw i podglądam Tatry z bliższa:

No dobra, nie będę się zajmował teraz popsutym obiektywem, zakładam szerszy i ruszamy na Długą Halę. Na polu namiotowym stoi kilka namiotów. Ciepłą noc mieli 😉

Schodzimy i podziwiamy widoki:

Między drzewami nad chmurami widać ostre zęby tatrzańskich szczytów:

więc ciekaw jestem co będzie widać z Hali. Póki co to na nią patrzymy:

No a z Hali rzeczywiście są przepiękne widoki na Tatry! Gdy tu byłem pierwszy raz, też je widziałem, ale zachmurzenie i słaba widoczność nie zrobiła wrażenia. Było wtedy ponuro, więc przez Halę przemknąłem i tyle.

Dziś jednak to co innego! Dziś jest widokowo! Marek rzuca - w końcu się te france pokazały! 😁 więc je trzeba popodziwiać:

Dziś też są chmury. Ale jesteśmy nad nimi więc Tatry pięknie się prezentują. To jest widok, który lubię!
Wysokie z Bielskimi pod nimi






I na większym zbliżeniu:

Gerlach!

Krywań zakryty chmurą, pod nim widać Orlą Perć, z prawej Świnica, z lewej Kozi Wierch z Wyżnią Kozią Przełęczą, a pod nim Zółta Turnia

Kasprowy z widocznym budynkiem obserwatorium

Giewont a nad nim Kopa Kondracka i na prawo reszta Czerwonych Wierchów - Małołączniak, Krzesanica i Ciemniak

Bystra

Starorobociański, Jakubina i Jarząbczy Wierch

Postanawiamy podejść pod Metysówkę, jedną z wielu bacówek, do której dziś nie mamy dostępu. 
Historia i kilka starych zdjęć można przeczytać tu. Niestety nie miałem okazji w niej przenocować...

Okrążamy ją i wracamy do schroniska. Widok Hali Długiej - z lewej Turbacz z polaną, u góry której stoi schronisko, z prawej widać Halę Turbacz z Czołem Turbacza:


Piękny widok między drzewami:

Docieramy znów pod schronisko. 

Chwila przerwy. Choć na ławkach, słońce tak grzeje, że jest nam nawet za ciepło.
Robię znów kilka zdjęć:



I ruszamy w dół. Tym razem już szlakiem. Planując trasę myślałem, by zrobić kółko i wrócić żółtym, ale widok chmur poniżej postanawia za nas. Nie ma co robić kółka - widoków i tak nie będzie. Zanim jednak wejdziemy w chmury, robimy ostatnie widokowe zdjęcia:



Chwilę później wchodzimy w mgłę. Świat wokół dalej jest piękny, choć nieco mroczniejszy, niż parę chwil wcześniej. No i robi się zimniej.

Czy zielony szlak z Kowańca na Turbacz jest najbardziej widokowym? Nie wiemy, bo widoków mieliśmy mało. Jest całkiem przyjemny, bo na początek daje w tyłek a potem to już się idzie. 
Na pewno widoki z Długiej Hali są super, choć i z pod samego schroniska nie są gorsze. 
Fajnie było doświadczyć jeszcze porządnej zimy. I oby to był dobry prognostyk na ten rok!

Cyferkowo - zrobiliśmy ok 16km, ok 680m przewyższeń - mapka.

Komentarze