Posty

Oczka w lesie - na Pogórzu Wielickim.

Obraz
Tradycyjnie, jak co roku, na początku marca, a w tym roku, pod koniec lutego, gdy tylko zaczyna robić się cieplej (o znikającym śniegu, to nawet nie wspominam, już nie pamiętam, kiedy pod koniec lutego w mieście był śnieg...), ruszamy szukać, trochę naiwnie, wiosny. Naiwnie, bo przecież marzec to po listopadzie najbardziej ponury miesiąc roku. Jednak na niedzielę, miałem plany, by jeszcze poszukać w górach zimy, gdy w czwartek wybucha wojna...akurat pracuję w nocy, gdy nad ranem dochodzą tragiczne wiadomości o ataku rakietowym...tracę całkowicie ochotę na...prawie wszystko. Ja wiem, że na świecie w wielu miejscach trwają różne zatargi, większe wojny, jednak gdy to się dzieje tuż obok...po prostu tracę ochoty na jakiekolwiek rozrywki. Później jednak na tyle te wieści zaczynają przytłaczać, że myślę, by może się jednak gdzieś wyciszyć. Więc w sobotę, postanawiamy, że jak pewna sprawa się uda, to gdzieś jednak może pojedziemy, ale w gronie rodzinnym. Niedziela z rana budzi nas telefon - p...

Na sanki w góry.

Obraz
Zaczęły się ferie zimowe, oczywiście jak co roku bez śniegu w mieście. Śnieg ostał się jedynie wyżej, w górach, więc stwierdzamy, że warto by dziecku pokazać zimę, stąd pomysł na krótką wycieczkę w góry, na sanki, by młoda choć trochę zimy zaznała.  W sobotę, po ogarnięciu przyziemnych spraw, zostaje mi tylko wymyślić, gdzie pojechać. Kombinuję jak koń pod górę, ale czasem najlepsze są jednak pierwsze pomysły, a ten mi został po relacji Wioli, z jej wyjścia na Magurkę Wilkowicką od strony Przełęczy Przegibek. 

Podsumowanie 2021.

Obraz
Zbliża się koniec roku. Warto zrobić podsumowanie. A więc... Jak każdy rok, był...dla mnie bardzo ciekawy. Zaczął się dla mnie dość późno, bo dopiero na sam koniec stycznia. Były dwa miesiące, podczas których siedziałem w domu. Mimo, to, był to bardzo owocny rok, jeśli chodzi o ilość wycieczek, o zmianę podejścia do ich formy, oraz z powodu spełnienia kilku swoich marzeń. Był to też rok wspomnień, które nagle wróciły...co też przyczyniło się do spisania, już chyba wszystkich (no prawie, w każdym razie, wszystkich tych wycieczek, do których wracam co jakiś czas w myślach), wycieczek górskich, których nie miałem spisanych, oraz wrócenie do dwóch opowieści, które mi chodziły po głowie i których zarys był, ale nie miałem wcześniej na nie pomysłu. Były też porażki, ale te niewielkie... Jednak dziś tylko szybki zarys tegorocznych wycieczek.

Rodzinny, zimowy spacer na Klimczok.

Obraz
Trzy dni, po samotnej wizycie w Górach Sowich, namawiam moje dziewczyny na wspólną wycieczkę w góry. W niedzielę ma być lampa, od kilku dni temperatura dominuje blisko zera, więc zakładam (po zerknięciu na prognozy), że u góry jest zima, licząc na śnieg. To teraz muszę wymyślić jakąś trasę, coś nie za ciężkiego... Podrzucam pomysł na wjazd kolejką na Szyndzielnie i spacer na Klimczok i...trafiam w gusta idealnie 😀 Ta kolejka przeważa od decyzji, więc pozostaje ustalić tylko, o której godzinie trzeba wstać. Od razu zaznaczam, to spacer, więc więcej będzie zdjęć niż chodzenia 😉

Rozpoczęcie nowego roku, w nowym paśmie.

Obraz
Miniony rok był, dla mnie dość szczególny. Rok, który okazał się dla mnie rokiem wspomnień (już więcej odgrzewanych wspomnień nie spiszę; raczej 😉 ). Również górsko był to udany rok i tak na prawdę żałowałem trochę jednego - że nie dotarłem w żadne nowe pasmo górskie. Dlatego nowy rok postanowiłem właśnie od odwiedzin, w takim, nowym dla mnie paśmie!

Krótki spacer po Beskidzie Ostrym.

Obraz
W końcu, po miesiącu siedzenia w domu, po chorobie, wróciłem do pracy, by po kilku dniach wykorzystać ostatnie dni urlopu. Pierwszy dzień wykorzystuje na ogarnięcie spraw, które z powodu uziemienia, trzeba było poprzesuwać na zaś, zresztą cały tydzień taki jest - po/przed pracą odrabiam zaległości. W pracy ogarnianie działu, potem dentysta po pracy, wymiana kół w aucie...itd. Na szczęście w piątek postanawiam trochę rozprostować nogi, choć przy okazji załatwiania jednej sprawy. Odprowadzam dziecko do szkoły i ruszam w kierunku gór.

Skąd te góry? Krótka historia; moja.

