Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Pierwszy raz w Gorcach - zimowy Turbacz 2009.

Obraz
Kolejna garść wspomnień. Dziś już nie pamiętam dokładnie skąd się wziął pomysł na Turbacz, chyba to ta druga osoba zaproponowała odwiedzenie Gorców. W każdym razie pewnej mroźnej soboty z rana wsiadłem w expres bus relacji Katowice - Kraków, na dworcu autobusowym spotkanie, przesiadka w busa kierunek Rabka i jedziemy. W pierwszym autobusie zmarzłem, więc w kolejnym zakładałem drugą parę skarpet, no ale co się dziwić, na dworze było ok -17 stopni. Wysiadka, zakupy i ruszamy. Pierwsze minuty idziemy przez miasto. Po wyjściu na pola pierwszy szlakowskaz, ale nie z ilością minut, a liczbą kilometrów...17. Mina towarzyszki...bezcenna. No cóż czas ruszyć by dotrzeć do schroniska za dnia.

Tatry - Murowaniec dwa razy jednej zimy - 2009/2010.

Obraz
Kolejna porcja wspomnień, ale połączę tu dwie relacje. We wrześniu miałem zaplanowany urlop i zarezerwowany nocleg w schronisku nad Morskim Okiem. Niestety zdrowie się posypało i urlop spędziłem jeżdżąc od lekarza, do lekarza. W listopadzie pani doktor pozwoliła na pierwszy wyjazd w góry (  relacja  ), a kilka dni później z kumplem pojechaliśmy w Tatry, pierwszy raz zimą, choć zima była wysoko. Jak zwykle idziemy doliną Jaworzynki, szybko osiągamy Karczmisko. Śniegu nie ma. Ale jest chłodno, polar zaczyna pokrywać szadź.

Wschód na Magurze i kilka tysięczników w Beskidzie Śląskim.

Obraz
Co zrobić, gdy ma się niespodziewanie jeden wolnego więcej? Różne rzeczy, mnie od razu wpadł pomysł by skoczyć w góry. Tylko, że tak dokładnie to miałem pół dnia wolnego. Dojazd godzina, powrót godzina, co ja zobaczę, góry z dołu? A może by tak wejść na jakiś szczyt na wschód? O to jest pomysł. Tylko gdzie?

Pasmo Pewelskie w barwach złotej jesieni.

Obraz
Piękną jesień mamy w tym roku. Postanawiam urwać się więc w jakieś góry. No dobra plan w ogólnym zarysie już mam od dawna, pozostaje ustalić, skąd wystartować, jaką trasę zrobić. Po czwartej pobudka i ruszamy.

Szczawnica urlopowo.

Obraz
Pierwszy raz w Szczawnicy byłem w październiku (to był 2007rok). Było zimno. Wyjątkowo nieprzyjemnie. Ale wtedy pierwszy raz i jedyny popłynąłem na tratwach spływem Dunajca. Dawno, dawno temu w ciepły październikowy weekend odwiedziłem ze znajomymi Pieniny (to zaś 2003, albo 4?), niestety tamtego roku pogoda nie dopisała (tego 2007mego) . Za to po kolejnych kilku latach gdy we wrześniu zawitałem do Szczawnicy, to pogoda dopisała niesamowicie. Tym razem to 2011rok.

Na grzyby/ach.

Obraz
Dziś tylko kilka zdjęć z grzybobrania. Najpierw jednak trzeba dojechać:

Niedzielna Jura spacerem.

Obraz
Kolega napisał mi kiedyś, że był blisko mnie, że był na Jurze. No tak blisko, ok godziny jazdy (w Beskid Mały np do Rzyk mam godzinę z kwadransem). No więc skoro mam tak blisko, to w niedzielę korzystając z pięknej pogody, zabieramy babcię i jedziemy zwiedzać zamki: Odbudowywane ruiny Zamku w Mirowie.

Na Jagnięcy.

