Zimowe Izery

Na koniec pozostał krótki opis wycieczki, choć z duuużą ilością zdjęć.
Krótki, bo i wycieczka krótka, ale za to jakże treściwa widokowo.
A więc wjeżdżamy kolejką gondolową pod schronisko na Stogu Izerskim i...

Izery to góry, które mnie mocno urzekły podczas już pierwszych odwiedzin. Szukając informacji o nich można przeczytać, że to góry nie wysokie. Ja mogę powiedzieć, że dość płaskie, z szlakami wiodącymi prosto jak w mordę strzelił. Tak je zapamiętałem z pierwszej wizyty, więc bardzo się nie mogłem doczekać kolejnych odwiedzin.
A że Góry Izerskie leżą praktycznie na samym zachodnim krańcu kraju, czyli dość daleko (mam do nich najszybszą drogą ponad 300km), to na jednodniową wycieczkę jest to trochę za daleko. Przy dobrych warunkach mogę dotrzeć w nie w ok 4 godziny. No ale zimą 2026go roku, w końcu je znów odwiedzam. 
Po dojeździe do Świeradowa-Zdroju w śnieżycy tylko zacierałem ręce. Bo skoro w dolinie jest sporo śniegu, to tam wyżej musi być go o wiele więcej! 
Dodatkowo przez kolejne dwa dni po przyjeździe jeszcze dosypuje. Mamy przez to mniej widoków,  więc spędzamy wolny czas zwiedzając okolice. Jednak w czwartek i piątek prognozy zapowiadają słońce. My wybieramy czwartek, jako ten dzień na wycieczkę w góry. Plan? Wjechać kolejką na Stóg Izerski, skąd planujemy przejść się do wieży na Smerku (czes. Smrk).

Góry Izerskie to najbardziej na zachód wysunięte pasmo górskie w Polsce, w Sudetach Zachodnich. Góry nie wysokie, składają się z kilku grzbietów ciągnących się z północnego zachodu na południowy wschód, poprzedzielanymi dolinami, oraz spłaszczeniami.
Hala Izerska 
Dwa z tych grzbietów leżą na terenie Polski - Grzbiet Kamienicki i Wysoki Grzbiet z najwyższym szczytem Gór Izerskich - Wysoką Kopą (1126 m npm), kolejne leżą już na terenie Czech, zresztą większa część pasma górskiego znajduje się na terenie naszych sąsiadów (ok 60%).
Góry te charakteryzuje wyrównane linie grzbietowe i rozległe śródgórskie spłaszczenia (ja napisałem o tym - 'że są płaskie'). 
Mocno wybijają się dwa wzniesienia - Wysoki Kamień, oraz Stóg Izerski. 
Tak na prawdę patrząc na Góry Izerskie ze Świeradowa mamy wrażenie, że to całkiem spore góry. A to dlatego, że północne stoki są strome:


Podjeżdżamy pod dolną stację kolejki gondolowej, parkujemy na płatnym parkingu (40zł/doba) i kupujemy bilety góra-dół (74zł, ulgowy 64zł) i przechodzimy bramki. 
Kolejka pozwoli dostać się na wysokość 1060 metrów pokonując 2171 m długości i wynosząc nas o ponad 440 metrów wyżej. 
Powoli idziemy do przodu, gdy z boku facet zaczyna wpychać przed nas syna. Koniec końców wsiadamy razem do gondoli. Ta niestety z rana jest zamarznięta, więc żadnych widoków nie obejrzymy. Z górnej stacji wychodzimy, mało co nie zostawszy stratowani przez dzikusów z deskami (czyżby jazda na nartach odbierała rozum???), którzy byle szybciej lecą zakładać narty by zjechać w dół... Omijamy ich (miłości do tej grupy nie będzie u nas) i w końcu możemy podziwiać widoki! A jest co podziwiać - mamy dziś dobrą widoczność, choć horyzont zasnuty jest gęstymi chmurami.
Na szczęście to co najważniejsze widać - Karkonosze są widoczne jak na dłoni:
gondola na tle Karkonoszy!