Obraz
Miał to być krótki spis miejsc, krótkie wspomnienia z wycieczek, które kiedyś dawno odbyłem...a o których nie pisałem wcześniej relacji, często mając mało, lub wcale nie mając zdjęć. Jednak z czasem, odnajdując część zdjęć, krótki spis rozszerzył się o coraz więcej słów, coraz więcej opisu, stąd w sumie będzie to moja odpowiedź, czemu dziś tak lubię góry, czemu ciągle to w nie jeżdżę... Zapraszam: Rok 2000, ruszam w dorosłość 😉

Orawa - czyli Beskid Żywiecki za naszą granicą. 2016.

Obraz
Gdy pierwszy raz ruszyłem na Małą Fatrę, to moją uwagę zwróciły już zaraz za granicą wzgórza i góry otaczające Nowoć (słow. Novoť), słowacką wieś leżącą po drugiej stronie granicy. Wkrótce pojechałem drugi raz i postanowiłem, że jak będę na bazie, to kiedyś tu podjadę i się przespaceruje.

Spacer na Wielką Rycerzową - 2015r.

Obraz
Późną wiosną i latem 2015 roku sporo czasu spędziliśmy na naszej bazie. Rok wcześniej nasza rodzina się powiększyła i właśnie pierwszą wspólną wycieczką całej rodziny, w liczbie trzech osób, był wyjazd majowy do bazy. Od roku, poza jednym wyjazdem, w worek Raczański, nigdzie nie jeździłem, więc oglądając na co dzień okoliczne góry, ciągnęło mnie w nie. Wpierw wybrałem się na Romankę, a później zabrałem żonę na mały spacer.

Krótki spacer na Smerków - 2016.

Obraz
Mijała właśnie kolejna zima w mieście, oczywiście bezśnieżna, więc stwierdziliśmy, że może warto by zobaczyć, czy w górach tej zimy czasem nie ma. Niestety i tam jej nie było, więc stwierdziłem, że może by tak, w takim razie wykorzystać brak śniegu i przejść się po górach, poznając trochę okolicę poza szlakiem.

Cieńków - Czupel. 2017

Obraz
Gdyby mnie ktoś spytał o najpiękniejsze miejsca w Beskidzie Śląskim, to dekadę temu powiedziałbym, że w tym paśmie nie ma takiego miejsca. A dziś? Dziś uważam, że w tym paśmie jest sporo takich miejsc. Z racji, iż jest to pasmo nie aż tak znów wielkie, te miejsca są często znane i oblegane. Tych miejsc, jest całkiem sporo (Jaworowa, Tuł, Błatnia), a nie wszystkie jeszcze odwiedziłem. Dziś za to kilka słów i zdjęć o takim właśnie miejscu...

Podróż po Polsce stopem.

Obraz
Stop. Czyli forma podróżowania, zwana łapaniem okazji. Szkoda, że tak późno poznałem, tą formę podróżowania. Dopiero gdy miałem już dwudziestkę na karku...ale na wszystko przychodzi czas, więc wcześniej pewnie nie byłoby i z kim jeździć. Pierwszą podróż odbyłem do kolegi, za Radomsko. Od razu musiałem jechać samemu, reszta ekipy jechała w parach. Dojechałem zachwycony tą formą podróży... Więc zacząłem coraz częściej ją wykorzystywać. Wycieczka w góry? Idę wyciągać kciuka. Wycieczka do Krakowa, tak samo i to jedyny kierunek, na którym mi się bardzo ciężko łapało okazję, stąd podczas opisywanej podróży w Bieszczady, odcinek Olkusz - Kraków wykorzystywałem jeżdżące Busy, koszt parę złotych pozwalał zaoszczędzić czas, jaki człowiek musiałby stracić na próbę złapania okazji. Ale wyjazd w Bieszczady to jedna z ciekawszych wypraw, przygód, jakie przeżyłem, do tego za grosze. Choć długi to odcinek, to nie był jednak, mój najdłuższy wyjazd z wykorzystaniem stopa. Była to podróż na północ kraju.

Lipowska - Romanka - Złatna. 2015

Obraz
Gdy w tym roku planowałem wyjazd w Bieszczady, coś czułem, że trzeba to zrobić wczesną jesienią, dziś się cieszę, że to się udało przewidzieć, bo właśnie znowu jestem uziemiony, plusem. Mając trochę przymusowego wolnego, gdy już się lepiej czuje, przypominam sobie że ostatnio mnie pytano o jeden szlak, którego przejście jeszcze na blogu nie spisałem. Szlak ze Złatnej na Lipowską, niebieski.

Zalewisko w lesie Murckowskim.

Obraz
We wtorek padało. Został mi wypisany ostatni dzień urlopu, więc mówię, trudno posiedzę w domu, odpocznę. Jednak w ostatnim momencie wychodząc z dzieckiem do szkoły, łapę za aparat. W drodze do Murcek, nie daje rady wyjechać na trasę nr 86, bo jest korek gigant, więc od razu zjeżdżam i przez Borki, Szopienice, Nikisz i Giszowiec dojeżdżam do celu.

W dolinie Wodącej.

Obraz
Po wizycie w katowickich lasach, która pokazała, że na nizinach jeszcze jesień się dobrze trzyma, przy prognozach mówiących o najcieplejszym końcu października od lat, zaczynamy powoli myśleć, gdzie by w niedzielę pojechać, co by nie siedzieć w domu. Góry, raczej odpadają, więc pozostaje Jura Krakowsko - Częstochowska!