Obraz
Obecnie od kilku lat nie jeżdżę w Tatry, ale kiedyś trochę ich zdeptałem. Dziś właśnie takie wspomnienie. Zaczęło się tak, że na forum GS koleżanka wrzuciła zaproszenie, że jadą w Tatry. A może to nie Pati a Zbig wrzucił zaproszenie? Już nie pamiętam, ale o dziwo żona się zgodziła na udział w takiej wycieczce, więc najpierw do nas przyjechała Skadi, by po chwili Zbyszek z Patrycją dotarli i  autem przemieszczamy się na parking obok wejścia na szlak. Krótkie pakowanie i ruszamy. Młodzi polecieli przodem, a my dostojnie za nimi. Szlak nocą nudny jak szlag ;) ale gdy w końcu zaczęło robić się jasno, to pierwsze widoki były zachęcające:

Beskid Śląski, czyli jak się do niego przekonać. Wspomnienia z 2016r.

Obraz
Powoli zacznę na bloga wrzucać zapisy starszych wycieczek, by mieć je "pod piórem" ;) Zacznę od jednego z fajniejszych rejonów. Jaki to rejon? Poczytajcie. W wakacje 2016r wyjazd na Małą, Wielką Fatrę nie wyszedł, więc mając wyjątkowo wcześnie grafik, rozpoczynam kusić Sokoła Fatrą na początek wrześnie. A tu zdziwienie, Tomek zaczyna marudzić. Że od dupy strony, że daleko, że chcę pętle zrobić...i rzuca pomysł na Morawski. Na co ja zaś kręcę nosem (dziś już nie pamiętam czemu mi się te pomysł nie podobał). No to Sokół mi piszę, jedźmy w okolice Brennej. Co ciekawe, te trasy miałem w planach na ten rok, więc się zgadzam. Wrzucam plan, Sokół potwierdza, że coś takiego będziemy szli. Choć z małymi korektami, min dowiaduję się, że nie samym szlakiem będziemy iść. Myślę ekstra! Oglądam prognozy i dupa zbita, pokazują, że akurat niedziela 4tego września ma padać. Ale to prawie dwa tygodnie, więc prognozy zostawiam na sam koniec. I całe szczęście, bo kilka dni przed prognozy zmi...

Zlot w Beskidzie Małym.

Obraz
Minął niecały miesiąc, gdy kolejny raz pojawiłem się w Małym Beskidzie. Mały...kiedyś nazwałem to nieduże pasmo (stąd nazwa Mały), Beskidem Ostrym. Ale zanim wyjaśnię tą nazwę, to zacznę od początku. W sobotę 8 września odbył się zlot z forum, na którym się udzielam (Góry bez Granic), w chatce pod Potrójną. Niestety tydzień przed zlotem wiedziałem, że nie dam rady ruszyć z główną grupą, ba nie dam ruszyć za dnia, więc start zaczął się po ciemku, samotnie.

Beskid Żywiecki - klasyczna klasyka.

Obraz
Spisałem już wspomnienia z klasycznej wycieczki w  Beskidzie Śląskim  ,więc przyszedł czas na takie samo miejsce w Beskidzie Żywieckim. Choć, zaznaczę, każdy ma swoje topy miejsc w górach. Więc to co dla mnie będzie nr1, dla Ciebie może nawet nic nie mówić. Ale o halach odwiedzonych w tej relacji, słyszał pewnie każdy, kto lubi wędrówki górskie, nawet jak jeszcze tam nie był. Rysianka - Lipowska - Boracza.

Orla Perć 2009r.

Obraz
Kolejna relacja wspomnienia.

Pożółkły Beskid Mały.

Obraz
Ileż razy można mijać szczyty, wzniesienia i nie wejść na szlak? No cóż ja w lipcu kilkakrotnie mijałem Skrzyczne, spoglądające na stoki Beskidu Małego, wjeżdżając w doliny Beskidy Żywieckiego, poza kilkoma spacerami w las, kończyły się na podziwianiu gór z daleka... Upał dodatkowo zniechęcał do wysiłku wędrowania, jednak gdy w na początku sierpnia, lekkie ochłodzenie zgrało się z wolnym dniem od pracy w tygodniu, postanowiłem, że koniec lenistwa. Po wyłączeniu budzika o 4tej, jednak to lenistwo zaczęło szeptać, zostań w łóżku, śpij dalej... Odepchnąłem te myśli i równo z wschodem podążałem na początek szlaku.

Mała Fatra. Czerwiec 2015.