Oglądamy uzdrowisko w dole i otaczające je góry:
w dole widać Świeradów-Zdrój - a z prawej okolice naszego hotelu leżącego w dolinie pod Kamienickim Grzbietem

Świeradów-Zdrój 

nad Zamkiem Chojnik (nad gondolą) widać Skalnik, najwyższy szczyt Rudaw Janowickich (lekko w lewo)

To Góry Olbrzymie, jak zwano dawniej Karkonosze przyciągają wzrok. Widać budynek RTON nad Śnieżnymi Kotłami, schronisko na Szrenicy, obok budynek górnej stacji kolei linowej przy Szrenickiej Skale:

W oddali widoczna Śnieżka:

Podchodzimy na taras pod schroniskiem i jeszcze raz oglądamy widoki, w sumie podobne do tych z przed chwili - tu skupiam się na małych wyspach wyglądających z morza chmur:
to Baraniec szczyt Gór Kaczawskich - 40km od nas

Spoglądamy na schronisko i ruszamy wyżej. Ruszamy bo tu jest bardzo mroźno! Więc nie ma co stać, na twarzy odczuwamy szczypanie mrozu, czas się poruszać. 
Schronisko zostało oddane do użytku w 1924 roku, w stylu łużycko-śląskim. Jadłem w nim obiad podczas drugiego dnia wędrówki po Izerach w 2017 roku i nie mam jakiś dobrych wspomnień, jedzenie przesolone, na sali ciemno. Stwierdzamy, że może wejdziemy do niego w drodze powrotnej. 

Schronisko pozostało za nami i od razu świat się zmienia! Piękna kraina zimy!

Wkraczamy w baśniowy świat!

Zanim podejdziemy te kilka minut pod szczyt, dostaje mi się od córki. Tak, mówiłeś płaskie góry, tak, wiedziałam, że nie można Ci ufać 😂 no tak podejście jest krótkie, ale idąc po świeżym śniegu maszeruję się średnio, no i troszkę podejścia jest... Ale dzięki temu szybko się rozgrzewamy mimo, że śnieg trzeszczy pod butami. Czy wspominałem, iż wokół jest pięknie? 
Mijamy wieżę przekaźnikową i teraz będzie lżej, bo rozpoczynamy zejście na Przełącz Łącznik. Będzie to płaskie.

Tryb marudy włączony 😉

Idąc i podziwiając białe bałwany wtem coś dostrzegam w oddali. Ooo - czas założyć na aparat teleobiektyw:

To Jeszted (cz. Ještěd), najwyższy szczyt Grzbietu Jesztedzkiego, czeskiego pasma górskiego, z charakterystyczną wieżą: 

Pierwszy raz go oglądam. 
Podczas poprzedniej wędrówki widoków za dużo to się nie naoglądałem, bo niebo zasłaniały ciemne chmury, więc poza wieczornymi widokami z pod dworca PKP Poręba Górna, gdzie zostawiałem auto, Wysokiego Kamienia, oraz porannego widoku spod wiaty obok Wysokiej Kopy, później oglądałem tylko bliskie widoki. 
Smrk z ciemnymi chmurami, 
pół godziny przed dotarciem do Chatki Górzystów deszcz z nich zaczął padać (2017r)

Dziś wędruje się o wiele przyjemniej. Świeży śnieg, który ostatnio napadał dodaje uroku. 

Na przełęcz Łącznik docieramy w miarę sprawnie. Jest tu krzyżówka szlaków, oraz stokówka. Jest też mała wiatka - dziś z białą czapą:

Zostawiamy ją za sobą i rozpoczynamy podejście. Ja gonię, bo chcę zdążyć przed chmurami, które wcześniej widzieliśmy nad Karkonoszami, dziewczyny zaś na mnie za to co chwilę burczą. Trochę podejścia, w sypkim śniegu trochę męczy. 
Ścieżka w śniegu jest wąska i mijając innych turystów trzeba schodzić w śnieg aby się minąć, więc gdy dochodzimy do granicy, dziewczyny zakładają stuptupy.  

Z granicy pozostało nam do celu 300 metrów. Ścieżka prowadzi prosto i sprawia wrażenie, że cel jest odległy, bo go nie widać. Powoli pojawiają się widoki:

Nie mam pojęcia co to może być i nawet nie próbuje szukać na mapie, to zostawiam sobie na czas pisania relacji. 
Teraz wiem, że to Elektrownia Turów. Kierunek na zachód, a wtedy byłem przekonany, że to na południe. Stawiałem na Czechy a to Polska (choć na zachód od nas, między górami a elektrownią w Polskę wbija się skrawek Czechów). Nagle za drzewem widzę wieżę. Po chwili odbija ku niej ścieżka.
Skręcam i po chwili na prawo jest nasz dzisiejszy cel - wieża na Smerku:

Dziewczyny są tuż za mną, więc wchodzę po krętych schodach:

wpierw na pierwszą platformę, skąd widoki są takie:

Extra! Pole śnieżnych postaci! Ruszam wyżej, na najwyższy poziom. Widoki są podobne, ale bardziej rozległe.
Jest moc! Przestrzeń! 

Widać spłaszczenie między Wysokim Grzbietem z lewej a grzbietem czeskim -Střední jizerský hřeben:
Widok mamy na: Sine Skałki (biała polana pierwsza z lewej), Wysoką Kopę, na prawo od niej widać Dolinę Izery z Halą Izerską (to nazwa oficjalna, choć jest to łąka), nad Wysoką Kopą widać Czoło i Skalny Stół (wąski biały pasek) w grani Karkonoszy, potem horyzont zamykają Karkonosze.