Obraz
Kolejna porcja wspomnień. Swoje wycieczki górskie planuję obecnie, szukając miejsc średnio popularnych, bądź miejsca popularne w niepopularnych porach dnia, czy roku. Kiedyś jednak planem, był przeważnie najwyższy szczyt nowo odwiedzanego pasma. Wcześniej były to miejsca z dużą wysokością (Tatry), bądź "kultowe" (Bieszczady). Całkiem niedawno dałem się namówić na poznanie miejsc, o których swego czasu nie pomyślałbym nawet, a co dopiero ich planowanie. Tak dziś szukam miejsc mniej znanych. Tymczasem Małą Fatrę, zanim usłyszałem o niej (no dobra, coś tam słyszałem, coś tam czytałem relację, ale jak to mówią, jednym uchem wpadło, drugim...), tak na prawdę odwiedziłem z okien autobusu.

Nie samymi górami człowiek żyje.

Obraz
Tydzień przed urlopem mam wolny dzień, pada propozycja wycieczki w góry...ale nie mam już ochoty. Odliczam dni do piątku, bo po pracy trochę snu i w środku nocy wyjazd :) Kierunek - północ.

Powrót do domu na jedynce.

Obraz
Chwilę po powrocie z wycieczki po rezerwacie, wsiadamy do auta i ruszamy do domu. Ale droga nie wiedzie prosto do domu. Postanawiamy jeszcze poznać łemkowszczyzne choć tą blisko drogi. Pierwszy przystanek robimy przy dawnej cerkwi greckokatolickiej pod wezwaniem św. Jana Złotoustego, którą mijaliśmy zaraz na początku naszej wyprawy.

Dolina Ciechania.

Obraz
Tym razem nie było pobudki wcześnie z rana. Pracownik parku miał się zjawić o 10tej. Więc wyspaliśmy się, zjedliśmy śniadanie, by spakować się i czekać niecierpliwie pod Hajstrą. Bo dziś mieliśmy odwiedzić dolinę Ciechania, dawną łemkowską wioskę. Dolina Ciechania.

Na Baranie.

Obraz
Pamiętacie pierwsze Wasze wycieczki w góry? Może nie te zupełnie pierwsze, ale te kiedy już załapaliście bakcyla, a jeszcze mało co znaliście? Ekscytacja przed wyjazdem, niecierpliwe odliczanie dni do wyjazdu? Ja już dawno takich odczuć nie miałem. To nie znaczy, że byłem już we wszystkich pasmach górskich naszego kraju, ale najczęściej jeżdżę w rejony znane, choćby z widzenia. Więc raczej nie budzą te wycieczki tak wielkich emocji jak kiedyś. Jednak są takie miejsca, które bardzo chciałem poznać. Rok temu były to Góry Izerskie, a w tym roku Beskid Niski. Rok wstecz spanie w wiatach, plan szlaków, trasa wymyślana, a teraz do końca nie wiedziałem gdzie pojedziemy z żoną. Dopiero w piątek, dzień przed wyjazdem dzwonię z pytanie o dostępność noclegu. Jest pokój, rezerwacja klepnięta. Zaczyna się udzielać mi nastrój radości. Poznam kolejne ciekawe miejsca! Tym razem nie miało być wielokilometrowej trasy. Miało być sielankowo. Dolinkowo. A jak było? Najpierw nudną autostradą mkniemy na w...

Jak prawie na Rysy weszliśmy w 2010 roku.

Obraz
Na prośbę teraz, letnie, prawie letnie wspomnienia. Wracam z pracy, na niebie sam błękit, mam ochotę na piwo. Piszę sms'a do Marcina, czy nie wyjdzie na jedno. Odpisuje mi, że myśli czy by z rana w Tatry nie pojechać, więc mimo chęci...liczę ilość miedziaków w portfelu, wypłata za kilka dni, w lodówce świeci i owszem światło, ale nic poza tym nie ma. Ot czasy, prawie, że jeszcze studenckie, mieszkałem wtedy w akademiku, więc trzeba się dostosować ;) Dzwonię, na ile te myśli są zaawansowane, po telefonie zaglądam po drodze do sklepu i umawiamy się na rano...jedziemy. Na piwo...jeszcze się pójdzie ;)

Coroczna (swego czasu) wycieczka na Rysiance. 2011r (zdjęcia edycja 2020).

Obraz
Wcześniej spisałem spacer, wycieczkę jednodniową, którą przeszliśmy przez widokowe hale, od Pawlusiej przez Rysiankę, aż do Boraczej. Te kilka razy, które wędrowałem, przeważnie zaczynałem w tej kolejności. I tylko dwa razy zrobiłem to na odwrót ;) .Oczywiście mówię tu o trasie z Żabnicy, nie licząc wejść od innych stron.

Mój pierwszy raz w Beskidzie Małym.

Obraz
Beskid Mały mijałem jeżdżąc dalej na południe, a to pociągiem, a to samochodem. O ile za młodu były po prostu Beskidy, bez rozbicia na poszczególne pasma, to później, gdy zacząłem chodzić sam po górach, gdy posmakowałem Tatr, sama nazwa Mały, mnie nie pociągała. Ale pewnego upalnego majowego dnia schodziłem z Magury i spoglądałem na góry po przeciwnej stronie doliny (Brama Wilkowicka), to pomyślałem, że może warto w nie zajrzeć. Beskid Mały - grupa Chrobaczej Łąki.

Beskid Śląski - klasyk klasyczny.

Obraz
Gdyby nie wirus, koronowirus, pisałbym relację z mało znanych szlaków. Niestety z wycieczki nic nie wyszło, a pogoda dopisała jak nigdy, więc trudno, znowu wrócę do czasów ciut, minionych. Pod koniec maja miała być świetna pogoda. I była. Od razu uprzedzę, pamiętam, że nas spiekło...

Zachód słońca w lany poniedziałek.

Obraz
Nie tylko samymi górami człowiek żyje. Lubię zachody, wschody pooglądać, choćby z osiedla. Dziękuje.

Majówka w górach oraz wschód słońca na Hali na Muńczole.

Obraz
Majówka. W tym roku można było mieć 9 dni wolnego. No cóż do tych szczęśliwców nie należę, ale tak trochę z niej skorzystałem. Rodziną na raty dojechaliśmy na bazę, by już w święto Pracy być razem. Dzień ten należał do spotkań rodzinnych, wypoczynku, opalaniu się i takich tam malutkich przyjemności. Pogoda wręcz wakacyjna. Nigdy jeszcze tak wcześnie na naszej bazie nie było zielono:

Małe kółko wokół zapory, Beskid Śląski.

Obraz
Kolejna porcja wspomnień... Parę lat temu, koleżanka z pracy pochwaliła się swoją działką, na której się miała budować i podczas oprowadzania, wspomniała, że powyżej jest zapora. Byliśmy u podnóża stoków masywu Klimczoka i ta wzmianka o zaporze, mnie mocno zaintrygowała. A ja o niej nie słyszałem? No cóż, o górach, to ja wtedy myślałem, że sporo wiem...

Nowe, dla mnie.

Obraz
W roku 2017 poznałem kilka nowych dla mnie pasm. Pierwszym takim pasmem, to Beskid Śląsko-Morawski.

Zachody i wschody Ochodzita, kurs fotografii P. Uchorczaka.

Obraz
Ochodzita. Zachód słońca:

Koskowa Góra.

Obraz
Druga tegoroczna moja wycieczka w góry, to był pierwszy raz w Beskidzie Makowskim. Pasmo mało znane, nie ma w nim schronisk tych z pod znaków PTTK, są cztery inne; dwa prywatne, dwie bacówki. Dlatego tego dnia bierzemy nasze maszynki, bo tego dnia nie odwiedzimy żadnego z wspomnianych obiektów. Wielokrotnie przejeżdżając mijałem owe góry jadąc w Tatry, Gorce. Tak jak okolice zbiornika Świnna, tak też w Pcimiu zawsze się na te góry oglądałem, ciekawiły mnie, jednak nigdy nie pomyślałem by w nie się zagłębić. Aż w końcu docieramy. Zostawiamy auto pod Kościołem w Skomielnej Czarnej. Wschód niestety mijamy za Wadowicami, no cóż jakoś nam się nie chciało wcześnie wstawać. A szkoda, bo o ile na wschodzie przejrzystość powietrza jest super, to już po wyjściu z auta na niebie są chmury... Mijamy kościół i oglądamy kaplicę dworską. Ładna, drewniana z końca XVIII w.