Zbliżenie:

Hala Izerska

A taki widok jest z Sinych Skałek. Widok na Smrk i Stóg Izerski:

Schronisko na Stogu Izerskim, wraz z górną stacją kolejki, oraz widoczny maszt na szczycie Stogu Izerskiego:

Poniżej widok w kierunku bardziej południowym - na horyzoncie od lewej Karkonosze, następnie Góry Izerskie po widoczny szczyt Jizera.

Oraz widok na na południowy zachód z czeską częścią Gór Izerskich:

Tu wzrok przyciągają dwa widoki. Pierwszy, ten bliższy to skałki wystające nad wąskie grzbiety opadające ku dolinie, w której płynie potok Witka (cz. Smědá):
 


To skałki na grzbiecie opadającym od Południowych Kamieni (cz. Polední Kameny), czyli Frydzlandzkie Bastiony (cz. Frýdlantské cimbuří). 
Piękne! Trzeba będzie tam zajść kiedy...
Dalej widać kolejne grzbiety:

Drugim widokiem przyciągający wzrok to Jeszted prężący się na horyzoncie:



Zerkam w drugą stronę, na północny zachód. Widać Nowe Miasto pod Smerkiem (cz. Nové Město pod Smrkem), przez które wczoraj przejeżdżaliśmy:

Zostawiony za nami Stóg Izerski już nie robi takiego wrażenia, ale córka stwierdza - o blisko!

Za to cały czas ciągnie wzrok ku widocznym na horyzoncie Karkonoszom. Od Śnieżki aż po Halę Szrenicką:

Najwyższy to Wielki Szyszak, obok którego widać budynek RTON nad Śnieżnymi Kotłami, potem Łabski Szczyt, pod którym widać schronisko na Szrenicy, poniżej zaś kolejne schronisko - na Hali Szrenickiej:

Na koniec rzut okiem na zachodnie skraje Gór Izerskich w Czechach:

i schodzimy. Zaglądamy do pokoju pod wieżą - w środku niewiele cieplej niż na dworze, bodajże minus 4 stopnie termometr pokazywał. Niezbyt świeży zapach wygania nas na zewnątrz, gdzie się posilamy, popijamy ciepłą herbatę i ruszamy z powrotem. Tym razem to ja zamykam tyły. Widokami się nasyciłem - chmury mi nie przeszkodziły więc jestem przeszczęśliwy.

Podziwiam skrzący się śnieg w słońcu:

No wygląda to przepięknie! 
Między drzewami mignął znów RTON:

by po chwili okazało się, że moje, wcześniejsze obawy nie były bezpodstawne. Stóg Izerski znika w chmurze:

Pół godziny może dzieliło, abyśmy nie mogli podziwiać widoków z wieży. Ufff - ale szczęście!
Teraz idzie się nam szybko. Myślałem, że podejście z przełęczy pod Stóg Izerski będzie kłopotliwe, ale o dziwo też poszło sprawnie. 
Za to turystów jest coraz więcej.

Za nami też nic nie widać:

Schronisko mijamy, knajpę w budynku kolejki też. 
Chmury zasłoniły praktycznie wszystko:


...więc zjeżdżamy do miasta. Szyby przez dzień rozmroziły się i choć jest na nich sporo kropli, to przynajmniej coś przez nie widać, oczywiście jak tylko znajdziemy się poniżej chmur.

Na koniec pozostało nam wrócić do hotelu na obiad. By po kolacji stwierdzić, że przejedziemy się wieczorem pospacerować po Szklarskiej Porębie, o czym już wspomniałem w poprzedniej relacji.


Dawno tak krótka wycieczka (ok 6,5 km) nie dała nam tyle frajdy. 
Poza widokiem świeżego puchu, na którym jeszcze nie było żadnych śladów, z drzewami dosłownie oblepionymi śniegiem, mogliśmy oglądać całą panoramę gór wokół nas. Czego chcieć więcej?

Izery, czy pisząc poprawnie Góry Izerskie mnie ponownie zachwyciły, zachwyciły jeszcze bardziej, niż podczas pierwszej wizyty. Zdecydowanie to pasmo wskakuje do mojej topki najpiękniejszych gór!

Mam nadzieję, że nie przesadziłem z ilością zdjęć, ale i tak mocno je wyselekcjonowałem, choć wyjątkowo było bardzo ciężko.

Ps. po takim początku roku - liczę, że cały 2026 będzie bardzo udany! I tego sobie jak i Wam życzę 😀

Komentarze